Miałam rację w poprzednim wpisie: lato już było.
Jak z końcem czerwca zmieniła się pogoda tak zmienia się do dziś.
Pada, siąpi, leje. Wieje. Czasem na pół dnia wychodzi słońce, ale najczęściej co godzinę mamy inną pogodę.
No i nie ma upałów. Temperatura rzadko przekracza 21 stopni. Z tym, 21 stopni u mnie, to nie to samo co 21 stopni w Polsce.
W Polsce 21stopni to dość chłodno, trzeba mieć coś z długim rękawem pod ręką. W Szwecji , a przynajmniej tu u mnie, 21 stopni to ciepło. Tak przyjemnie ciepło: nie marznie się w letnich ciuchach i nie trzeba nic dodatkowo na siebie zakładać. Jest to temperatura LAGOM jak dla mnie. Przy 17 stopniach da się chodzić w T-shircie i lekkim sweterku.
Taki fenomen.
No ale jednak nie miałabym nic przeciwko gdyby pogodna stała się bardziej letnia. Bo listopad za oknem będę miała przez następne 10miesięcy, więc byłoby miło, na dwa miesiące mieć coś innego dla odmiany…
W Polsce byłam. Tydzień.
Ulatałam się, urobiłam… Nie miałam czasu na życie towarzyskie. Miałam dla siebie tylko niedzielę, którą spędziłam na wspominkach, z przyjaciółką z lat szkolnych.
Nie załatwiłam spraw do końca i w początkach sierpnia będę musiała pojechać raz jeszcze. Termin dla mnie fatalny , bo do 17 sierpnia muszę poskładać raporty kwartalne, więc już mam stres. Przełożyć na drugą połowę sierpnia nie mogę, bo… nie mogę. Siła wyższa.
Tosia, gdy wróciłam, po prostu się rozpłakała. Matko jak ona łkała, skamlała… nie wiem jak to nazwać. I ktoś mi powie, że pies nie rozumie upływu czasu..?
Znowu coś się z nią dzieje.
Już po ostatnim badaniu wyszło, że wątroba coś nie tak. Teraz na odmianę zaczęła gubić sierść, odkryłam w jednym miejscu łysy, okrągły placek. A do tego jakieś liszaje na brzuchu, wokół sutek… Martwię się…
Basil na szczęście dobrze. Dwie noce spał ze mną, wtulony w zgięcie kolan i tylko pomrukiwał z zadowolenia jak go głaskałam.
Głowa lepiej.
W nocy pilnuję spania na jednej poduszce tylko, bez jaśka. Zaczęłam zwracać uwagę na naprężanie mięśni głowy i twarzy – gdy czuję ucisk w szczękach i skroniach – biorę paraflex zamiast ibuprofenu i zazwyczaj pomaga. Muszę jednak znaleźć sposób na rozładowywanie napięcia i stresu, na rozluźnianie mięśni, bo moja wątroba też nie jest ze skały, a lata swoje już ma.
Wczoraj zrobiłam sobie listę co kiedy zrobić w pracy, żeby się wyrobić… A dziś rano odkrywam nowe maile w skrzynce. Klienci jak zawsze zweryfikowali plany. Szfak.
No to biorę się do roboty.