126. Msza

Albo zupełnie odwykłam do katolickiej celebracji albo to, co wczoraj obejrzałam to naprawdę było widowisko… ni śmieszne ni straszne.
Kościół katolicki prowadzą tutaj jacyś zakonnicy. Główny kościół jest w Skövde, a u mnie w mieście jest kaplica.
W tej kaplicy była msza za Tomka.
Przez całą mszę miałam wrażenie, że osoba celebrująca (ksiądz? brat?) jest nie przygotowana. Czytał teksty z tej wielkiej księgi zacinając się okrutnie, myląc słowa, a nawet gubiąc wątek.
Potem było kazanie.
Zaczął ładnie: od podziękowania, że tyle osób przyszło wesprzeć Tomasza w jego drodze do nieba, do życie wiecznego…
Ale potem gadał takie rzeczy, że miałam wielką chęć wstać i z nim podyskutować.
Na przykład, że nieważne czy człowiek był dobry czy zły przez całe życie, ale jak na zakończeniu życia „przyjmie Jezusa do serca” to na pewno pójdzie do nieba od razu. No, dobra, może najpierw na chwilę do czyśćca. Ale zaraz potem do nieba. I że ktoś kto ma „Jezusa w sercu” nie boi się grobu, on się cieszy, że umiera bo idzie do Boga Ojca.
A jak ktoś nie wierzy, to może być i najlepszym człowiekiem na ziemi, ale do nieba nie pójdzie. Czyli rozumiem, że można być skurwysynem całe życie, na łożu śmierci się wyspowiadać, przyjąć komunię i już: Niebo wita.
To to ma być ta sprawiedliwość boża?
Ględził takie androny chyba z 15 minut!
Do mszy przygrywał drugi zakonnik, na flecie. Grał z równą maestrią jak ten, co mszę odprawiał. Fałszował, gubił melodię… W ogóle jakoś tak mi nie pasowała msza żałobna z muzyką i śpiewami.
ŻAŁOSNE!
Na koniec, przez kilka minut celebrujący zapraszał na msze święte. Ale. Rzucił jeszcze tekstem, że nam życzeń świątecznych jeszcze nie składa, bo właśnie na tych mszach będzie składał, ale składa życzenia rodzinie zmarłego, bo oni jadą do Polski. Zapytałam męża, czy on rodzinie życzy Wesołych Świąt, bo nie sprecyzował…
Na koniec rzekł to swoje „Idźcie w pokoju Chrystusa” a wielu z nas powiedział „Bogu niech będą dzięki” i miałam wrażenie, że nie tylko ja powiedziałam to z sarkazmem.
Celebryta Celebrujący zeszedł z ołtarza. Nareszcie zapadła cisza… Wrócił.
– Bo dzieciom trzeba obiecać nagrodę jak się chce je do czegoś nakłonić (serio, wiesz coś o tym?- pomyślałam bardzo złośliwie). Ja mam relikwie: mam rękaw sutanny* Jana Pawła Drugiego. Kto przyjdzie na mszę w niedzielę to dostanie kawałek tego rękawa. Podrę na kawałki i dam każdemu.


No, ale przynajmniej na tacę nie zbierali. :p
W Szwecji, gdzie gotówka prawie nie istnieje, trudno chyba zbierać na tacę?

Ludzie dopisali. Było chyba ze 40-50osób. To naprawdę dużo, biorąc pod uwagę, że to tylko z najbliższej okolicy. Był nawet mój znajomy Serb ze swoim kolegą, choć oni są z kościoła ortodoksyjnego i z mszy po polsku nie rozumieli zbyt wiele (Nomen Omen „Dzięki Bogu”?).

Ogólnie rzecz biorąc żałowałam, że poszłam na łatwiznę… Może trzeba było Wdowę i najbliższego przyjaciela namawiać na świecką ceremonię, na cmentarzu, na Minneslund. Zapalilibyśmy świeczki za Tomka, powspominali go, pomilczeli w jego intencji. Mniej byłoby durnej celebry, a więcej zwykłej, ludzkiej wspólnoty, wspólnego żalu i śmiechu.

