15

Już było prawie dobrze…
Cały dzień w fotelu przy biurku, w przerwie uczciwy półgodzinny spacer z psem, wygłupy z Zuzu… Tylko rano sztywność, lekki ból, ale to się rozchodziło tak około południa.
I nagle trach!
Szykowaliśmy się wczoraj na basen, nie wiem co zrobiłam, jak …
Ostry ból. Aż pociemniało mi w oczach i zabrakło tchu.
Restrykcje znieśli, basen pełen ludzi. Wykupiłam sobie wejściówkę na relax. Tam mało ludzi: sześć w porywach do ośmiu. Brak krzyku i biegania dzieciarni. Jazz był dość przyjemny, choć wolałabym jakieś relaksacyjne, ciche plumkanie. Basen z dość ciepłą wodą, sauna parowa, którą uwielbiam, basen z bąbelkami i hydromasażem. Pod koniec dnia, ostrożnie, ustawiłam przy dyszy mój obolały krzyż.
Zuzu szalała z dziadkiem na zjeżdżalniach.
Ale noc nie była łatwa, choć nad ranem poczułam, że ten ostry pręt się cofnął.
Na porannym sikaniu Tośki z trudem powstrzymałam się od płaczu.
Próbowałam coś robić: jakieś ćwiczenia, lub choćby tylko zwykłe czynności domowe.
Nie da się.
Jutro będę żebrać u termin u każdego fizjo w mieście.
A na razie tkwię w fotelu. Lub na łóżku.
Nie wiem jak przeżyję jutro.

5 myśli w temacie “15

  1. Na razie diklofenac znowu poszedł w ruch i po drugiej tabletce byłam w stanie przejść z pokoju do pokoju.
    Teraz jestem już po czwartej i wizja spaceru z Tośką oraz siedzenia kilku godzin przy biurku już nie jest taka straszna 😀

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz