20/2021

Fizjo zlecił… abym się wyginała do tyłu około 8 razy dziennie.
Wyginam.
Póki co nie zauważyłam żadnego rezultatu poza tym, że przy wyginaniu plecy bolą w innym miejscu.
Wróciłam do diklofenaku, bo bez niego się nie da…

Poniedziałek.
Weeknd był do bani. Niby słonecznie, ale w nocy spadł śnieżek ten biały syf. I zamarzł. Potem, w dzień, w lutowym słońcu się lekko nadtopił. W nocy znowu zamarzł.
eM znowu złapał jakąś infekcję. Kazałam leżeć w domu. W związku z tym spacer z Tośką był tylko na mojej głowie. Oraz zakupy, jedzenie i sto innych rzeczy.
Wczoraj rano wyszłam z psem… a tu lodowisko.
W jednej dłoni smycz, w drugiej worek ze śmieciami…
A propos…. Ostatnio doszłam do wniosku, że mam miernik dorosłości. W szczególności: miernik dorosłości faceta.
Otóż mężczyznę można uznać za dorosłego, gdy sam z siebie zauważy, że śmietnik należy opróżnić.
Nic mnie chyba tak nie wkurwia wkurza jak widzę, że z wiadra na śmieci się wysypuje, a mój mąż zamiast wyciągnąć worek i postawić przy drzwiach, jeszcze tam dokłada… Wiecie, to chyba naprawdę przekracza jego możliwości intelektualne by stwierdzić, że to już, już trzeba ten worek wyjąć. Oczywiście, że mogę mu powiedzieć i mówię, „Wyjmij/wynieś” itd… I on to nawet robi bez gadania. Tylko, że… Irytuje mnie, że to ja mam powiedzieć. Jakby miał 12 lat a nie 56. Grrrr

Wracając do poranno-niedzielnego spaceru z Tosią.
Zatem: wychodzę, plecy rwą, w jednej ręce smycz, w drugiej śmieci, a chodniku ślizgawka. Niedziela jest, to kto miał posypać? Cieć też ma niedzielę.
Idę szurając nóżkami, już skręcam w stronę śmietnika, a tu zza rogu wyłania się sąsiadka ze swoim nie-do-pieskiem. Wiecie, takie małe, mniejsze niż najmniejszy kot, wrzaskliwe i rozhisteryzowane. Sąsiadka już mi podpadła kilka razy. Raz: gdy w czasie pożaru w sąsiednim bloku wjechała w uliczkę PRZED samochodem na sygnale, po czym się zatrzymała, bo musiała kogoś tam wypuścić. Oczywiście blokując przejazd dla straży/ambulansu.
Dwa: wyłazi z tym swoim pieseczkiem na spacer. Przy czym najpierw spaceruje po trawniku pod domem, gdzie latem bawią się dzieci, sąsiedzi piją kawkę i gdzie jest zakaz wyprowadzania piesków. Piesek robi co musi, a ona dopiero wtedy idzie z nim na spacer.
A co teraz zrobiła gwiazda?
Widząc starszą sąsiadkę, z wielkim psem i śmieciami, więc ewidentnie zmierzającą w konkretnym kierunku? Przyspieszyła kroku! Jakby chciała, żeby się nam psy spotkały nos w nos. Niedopiesek dyszał, charczał i się dławił…. Zatrzymałam się, żeby idiotkę przeczekać. Tośka niby stała spokojnie, ale jednak smycz miałam naprężoną, a ta zwarta i gotowa do biegu.
A paniusia …sobie nóżka za nóżką. Niedopiesek sobie węszył, a ona powolutku. Mało tego. Weszła na parking, wsiadła do samochodu, pieseczka kochanego zostawiła na zewnątrz. Uruchomiła auto, waląc spalinami wprost na swojego pupila, wysiadła… i poszła z pieskiem na trawnik. Zagotowała mnie tym do końca, miałam chęć puścić smycz i patrzeć jak i ona i jej niedopiesek umierają ze strachu.
Ale tymczasem tkwiłam nadal na tym chodniku, bo parking leży po drodze do śmietnika.
Ten sam, doskonały moment, wybrał sobie pan z małym, białym pudelkiem z sąsiedniej klatki. Wyszedł sobie beztrosko wprost na mnie i na Tośkę. Pudelek był w zasięgu nosa Tośki. Na widok 40kilogramowego potwora pudelek też zaczął charczeć i drzeć japę. Tośka agresywna nie jest, ale jak jej ktoś mocno pyskuje to bardzo chce podejść i się bliżej z odważnym zapoznać. Krzywdy nie robi, ale nastraszyć może. No więc teraz też zechciała się grzecznie zaprezentować oponentowi, ale przystąpiła do zadań nieco gwałtownie w efekcie czego poczułam, że po prostu …jadę! W ostatniej chwili zauważyłam barierkę przy schodku, wlazłam tam i się zaparłam brzuchem, co zastopowało Tośkę. Dostała opiernicz, ale dużo sobie z tego zrobiła.
Pudelek się omal nie powiesił na smyczy.
W tym samym czasie Paniusia Idiotka odjechała.
Nie wiem co w tych ludzi z psami wczoraj wstąpiło, ale z uporem maniaka włazili nam w drogę. Jacyś niedzielni psiarze czy coś?
Normalnie jest tak, że psiarz widząc innego psiarza z daleka, na wszelki wypadek skręca w boczną uliczkę. No, chyba, że:
a. zna mnie i Tośkę,
b. jest 100%pewny swego psa, że ten nie będzie zaczepiał,
c. nie ma gdzie skręcić.
W sytuacji b lub c , gdy widzę, że psiarz zmierza w naszą stronę to ja:
a. skręcam w boczną uliczkę,
b. zajmuję pozycję jak najdalej od toru psiarza, trzymam smycz krótko, dodatkowo odwracam uwagę Tośki cukierkiem lub choćby głaskaniem.
Większość z nas, właścicieli psów usiłuje wychować swego pupila, ale rozumiemy, że natura czasem zwycięża, więc po co nam te awantury, szarpanki, jazgot czy coś?
Unikamy kolizji. Po prostu.

