Dzięki „mailoporadzie” moja ręka ma się zdecydowanie lepiej. Łykam prochy trzy razy dziennie wedle nakazu, opuchlizna zeszła, nawet trochę robótkuję. Oraz powoli zaczynam ćwiczyć.
…a taki miałam dobry pretekst, żeby się od pierogów wykręcić…
Zuzu była. Zabrałam ją we czwartek ze szkoły muzycznej. Byłam z Tosią, która zaskoczona tym, że pozwalam jej węszyć przy każdym drzewku …wcale nie chciała węszyć tylko ciągnęła
– Choć…
– Ale dokąd ty chcesz iść
– Niewiem, ale choć…
– A nie możesz poleżeć na trawie, na śniegu, zawsze fukasz że ci nie daję
– Niechecem, choć…
– Ale czekamy na Zuzu…
Uszy zastrzygły, pytający wzrok
– Zuzu. Przyjedzie Zuzu.
– Gdzie Zuzu?
– W szkole, zaraz wyjdzie…
– Zuzu?! Choć! Zuzu! Idziemy do!
Kręciła się w kółko i szukała Zuzu. A ta jak na złość nie wychodziła i nie wychodziła. No, ale jak wyszła, to się już psa utrzymać nie dało. Skoki, piski, machanie psem (bo to ogon macha psem a nie pies ogonem). Z tej radości trochę miłości spadło i chłopca na rowerze i na wychodzącą arabską dziewczynkę, która naturalnie omal nie umarła ze strachu.
Odprowadziłyśmy Tosię do domu. Dziecko zażyczyło sobie wczorajszego makaronu z ogórkiem. Dobrze, że mi choć ten makaron podgrzać pozwoliła.
A potem poszłyśmy robić listę dla świętego Mikołaja.
Ciuchy, świeczki, kosmetyki… czyli nic nadzwyczajnego.
Wieczorem była pizza, grałyśmy w karty…albo usiłowały grać, bo nie pamiętałam jak się gra w wojnę. Usiłowałam wytłumaczyć zasady gry w Tysiąca, ale chyba było za trudne. Kiedyś do tego wrócimy jak będzie dziadek. Ograła mnie w warcaby. (Wszelkiej maści gry nudzą mnie śmiertelnie, a ponad to przegrywam z kretesem z każdym, nawet najbardziej początkującym graczem).
Zuzu jest zachwycona tym, że ma swój pokój u babci. Kupiłam jej wełniany dywanik w second handzie. Beżowy kocyk-narzuta wzbudził zachwyt i radość. Jeszcze tylko małe lampki… i będzie.
Póki mamy ten jeden dodatkowy pokój, niech będzie to jej pokój.
Ale nim poszła spać ubłagałyśmy mamę, żeby Zuzu mogła być „chora” i nie iść do szkoły.
Ja swoim zwyczajem namawiałam do złego (wiedząc, że po1. Zuzu się nie zgodzi, po 2: że i ja, koniec końców, też powiem prawdę) czyli do tego, by nic nie mówić we czwartek, zawiadomić mamę w piątek rano, że Zuzu źle się czuła.
Mama wiedzieć musiała, bo w szwedzkich szkołach jak dziecka nie ma w szkole i nie ma informacji od rodzica, że jest chore to natychmiast dzwonią z pytaniami. A w dodatku wiedzą do którego rodzica dzwonić, co w przypadku opieki naprzemiennej wcale nie jest takie łatwe… A szkoła to ogarnia bo musi.
Koniec końców zadzwoniłyśmy do Misi czy Zuzu może nie iść do szkoły. Bo się za babcią stęskniła, bo czuje się zmęczona, bo…
Byłam gotowa kupić jej sweterek z listy do Mikołaja, żeby ją zachęcić do pójścia do szkoły, ale nie. Tak bardzo nie chciała.
Mama się zgodziła.
Spędziłyśmy razem przedpołudnie. Ja usiłowałam pracować. Zuzu miała zajmować się tworzeniem – czyli ZPT – bo obiecałyśmy, że nie będzie tkwiła przed ekranem.
W efekcie ani ja nie popracowałam, ani ona nic konkretnego nie zrobiła. Nacięłyśmy papieru, naśmieciły, wylały klej, wypaciały złotą farbę.
A końcowy efekt to taka laurka dla Babci:

Potem przyjechała „bonus mama” i zabrała mi dziecko.
Wieczorem włączyłam sobie „Osiecką”. Serial na Vod TV.
Po czterech odcinkach stwierdzam Wielkie Rozczarowanie.
Film jest płaski jak równina wokół mojego miasta.
Rola Agnieszki – kompletnie nieprzekonywująca.
Wciąż się ktoś w niej zakochuje, wpada w zachwyt, docenia…
Ale dlaczego – to jest kompletnie w tym filmie niewidoczne. Nie ma charyzmy, nie ma wdzięku, nie ma…niczego.
Bazując na tym filmie, jest jedno wielkie pytanie CO ONI W NIEJ WIDZIELI?!
A przecież wiem, że tak była naprawdę, że pod jej urokiem był każdy kto ją spotkał. I to postaci tego formatu jak Przybora, Hłasko czy Okudżawa.
Film to obrazkowa wersja biografii napisanej w stylu:
Rok 19…./maj – bohaterka zdała maturę
Rok 19../pażdziernik – bohaterka zaczęła studia tu i tu
Rok XXX/YYY bohaterka pojechała tu i tam
Rok XXXX/YY bohaterka spotkała Xa
itd…
Szkoda.
A według opinii na filmwebie później ma być jeszcze gorzej…
Serial o AO rzeczywiście rozczarowuje. Mi nie pasowała sama odtwórczyni głównej roli. Rodowicz w filmie tez niedopasowana. Widziałem serial do końca. Żałuje, bo nie da się tego odwidzieć.
PolubieniePolubienie
to chyba jednak lepiej będzie jak zmarnuję ten czas na coś lepszego
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Ty wiesz, że ja nie pamietam, czy mi sie podobało, czy nie?! obie aktorki, odtwórczynie roli Osieckiej, bardzo lubię, w ogóle obsada była niezła, ale poza tym, żadnych wrażeń nie kojarzę, więc albo ze mną jest tak źle (tyle ogladam, ze juz nie ogarniam), albo serial nie bardzo… 😉
A a swoją drogą, Zuzu ma poczucie humoru 😁
PolubieniePolubienie
Zuzu ma świetne poczucie humoru! Na szczęście!
PolubieniePolubienie
Słyszałam niepochlebne opinie więc sobie chyba daruję. Tym bardziej, że to moje czasy i dobrze je pamiętam i tamte klimaty artystyczne też. Nie chcę więc się męczyć
Zresztą na razie oglądam to rozlewisko i ma się jeszcze rozlać na kolejne sezony.
A potem się rozglądnę.
Dobrze, że z palcem lepiej i miałaś Zuzi. Czyli jest dobrze. Uściski.
PolubieniePolubienie
Daruj. szkoda czasu na oglądanie byle czego. Jest tyle dobrych filmów. Tak samo jak szkoda czasu na byle jakie książki, skoro jest tak wiele naprawdę dobrych
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dokładnie. Tylko ja mam taki feler, że jak zaczynam to muszę skończyć. Na szczęście to dotyczy tylko książek. Z filmami inaczej. 😄
PolubieniePolubienie