111. Listopad

Noooo…dostrzegam pozytyw zmiany czasu: zdążyłam się wyspać, mimo perturbacji nocnych (głowa, jak zawsze). Zdążyłam wypić kawę, być z psem, zdążyłam ogarnąć maile z weekendu i nieodebrane telefony, choć wiele tego nie było. Zdążyłam wstawić pranie. A tu dopiero dziesiąta.
I nie, nie wstałam o 6, a o 8.
Piję drugą kawę i mobilizuję się do odprawy i wypełniania jakichś dodatkowych papierów przed podróżą.
Oraz z całej siły staram się przestać myśleć o koledze w hospicjum.
Usiłuję racjonalizować, ale wiadomo.
A na boku jestem pod wrażeniem tego jak ta opieka jest zorganizowana. Jak wiele jest tu szacunku dla człowieka i zrozumienia dla jego cierpienia. I że to wszystko jest systemowe czyli nie decyduje dobra wola Pani Urzędniczki jej sympatia i dobry nastrój, tylko po prostu każdy ma prawo do godnego chorowania i umierania, bez zbędnego cierpienia.
To sprawia, że moje serce przykleja się coraz mocniej do tej mojej nowej ojczyzny.
Taki to kraj, gdzie nawet jeśli pacjent jest nieprzytomny, to się pamięta o tym, żeby mu rano żaluzji nie otwierać, bo nie lubi jak go słońce razi.
Wiem, że nie ma ideałów, wiem, że czynnik ludzi bywa zawodny, ale podziwiam system, który takie rzeczy nakazuje odgórnie.
I z takim, mimo wszystko pozytywnym, nastawieniem idę w listopad.


Jedna myśl w temacie “111. Listopad

Dodaj komentarz