Gdy ja umrę to: „księdza do mnie nie wołajcie, niech nie robi zbędnych szop”.

*możliwe, że mówił o jakiejś innej garderobie

18 myśli w temacie “126. Msza

  1. I dlatego nie chodzę do kościoła… Nie po drodze mi z takim tokiem rozumowania. Czy ten „celebryta” przypadkiem nie był na kursach u naszych „rządzących”? Szkoda tylko Pamięci Przyjaciela…

    Polubienie

    1. No wiesz, skoro związany z Polskim Kościołem to można podejrzewać, że to ta sama szkoła, w której pycha idzie przed wszystkim innym. Tyle, że pomimo całej mojej niechęci do klechów, aż taką bezczelną arogancją nigdy się nie zetknęłąm.
      Ale mogło być gorzej, nie? mógł np. nie pamiętać imienia…

      Polubienie

  2. Ja mam na coś takiego jeden komentarz ” O Matko Boska!”
    Na poprzednim pogrzebie, na jakim bylam ksiądz notorycznie mylił imię zmarłej. Organista szeleścił reklamówkami bo szukał kabli.
    Ale na ceremoniach kościelnych w Niemczech przygotowywanych dla katolików i protestantów jednoczesnie- i śluby i chrzty – bardzo mi sie podobały!

    Polubienie

  3. Ojejku! Chyba też odwykłam, bo takiej chały sobie nie wyobrazam:) moje dzieci będą miały z nami kłopot, bo też nie chcemy katolickiej celebry, a w Irl to trudno o co innego.

    Polubienie

      1. 🙂 zachęcona Twoim komentarzem, znalazłam opcje ‚pogrzeb humanistyczny’ i nawet się okazało, że jedna z osób, które znam i szanuje jest humanistyczna mistrzynią ceremonii (?) – udziela ślubów, pogrzebów i powitań nowo narodzonych:) Znalazłam karierę dla siebie!

        Polubienie

  4. Kiedyś wspomniałam mojemu dziecku, że nie życzę sobie katolickiego pogrzebu, ale zbył mnie mówiąc, że pogrzeb jest dla tych, którzy zostali. Raz byłąm na świeckim, ale tez mi sie nie podobało, facet był nieprzygotowany, nie wiedział co ma powiedzieć o zmarłym, plótł jakieś farmazony, więc chyba jak zwykle wszystko zalezy od człowieka.

    Polubienie

    1. w zasadzie twoje dziecko ma rację: pogrzeb jest dla żywych. Ale słyszałam, że ostatnio jest w Polsce coraz większe zapotrzebowanie na tzw. Mistrza Ceremonii. Może więc i jakość usług pójdzie w parze. Kiedyś byłam na świeckim pogrzebie, ale tym tzw Mistrzem był zwykły, przypadkowy pracownik biura pogrzebowego. A sądzę, że to powinien być ktoś, kto potrafi ładnie mówić ale też musi mieć czas by się do tej ceremonii przygotować.

      Polubienie

  5. Organizowałam świecki pogrzeb swojemu ojcu. Najsłabszym elementem był na nim mistrz ceremonii. Żałowałam, że napisany przeze mojego syna tekst pożegnania nie odczytał np. wynajęty do tego aktor aktor, bo mistrz się za bardzo wczuwał w księdza, którym nie był, a którym najwidoczniej chciał być. A btw. na tych kościelnych eventach połowa głoszonej przez nich nauki ma się nijak do teologii. I to chyba mnie najbardziej zapienia

    Polubienie

  6. Jak się przestało chodzić do kościoła i potem nagle się pójdzie na mszę, to się ma wrażenie, że się uczestniczy w kiepskim przedstawieniu.
    Dwa lata temu byłam na pogrzebie mojego teścia w Polsce. Moi teściowie należeli do tego kościoła od wielu lat, znali proboszcza itd, a mimo tego ten człowiek nie umiał niczego powiedzieć osobistego o zmarłym (ani jego żonie). Bardzo to było smutne, takie bezosobowe nabożeństwo, no i te kazanie bez składu i ładu.

    Polubienie

Dodaj komentarz