Było zimno, ale znowu jest ciepło.
Była susza, a teraz znowu pada.
Było pochmurno, ale znowu wychodzi słońce. I tak na okrągło.
Grzyby rosną. Dziś przy śmietniku i parkingu znalazłam pięknego borowika. Prócz niego rosną jeszcze jakieś takie… podobne do rydzów, ale nie pomarańczowe a zielonkawe. Nie zbieram. Notuję ku pamięci.
Na grzyby toby trzeba było do lasu, ale. Kto to później obrobi i co z tym zrobi? EM zagoniony, bo mieszkanie ma w kartonach i reklamówkach. A jeszcze czeka moja zmywareczka, którą chcemy wsadzić do szafki pod zlew. Zmywarka się nazywa „nablatowa” ale i tak mam mało płaskiej powierzchni, to nie będę sobie blatu zabierać. Tym bardziej, że jak postawię zmywarkę tam, gdzie być teoretycznie powinna, to
A. blokuje dostęp do gniazdka i włącznika lampy umieszczonej pod szafką wiszącą
B. rurka wypuszczająca brudną wodę będzie musiała leżeć luzem, na blacie i w zlewie, co wygląda obrzydliwie.
A gdy zmywarkę umieszczę POD zlewem, w szafce, to da się podłączyć wylewkę do syfonu. Wprawdzie tracę miejsce na kosze do sortowania śmieci, na worki różnej maści, ale da się to zorganizować inaczej. Ale będę musiała się pozbyć drzwiczek od szafki… ale tylko jednych. Trzeba będzie wykombinować jakąś ściankę, żeby część ze śmieciami była zamknięta. Lub kupić zamykany kosz na śmieci, który będzie na zewnątrz. Albo zawiesić zasłonkę 😀
Wczoraj wieczorem wreszcie udało mi się znaleźć najbardziej rozsądne miejsce na regał z książkami.
Uparłam się, że sypialnia ma zostać jak najbardziej pusta. Żeby było dużo powietrza i światła. Mało kwiatów i tylko takie, które są zalecane do sypialni. Tak więc w tej chwili w sypialni są puste, białe ściany (jedna w delikatny zielonkawo-różowy deseń roślinny). Łóżko stoi mniej więcej na środku ściany północnej, tej w roślinny wzorek. Po lewej, czyli na wchód stoi skrzynia ze szmatkami, biało-zielona, dalej jest okno a pod nim kaloryfer. W oknie wiszą cienkie, białe, bawełniane zasłonki. A na szyby, tak na wysokość 1/3, nakleiłam film z motylkami, dzięki czemu latarnie z ulicy nie świecą mi w oczy nocą. Vis a vis łóżka, na ścianie południowej, w kącie, stoi przepaścista, wysoka, biała szafa z wąskim lustrem. Obok szafy – mój malowany na biało sekretarzyk, który mi robi za toaletkę. A z boku w plastikowych, przezroczystych pudłach – nitki. Dalej drzwi. Pod ścianą zachodnią, przy drzwiach stoi fotel, a dalej, przy głowie łóżka – szafka nocna.
Początkowo chciałam nad łóżkiem powiesić kupione w second handzie akwarele, ale teraz uznałam, że powieszę łapacz snów zrobiony z serwetki jaką dostałam od mojej Kasi.
Akwarele pójdą nad sekretarzyk, żeby cieszyły moje oczy rano i wieczorem.
Salono-gabinet jest wciąż w ruinie, bo EM nie ma czasu przymocować regału do ściany. A bez mocowania ja nie mam odwagi umieścić w nim książek. Książki leżą więc na podłodze dookoła telewizora. Ale obiecałam sobie, że je posortuję i te, których naprawdę nie chcę, oddam do biblioteki.
Przywykłam do oglądania filmów na telewizorze. A raczej przywykam.
Zaczęłam oglądać Infamia – polski serial o Romach i po pierwszym odcinku zapowiada się bardzo dobrze.
Była u mnie Gullsum… Nie jest dobrze… To samo co i wszędzie: mąż pracuje, często po godzinach, nie pije, nie bije, pieniądze oddaje. No: ideał. Tylko ją samą zauważa dopiero jak ma potrzebę. Dzieci w zasadzie nie zauważa, no chyba, żeby powiedzieć córce, że jest dziewczynką i powinna pomagać matce.
Na szczęście dziewczyna (jest rok młodsza od Zuzu) jest wychowana w Szwecji oraz z natury niepokorna i potrafi odpyskować ojcu „Ja pomagam, ale jestem tylko dzieckiem, ale ty mógłbyś robić więcej, nie widzisz, że mama jest zmęczona?”. W Bułgarii czy Turcji ojciec mógłby ją za to sprać na kwaśne jabłko. W Szwecji na szczęście jest jednak trochę inaczej (choć mordy rytualne i tu mają miejsce).
Gullsum wychowana w typowym patriarchacie ma wdrukowane, że ona ponosi odpowiedzialność za wszystko. Za to jak wyglądają dzieci, mąż, dom, ogród. Za zachowanie członków rodziny… Ma przy tym pracować zawodowo i jeszcze do tego być cała szczęśliwa, bo mąż nie pije i jej przecież nie bije.
Od lat próbuję wsączyć jej do głowy, że nie musi. Że świat się nie zawali jak nie zmyje jednego talerzyka natychmiast. Ale wiadomo, że trudno z czymś takim walczyć. Pomogłaby psychoterapia może, ale do PSYCHIATRY chodzą tylko wariaci… Na poziomie świadomym ona wie, że ja mam rację. Ale wdrukowane przekonania siedzą głębiej…
Jedno z dwojga: albo jej wreszcie sytuacja tak dokuczy, że coś zmieni. Albo znowu wejdzie w kierat i będzie udawała, że jest dobrze. Do następnego kryzysu. Może około sześćdziesiątki wreszcie się odważy…
Za tydzień lecę do Polski. Na trzy dni zaledwie, ale dobre i to.
Kombinuję jeszcze żeby polecieć w październiku żeby obejrzeć w kinie nowych Chłopów. Oglądałam zwiastuny i to może być coś naprawdę wielkiego.
Pięknie na Malowałaś słowami mieszkanie, widzę tą w przestrzeni. Pięknie tam..
PolubieniePolubienie
Tak można zobaczyć Twój kawałek podłogi zamknięty ścianą. Tych Chłopów zobaczę w Internecie, no chyba że jakimś cudem będę w kraju. Uściski
PolubieniePolubienie