92

Sonja się nic nie zmienia. Jak ona to robi? Tylko jej włosy są coraz jaśniejsze bo jest niemal całkowicie siwa, choć młodsza ode mnie o ponad 10 lat.
I wciąż ma ten wdzięk baleriny: proste plecki, głowa wdzięcznie uniesiona, ładnie ułożone nogi gdy siedzi.
Bycie nauczycielem baletu swoje robi.
Lubię ją. Zawsze ją lubiłam. Ma poczucie humoru i też kulawi szwedzki.
Normalne jest, że w czasie rozmowy nagle się zacina i mamrocze po angielsku „jak to się nazywa po szwedzku? przecież wiedziałam”.
Nie widziałyśmy się… oj lata całe. A przecież mamy do siebie blisko. Jakieś 25 kilometrów.
Ale jak ma się dwoje dzieci w wieku szkolnym, mieszka na wsi, w innej komunie, ma się pracę to wiadomo.
Umówiłyśmy się w Espresso House, bo to miłe, dość ciche miejsce i mają dobrą kawę oraz czarną herbatę.
Tak mnie tknęło z rana, żeby się upewnić czy obie będą: Gullsum i Sonja, ale…
Znowu mało spania w nocy, znowu migrena, ledwie się wygrzebałam.
Stałam pod kawiarnią, bo przez okno widziałam, że dziewczyn nie ma.
Zajrzałam na messenger, bo może któraś…
I bingo.
Gullsum napisała „Widzimy się jutro?”
Odpisałam „Nie jutro – dziś”
„Jak to DZIŚ?! Przecież 15 września, w piątek?!”
” 15 września jest czwartek. Dziś.”
„KIEDY?!”
„Teraz. Właśnie w tej chwili widzę Sonję”
„Matko Boska!” I zadzwoniła.
– Kasia, przyjedźcie do mnie!
– Gullsum pomyliła dni i zaprasza nas do siebie – wyjaśniłam Sonji przytulając ją na powitanie.
Pojechałyśmy.
Mały Lavent jest ciężki jak klocek. Ma niebieskie oczy i blond czuprynkę. Gullsum się śmieje:
– Wiesz, dziecko listonosza.
I wyjaśniła Sonji, że jedno tłumaczenie mówi, że Lavent oznacza marynarza, ale inne: wysokiego, przystojnego mężczyznę. I z właściwym sobie dystansem wybuchła swoim śmiechem.
Mąż Gullsum jest nieduży i okrągły. Ona też nie jest zbyt wysoka, ale szczupła.
– Mój synek na pewno będzie piękny, ale wysoki to raczej nie… – zakończyła zanosząc się śmiechem.
Dwoje starszych ma prześlicznych, więc w urodę najmłodszego można wierzyć.
Sonja pokazała nam zdjęcia swoich córek.
Myślałby kto, że Frances ma 15lat! Nasza najmłodsza koleżanka ze szkoły językowej, która pełzała pomiędzy naszymi krzesłami, nie mówiła tylko patrzyła szeroko otwartymi oczkami. A teraz przepiękna panna.
I Madeleine, rówieśnica Zuzu. Pamiętam ją jako małego, raczkującego bobaska. A tu nastolatka.
I tak jak Zuzu unika prysznica. Bihter, córka Gullsum, choć młodsza od Zuzu i Madeleine o rok, ma to samo.
Siedziałyśmy na południowym tarasie. Słoneczko grzało, wietrzyk z lekka zawiewał. Lavent ciamkał banana…
Dookoła spokój starej dzielnicy domków szeregowych. Emeryci w swoich ogródkach.
Czas przepłynął nie wiadomo kiedy. A my – jakby to było zawsze – znowu gadałyśmy jedna przez drugą.
Rozstałyśmy się z obietnicą, że będziemy się częściej widywać.

… a poprzedniej nocy policja, tuż pod naszym domem strzelała do jakiegoś nożownika…

Dodaj komentarz