Jestem tak zmęczona moją pracą, że…
Minął styczeń, przede mną jeszcze luty a potem dwa najgorsze miesiące: marzec i kwiecień.
Na myśl o nich odechciewa mi się wszystkiego.
Już zbieram cięgi od klientów.
Bo czemu tak mało zarabiają. Bo czemu tak dużo podatków. Bo czemu w koszty firmy nie daję wrzucić wszystkiego co się komu zamarzy ze szczególnym uwzględnieniem modnych odkurzaczy, prywatnych podróży, wypraw do knajp oraz wszelkiej maści ubrań…
Ogólnie winą księgowej jest to, że podatki są zawsze za duże, a dochody za małe.
Mam serdecznie dość.
Umówiłam się w firmie sprzątającej na rozmowę o pracę.
Naprawdę.
Muszę odetchnąć, muszę mieć alternatywę, cokolwiek co sprawi, że kolejnej pyszczącej do mnie klientce będę mogła powiedzieć spokojnie i grzecznie żeby się oddaliła na drzewo.
Nie wiem czy podołam fizycznie, bo sprzątanie to zapieprz, ale przynajmniej spróbuję znaleźć cokolwiek innego.
Na pracę w firmie księgowej na etacie nie ma co liczyć: nie ten wiek, nie to wykształcenie, a i język swoje robi.
Najchętniej poszłabym do kilku firm na kawałki etatu jako osoba do ogarniania administracji, ale jakoś nic znaleźć nie mogę.
Mam ciągłą huśtawkę: albo śpię jak zabita po 10-12godzi albo nie sypiam prawie wcale.
Albo jem, jem i najeść się nie mogę albo patrzę na jedzenie i mnie odrzuca od wszystkiego.
Nie mam chęci widzieć ludzi, na telefon patrzę z nienawiścią.
Książki są coraz mniej interesujące.
Nie mogę się zebrać na telefon do przychodni, bo nie mam siły pilnować czasu i nie czuję się na siłach by komuś mówić, że nie mam siły pracować, funkcjonowac, walczyć. Tak, bo tak postrzegam mój obecny żywot: jako ciągłą walkę.
Marzę o tym żeby nic nie musieć.
Smutne wiadomości od Ciebie. Rozumiem. Przytulam ciepło.
Podobne scenariusze przerabiałam w swojej głowie…
PolubieniePolubione przez 1 osoba
No, no, to brzmi depresyjne, nie zartuj!
PolubieniePolubienie
nie żartuję, zbieram siły na telefon do lekarza.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Będę robiła za przypominajkę podaj datę i godzinę wizyty..
Tylko daj Sobie szanse…
..Kasiu, to niepokojący stan…😳
PolubieniePolubienie
To już jesteśmy dwie. Też marzę, żeby nic nie musieć. Zwyczajnie się wypaliłaś.
Czas odpocząć. Może dasz radę to jakoś zorganizować. Wiem. Nie zawsze się da. Przytulam.
PolubieniePolubienie
Miałam 52 lata kiedy uparłam się, że wrócę do kraju pod warunkiem, że już nie będę pracować. Mąż się zgodził. A potem emerytura! I jest cudownie. Tyle, że zdrowie nie pozwala na to i tamto, ale… Grunt, że nic nie muszę i sama sobie jestem panią, w tym także szefem 🙂
PolubieniePolubienie
Ewa, wróciłaś do kraju… miałaś mieszkanie? oszczędności? rodzinę na miejscu?
Bo ja nie mam niczego z powyższych zasobów, niestety.
PolubieniePolubienie