90.

I wróciliśmy do codzienności.
Ostatnie dni to coś strasznego.
Klienci powysyłali dokumenty później niż zwykle, no bo księgowa na urlopie. Poczta też się spisała na medale i w efekcie 1/3 dostałam we środę, 1/3 w piątek. A 1/3 w ogóle nie dotarła.
Pracowałam od rana do nocy, pracowałam w weekend. I dziś jeszcze też będzie intenstywnie, przy czym będzie to kombinacja jak ustalić dane do raportu nie mając papierów.
Wychodzi na to, że wezmę dane z sufitu …lub niemal z sufitu a w razie czego będę się tłumaczyć, że poczta zawiodła, więc zrobiłam na podstawie tego co miałam.
Ogólnie poczta zaczyna coraz mocniej szwankować. No i zamierzam przechodzić na dokumenty elektroniczne.
A tymczasem zaczyna robić się dziwnie.
Jeszcze miesiąc temu mówiłam, że mam tak dużo pracy, że będę już odmawiać. A teraz nagle pstryk …i się zaczyna wywalać wszystko.
Najpierw jedna klientka (duża, rozbujana firma, porządek w papierach, dużo roboty, ale i kasa z tego dobra) powiedziała, że już nie daje rady i szuka kupca…
Potem inna klientka – początkująca, ale również całkiem niezła, uporządkowana, za niezłe pieniądze – oświadczyła, że od sierpnia im nie idzie, lato się skończyło, ruch mały, obroty żałosne, a na dodatek kilka dni temu mieli włamanie
Potem jeszcze jedna – zupełny początek, kompletny brak wiedzy co z czym i jak, od początku trzeba było prowadzić za rączkę, ale miała wolę do nauki – po dwóch miesiącach oświadczyła, że dostała pracę na etat i ona zamyka.
Potem jeszcze rozbujana firma, która przeszła z innego biura gdzie biuro zżerało cały zysk… Liczyłam na fajną kasę, choć wiedziałam, że będzie się trzeba mocno napracować. A tu żona właściciela zaczęła sama ogarniać i mnie zostają tylko drobiazgi, więc i kasa z tego niewielka.
A potem jeszcze jedna nowa firma… i się pani rozmyśliła na wstępie po zapoznaniu się z cennikiem i umową… Stwierdziła, że te dwie faktury może obliczyć sama.
Plus moja własna wina. Nakrzyczałam na klienta… Trochę mu się należało, ale chyba przesadziłam. Nie zdziwię się jak się ze mną pożegna. Z doświadczenia wiem, że przeprosiny nic nie zmienią, więc nie zamierzam.
A to wszystko w ciągu ostatniego tygodnia tylko!
Kurde…
Mam w głowie taki przesąd, że jak przychodzi robota to się jej nie odmawia, bo to przynosi pecha… jakby los/przeznaczenie słyszało, że odmawiam i się odwraca. A ja odmówiłam raz czy dwa razy Polakom z firmami w Polsce (więcej z tym zabawy niż realnych pieniędzy. Zarobek żaden w porównaniu do włożonej energii i ewentualnych problemów w przyszłości)
No i teraz mi się właśnie spełnia.
Kurde… raz jeszcze.
A całe to zamieszanie okraszone dodatkowo bólem głowy. Bólem, który wybudza po 2-3 godzinach niespokojnego snu. Trzeba wziąć jakąś tabletkę, usiąść prosto, wypić kawę, schłodzić się. Po dwóch godzinach puszcza, więc można wrócić do łóżka. Nim się zaśnie mija kolejny czas…
W efekcie dobowa ilość snu zamyka się może i w ośmiu godzinach, ale co z tego skoro ten sen jest w sekwencjach 2-3godzinnych z kilkugodzinnymi przerwami?
Jestem zmęczona, zmęczona i zmęczona.
To ciągłe zmęczenie i sennośc mnie niepokoi, ale jak mam być rześka, po takim spaniu.
Tabletki uspokajające oraz nasenne nie pomagają.
Czytałam ostatnio jakiś artykuł o migrenach i stałych bólach głowy. Lekarze nie mają możliwości zbadać każdego przypadku i dobrać odpowiedniego leczenia, bo diagnostyka jest długa, żmudna i kosztowna. Konsultacja u neurologa? Śmiech na sali… „Jak dotąd pani żyje, to to na pewno nie rak” – stała odpowiedź. Pewnie ich jej uczą na kursach ze specjalizacji.
Myślałam, że tylko ja mam tabletki przeciwbólowe poutykane wszędzie.
A tak ma wiele ludzi.
Należałoby nas badać neurologicznie, kierować do poradni leczenia bólu, ale pytanie GDZIE? Ciekawe czy w Szwecji są poradnie leczenia bólu… bo nigdy nie słyszałam. Oczywiście myślę o takich dla pacjentów nie-onkologicznych.
Kilka lat temu jeden z lekarzy obiecał mi receptę na taki super dobry, skuteczny lek przeciwbólowy. Dostałam receptę na paracetamol o dawce dwóch standardowych tabletek. Do dziś się zastanawiam czy wierzył w ten lek, czy po prostu było to na zasadzie „idź lekomanko precz”.
Paracetamol to ja mogę na gorączkę, bo na ból mi w ogóle nie pomaga.
Ych… ponarzekałam.
Misia i Mel pojechali na północ. Miałam zaproszenie by jechać w przyszły weekend. Ale Tosia… Pojedzie eM. I Zuzu.
Zostanę w domu.
Musi być tam teraz przepięknie… No trudno.


10 myśli w temacie “90.

  1. U neurologa usłyszałam że ból długi nie leczony trudniej się leczy. Następuje zwapnienie czy coś tak innego co utrudnia leczenie.
    Ja dostał lek m.in na stwardnienie rozsiane i ból głowy minął, a trwal latami. Trudna to była terapia bo wchodzenie i wychodzenie z leku ale warto było. Szukaj neurologa z dobrą opinią. Nawet w Polsce. Naprawdę warto szukać bo teraz możesz mieć porady on-line. Tylko zrobić badania pewnie prv

    Mam koleżankę która całą sobą opowiada się za nauką, skończyła chemie a nijak jej do neurologa nie da się zapisać. Kupuje leki bez recepty na migreny. Klasyczny szewc bez butów chodzi

    Polubienie

    1. mnie się wreszcie po długich bojach udało dostać receptę na sumatripan – a to też nie było takie oczywiste. Bo lekarze z uporem maniaka dopytywali o aurę. Tymczasem aura występuje u nielicznych migreników. Ale u mnie prócz migren występuje zwyczajny ból głowy.

      Polubienie

  2. To Ci się nazbierało… U nas też słyszę, że firmy ograniczają wydatki, jak mogą… ograniczają produkcję, zamykają się…
    Moja nowa firma też jakoś ostatnio nie może spiąć budżetu, bo inne nie płacą 😦

    Polubienie

  3. Współczuję z migreną. Nie mam doświadczenia w tej materii. Natomiast co do klientów to sprawa trudna, wiem coś z naszej branży. Często ludzie są niesolidni, roszczeniowi i chcieliby za darmo. A tak się nie da. Życzę znalezienia dobrego rozwiązania z tymi bólami głowy. Mniej stresu pewnie nie zaszkodziłoby, ale czy tak się da?

    Polubienie

Dodaj komentarz