Resztę dnia przesiedziałam w domu. Uszyłam kolejnego ptaszka, i dwa serduszka. A potem już tylko dziergałam skarpetkę i oglądałam „Kim jest Anna”.
A teraz już poniedziałek.
Za oknem przed chwilą lało. Teraz znowu sypie tym białym, fuj!

Na pociechę, przy poniedziałku, perełka.
Znalazłam w czeluściach Youtuba teledysk Dire Straits, chyba najstarszy jaki jest. Z 1978roku! Mark młody, jeszcze z lokami, kolczykiem w uchu, roześmiany młodzieńczą radością. Ma tam tylko 29lat.
Po lewej Marka – jego brat David. Też ewenement bo mało jest filmów, na których chłopaki są razem. W 1980 roku pokłócili się i David odszedł ze zespołu. Ale tu jeszcze są razem… i widać jak szukają się wzrokiem, jak się obaj cieszą z tego grania. Mimo, że David jest nieco w cieniu brata. To Mark robi show.
Po prawej Marka jego przyjaciel: basista John Illsley.
To co, kto chętny na spacer po londyńskim West Endzie w końcu lat 70tych?

14 myśli w temacie “20/2021

  1. Ćwicząc nie można dochodzić do bólu, robisz ćwiczenia do granicy bólu. To bardzo ważne. Nic na siłę. Masz mięśnie zbite stąd ból w innym miejscu.

    A co z chodzeniem – ile dziennie robisz kroków, średnio? Przy rwie bardzo pomaga

    Polubienie

    1. kroków? nie liczę, przestałam jak spadł śnieg i lód pokrył chodniki. Jak jest sucho i nie wieje to plecy mniej bolą, wtedy chadzam z Tośką półgodzinny spacer rano i po południu.
      Jak jest tak jak dziś: wieje, z nieba leci kasza, wilgotno, przenikliwie i ślisko spacery są krótkie: 10-15 minut. Tośki stawy i moje plecy nie lubią takiej pogody. A diklofenak nie zawsze wyłącza ból, który przy chodzeniu rośnie z każdą minutą.

