117. Odchodzenie


  • – Zobaczymy jak tam jest

Głos ma słaby, tak, że chwilami nie rozumiem co mówi, mimo że nachylam się i odruchowo nastawiam to lepiej słyszące ucho.
– Gdzie? – pytam, bo nie wiem co powiedzieć
Przez twarz przelatuje cień uśmiechu
– No wiesz… TAM
– No… zobaczymy… Dasz mi znać?
– Dam. Umówimy się na jakiś znak.
– Jaki?
– Nie wiem… Wymyślimy.

Muszę więc wymyślić.
Może coś w Astrze, bo przecież to on miał się nią opiekować?
A może coś zupełnie innego?
Nie mam za wiele czasu na myślenie…

10 myśli w temacie “117. Odchodzenie

  1. Jako sceptyczka od urodzenia, też wolałabym miec pewnośc 🙂 Taka historia rodzinna; moja babcia leżała chora w szpitalu w Krakowie, a jej szwagierka, z którą się b. lubiły, była w swoim domu jakies sto kilometrów dalej. Gotowała obiad, sama w kuchni i w pewnym momencie ktos ja znienacka klepnął w ramię – odwróciła sie, a tam nikogo. Za chwilę znowu, więc wyjrzałą do sieni, tam tez nikogo. Spojrzała na zegar, żeby sie upewnic, czy ktoś mógł wrócic do domu, ale było za wczesnie.
    A potem dowiedziała się, że dokładnie o tej porze moja babcia, a jej ukochana Olusia, zmarła.
    No, to może klepnięcie? Sprawdzone, jak widzisz 😉

    Polubienie

  2. Dawno, dawno temu na mazurskiej wsi. Mam może 5, może 6 lat, nie więcej. Jest wczesny ranek. Babcia wstaje do obrządków, ale zamiast codziennego, „roboczego” stroju wyciąga czarną bluzkę, czarną spódnicę, czarnej rajstopy…. Patrzymy z dziadkiem zdziwieni, może lekko oszołomieni… W końcu dziadek pyta: – Kasia, a ty się gdzieś wybierasz? Może ty chora? Babcia ze spokojem odpowiada: – Rózia umarła dziś w nocy.
    (Rózia była jedyną siostrą babci, mieszkała w Bieszczadach)
    – Skąd wiesz?
    – Przyszła dziś w nocy się pożegnać.
    Dwa dni później przyszedł telegram. Dokładnie tej nocy umarła Rózia.
    Także wiesz…. Dla chcącego nie ma nic trudnego.

    Polubienie

Dodaj komentarz