124. Dimbo

Pojechaliśmy wczoraj z Tosią na Kinnekulle w nadziei na śnieg.
Bo w mieście, choć mróz trzyma, śniegu jak na lekarstwo. A na górze w takich wypadkach zwykle tego śniegu bywa więcej. Ale nie tym razem.
No dobra, było więcej niż w mieście, ale wciąż malutko.
Ale świeciło słońce, a las chronił od wiatru. Drzewa pobielone szronem.
Tylko fotografowanie bez okularów to loteria. Czasem uda się zrobić ostre zdjęcie 😛 . Jak jest zimno, albo wieje nie mogę mieć okularów, bo mi wtedy strasznie oczy łzawią. Ale tak, że kompletnie nic nie widzę.
Jakieś rady?
Inna rzecz, że ilość zdjęć nieostrych jakoś drastycznie się nie zwiększyła mimo braku okularów, więc może nie warto walczyć?

Zdjęcie z serii „…i naraz poczułem jak mały jest człowiek…”

9 myśli w temacie “124. Dimbo

  1. Zdjęcia super, ale za śnieg to ja osobiście podziękuję:) Jeszcze nie teraz, może koło 20 grudnia, na jakiś miesiąc , troszeczkę jakby przybieliło, to byłoby znośnie:) Nie lubię zimy, brrr…

    Polubienie

    1. e tam, tyle tego śniegu co kot napłakał. W mieście to już w ogóle nie ma. Po kilku deszczowych zimach, gdzie lało nieprzerwanie przez cały listopad i grudzień – to miła odmiana trochę mrozu i śniegu.

      Polubienie

    1. jak się ma psa, to nie ma, że mróz, upał, deszcz…
      Naciągasz ciepłe gacie i w drogę. A odkąd Yankie na swoim to dwa raz dziennie… Pocieszam się, że to mi tylko na zdrowie wyjdzie: dwa razy dziennie przymusowy, półgodzinny spacer

      Polubienie

Dodaj komentarz