      Polubienie

      1. Podpowiadam (w kwestii kroków) zakup mibanda lub smartwatcha 🙂 bardzo sie przydaje.
        A w kwestii muzyki – lubie chłopaków, ale ja jestem z tych, co słuchaja, a wiedzy nie maja:( i tak dobrze, ze rozróżniam głosy, natomiast nie znam nazwisk (poza najważniejszymi) i niewiele wiem o swoich nawet bardzo ulubionych, nie wspomne już o rozumieniu tekstów, co bywa zaletą, czasem 😊

        Polubienie

        1. miniband mam. Zdjęłam jak zaczęło sypać śniegiem i mrozić. Co się będę stresować? 😉
          Co do idoli muzycznych to ja zazwyczaj mam tak samo. Ale jesli chodzi Marka Knopflera to jestem zakochana we wszystkim co stworzył i pewnie jakby śpiewał (przygrywając na gitarze) listę zakupów to też bym omdlewała. Można rzec, że jestem w nim zakochana jak nastolatka.
          Ale to dlatego, że on nie tylko jest taki sobie grajek… ale on pisze piosenki z tekstem. Bardzo dobre piosenki. Takie miniopowiesci o ludziach. Niesamowite.
          Tę ociupinkę co łapię z angielskiego – łapię dzięki jego piosenkom (i Gilmorkom-serialowi). Posiłkuję się też portalem tekstowo.pl, bo tam ludzie często prócz bezdusznego tłumaczenia wrzucają kontekst. Dzięki czemu np. wiem o co chodzi z Hiszpańskim Miastem (Spanish City) w Tunnel of Love

          Polubienie

          1. Miaoam problemy z nawracająca rwą. Ciało składa się z taśm i kiedy powstają napięcia ze stresu, długiego siedzenia to zaczyna się tworzyć stan zapalny. Ruch dobrze działa na ciało. Nawet idąc w tempie spacerowym rozglądamy sie, podnosimy nogi, ruszamy biodrami co daje ulgę dla tych napiętych przyczepów i mięśni.
            Ja miałam już skierowane na operację. Spotkałam rehabilitanta który mi pokazał jak ćwiczyć i jak one są ważne. Trzy lata to trwało a teraz to już konieczność utrzymania stanu. Zero farmakologii.
            Co ciekawe dawniej ludzie chodzili o laskach, pokrzywieni, w chorobami kolan. To były choroby układu ruchu

            Polubienie

  2. Z psami i ich właścicielami przerabiam podobne tematy. Zwłaszcza z kurduplami uwiązanymi na smyczy i nigdy z niej nie puszczanymi. Klasyk.
    Śnieg jest lepszy niż huragan i permanentny deszcz:)
    Co do śmieci to są zsynchronizowane z wychodzeniem z psami. Ale ja pilnuję, aby wiadro się nie wysypało. Problem to tak podzielić sortowane aby nie stać za długo przy śmietniku….

    Polubienie

    1. śnieg owszem jest lepszy, ale w grudniu, styczniu. Ostatecznie na początku lutego, ale pod koniec uważam to za celową, wymierzoną we mnie złośliwość losu (tak wiem, mam przerost ego).
      U mnie do śmietnika wynosi się śmieci niesortowane. Te sortowane wywozimy raz w miesiącu wraz z butelkami po wodzie i puszkami, na wysypisko.

      Polubione przez 1 osoba

  3. Ooo, to wychodzi, że to ja jestem ta niedorosła, bo śmieciami się zajmuje mój Mi. Ja tylko dokładam.
    I nie zgadzam się na żadne generalizowanie, jak to facetom trzeba artykułować, bo są kiepscy w domyślaniu się – każdemu trzeba artykułować, bo domyślanie się kończy się nieszczęśliwą parą ludzi, którzy nie dostają tego, co lubią, bo nie chcą o tym wprost powiedzieć. Jak w tej opowieści o górnej i dolnej połowie bułki, którą obie strony wciskały sobie na odwrót, bo myślały, że ta druga osoba, to właśnie lubi to, co ta pierwsza.
    No i czemu wynoszenie śmieci to ‚czyjeś oczekiwania’? Nie jest to czasem jeden z upierdliwych domowych obowiązków, które trzeba po prostu zrobić? niezaleźnie od oczekiwań czy ich braku. Moje oczekiwanie (ktore zawsze odpowiednio artykułuję, żeby nie było) to może być np. schowanie mojego roweru do szopy, bo jest ciężki i dla mnie to upierdliwe, mimo, że to ja na nim jeżdżę.

    Polubienie

Dodaj komentarz