68. Weekend

Taka była pogoda w piątek, że żal mi było siedzieć w domu. Wydzwoniłam kolegę eM, zapakowaliśmy Tośkę do samochodu i pojechaliśmy oglądać zachód słońca w Svallnäs.
Na miejscu okazało się, że nie jesteśmy oryginalni, bo razem z nami wpadło na ten pomysł pół miasta jakieś 20osób. Ale na szczęście plaża jest dość długa, więc dało się psa ze smyczy spuścić. Tośka korzystała więc z wody. Właziła aż po brzuch, piła, aż jej się potem odbijało.
Szczęśliwa była tak, że brykała jak młoda i nie wiadomo było czy to pies merda ogonem czy ogon psem.

Na koniec piesek się upanierował w piaseczku, żeby pańci kochanej, troszkę plaży przynieść do domku…

Zostaliśmy, aż słońce się całkiem utopiło w wodzie. Światło było takie, że…

A potem jeszcze wylazł, lekko nadgryziony, ale wciąż ogromny księżyc.

Sobota, była równie miła, ale cały dzień spędziłam na bieganiu, a to po zakupy, a to po rynku połazić (oo, Body Shop zniknął). Potem trochę popracowalismy z Yankiem.
Znowu planowaliśmy wieczorny spacerek z Tosią, ale spadła mgła i zrobiło się zimno. Pojechaliśmy pooglądać nasz nowy park przy plaży.
Muszę przyznać, że po raz pierwszy projekt przeprowadzony w moim mieście naprawdę mi się podoba. Jezioro w tym miejscu jest płytkie, niestety przy brzegu było bagniste, ale parę metrów dalej zaczynało się czyste, piaszczyste dno.
W bagnie i rosnących w nim zaroślach gnieździło się ptactwo. Dookoła rosły dość wysokie drzewa głównie brzozy i buki.
Projektanci i wykonawcy przestali walczyć z naturą, a zaczęli z nią współpracować. Bagienko zostawiono, nad nim zbudowano betonowy falochron, który stał się też ścieżką spacerową. Nad bagienkiem tu i ówdzie postawiono drewniane kładki. Za falochronem dosypano miękkiego piasku i zrobiono wygodne zejścia do wody, wprost na czyste, piaszczyste dno.
Prace przeprowadzono tak, że większość drzew ocalała, dosadzono też sporo nowych. Pomiędzy drzewami znalazło się miejsce na grilla.
Postawiono też porządną toaletę.
Od wiosny nie miałam czasu specjalnie pooglądać całości.
Wczoraj też się nie dało, z powodu mgły, ech.
Ale trzeba przyznać, że malownicza była…


10 myśli w temacie “68. Weekend

  1. Pięknym wpisem zaczęłaś astronomiczną jesień 🙂
    U mnie jeszcze praży słońce… fajnie, ale trochę mnie jednak wczoraj zmęczyło. Muszę przeorganizować ogród, a przy takich temperaturach i suszy nie wróży to dobrze roślinom…

    Polubienie

    1. U mnie już od co najmniej dwóch tygodni jesiennie: mgliście, bardzo zimne ranki, wyciągałam już czapkę a nawet rękawiczki. Fakt, że lżejsze niż zimowe, nadal za wiele nie zmienia.
      Ogród domyślam się, że źle znosi ciągłe słońce i albo brak wody, albo ulewy…
      Moje pelargonie z balkonu dopiero teraz zaczęły kwitnąć, bo w lipcu i sierpniu było tyle deszczu, że prawie utonęły.

      Polubione przez 1 osoba

    1. Świechna, używam Nikona D7500 oraz obiektywu Tamron 18-200mm. Komórkę niby mam dobrą, koleżanka innyglos chyba ma taką samą. Ona robi tą komórką fajne zdjęcia, a u mnie to zawsze jakieś takie zamazane, ziarniste, nie wiem co. Dlatego zawsze taszczę tego Nikona ;D

      Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz