38.

Jak to niewiele człowiekowi potrzeba…
Misia napisała, że na długi, pierwszomajowy weekend jadą z Melem i Zuzu na Olandię.
Pozazdrościłam.
I zrobiło mi się jeszcze smutniej, jeszcze beznadziejniej. To po to mam pracować by tylko płacić rachunki i kupować jedzenie? Tak wiem, są tacy, którym mimo pracy nawet na to nie starcza, ale wiadomo…
Covid sprawia, że w zasadzie wszystko jest niemożliwe…
Do tego eM wciąż na częściowym zwolnieniu, a to się przekłada na finanse.
Ale w zeszłym roku w zasadzie nigdzie nie byłam. Tylko ten weekendowy wypad na północ. Na spacery nawet mi się nie chce brać
aparatu bo ileż można…
Aż tu Misia mówi, że oni w sumie za noclegi zapłacili nie tak dużo, bo to tylko dwie noce.
No to poszłam na airbnb popatrzeć na ceny. Znalazłam domek, gdzie gospodarz zaprasza z psem… Zabukowałam, zapłaciłam. Mam zachomikowane kilka groszy jakby co. A zmienię krajobraz. Odetchnę morskim powietrzem. Posiedzę na trawie z kawą. A Tosia poleży na trawie. Zrobię sobie mini wakacje.

I z tego rozpędu nadgoniłam kilka ogonów. Oraz pojechałam do sklepu i kupiłam prawdziwy jedwab na poszewkę poduszkę, bo podobno dobrze się na tym śpi i ładniej wygląda 😀

Uprasza się trzymanie kciuków za pogodę.
Żeby nie lało i nie wiało. Jakby do tego jeszcze było jakieś 10stopni to byłoby naprawdę idealnie.

20 myśli w temacie “38.

  1. Poduszkę z jedwabną podszewką zabierz ze sobą. Pani dermatolog mi tak nakazała. I ruszaj s świat z aparatem! Zdjęcia kawy na trawie też są piękne! Zabierz ze sobą coś, co Cię wesprze w razie niepogody. Porozpieszczaj się tak, jak lubisz!

    Polubienie

    1. zabiorę, tylko najpierw muszę uszyć, a tu mi mówią, że do jedwabiu specjalna igła ma być…ale może mam? jeszcze nie sprawdziłam.
      Kurde…
      Alkoholu, słodyczy, biżuterii, kosmetyków, ciuchów nawet! nie kupuję.
      Przecież człowiek musi mieć coś z tego życia…

      Polubione przez 1 osoba

  2. Cudnie! Zazdroszę, taki wyjazd dodaje skrzydeł. Zgadzam sie z Salmiaki – weź poduszkę i aparat!
    Dużo osób ma opadnięte witki przez tą całą sytuację, w której osobiste problemy stają się jeszcze większe, więc chciałam napisać, że się nie dziwię Twojemu zniechęceniu z poprzedniego posta. I dziękuję za wsparcie:)

    Polubione przez 1 osoba

    1. znaczy oczekujesz, że będę jadła olandzkie pyzy z mięsem? DOBROWOLNIE? Nigdy w życiu. No chyba, żeby mnie jakaś olandzka babcia na te pyzy własnoręcznie robione zaprosiła, to ew. mogę… Robione metoda przemysłową…
      Wyobraź sobie najgorsze pierogi (z tych kupnych) jakie jadłaś i pomnóż doznania x100…
      Szwedzka kuchnia nie jest najlepszą kuchnią świata, zwłaszcza jak się nie jest wielbicielem mięsa i ryb. Ale potrawy robione w domu moga być całkiem smaczne. Natomiast te kupne, z przemysłowych kuchni typu Dafgard czy Findus to naprawdę paskudztwo.

      Polubienie

  3. Wiesz…
    w zeszłym roku wybrałam się do Waflowej Chatki (Våffetstugan). Mają tam alpaki i one były celem, ale pomyślałam, że wafla domowego też chętnie spróbuję. Wafel o tyle był domowy, że upieczony na miejscu, ale z gotowej, przemysłowej mieszanki – co poznałam po smaku, bo kiedyś sama takie coś ją kupiłam i zrobiłam. Na zdjęciu reklamowym była ładna górka śmietany ze świeżymi owocami typu truskawki, maliny, jagody…(Był lipiec, więc sezon na takie owoce, nie? ) Ja dostałam chemiczny wafel polany śmietaną w sprayu z kleksem dżemu.
    A z doświadczenia wiem, że w mało której restauracji w Szwecji (może tylko w tych najdroższych) robi się jedzenie od podstaw. Najczęściej kuchnie korzystają z półproduktów – czyli danie jest wstępnie przygotowane w tzw stor kök i zamrożone. Restauracje to tylko na bieżąco rozmrażają i poddają końcowej obróbce.
    A potem jak Szwecja długa – wszędzie jesz np. stek, który smakuje dokładnie tak samo. Z dodatkiem potatismus czyli pure ziemniaczanego…z torebki.
    Paradoksalnie najlepsze jedzenie w Szwecji jadłam w Maxie. A niby fastfood…
    Nabrałam się wiele razy na ciasta, lody, obiady. Teraz wolę własną kanapkę z pomidorem.

    Polubienie

  4. A przepis jest taki:
    5 kg utartych ziemniaków
    2 szczypty soli
    250g ugotowanych, przeciśniętych przez praskę, ziemniaków
    450g wieprzowiny pokrojonej w kostkę (chodzi raczej o skwarki z boczku)
    50g posiekanej cebuli
    1 łyżka ziela angielskiego (nie znam słowa mortlad)
    1 łyżeczka soli.
    Przypraw mięso dzień wcześniej.

    Utrzyj ziemniaki, odsącz wodę (na sicie lub ręcznie przez tkaninę) tak dobrze jak tylko możesz. Wymieszaj z gotowanymi ziemniakami, aż zrobi się ciasto. Utocz z ciasta piłeczki, włóż mięso, znów utocz piłeczki (kuleczki).
    Wrzucaj do gotującej się wody, gotuj na słabym ogniu jakieś 55-60minut.

    Normalne pyzy czyli cepeliny! Tylko inny nieco farsz.

    Polubienie

    1. Dzięki za przepis. Rzeczywiście pyzy ale tez bez maki. Zastanawiam się czy po godzinie gotowania nie zrobi się z tego zupa. Może spróbuje.
      Nie mam nic przeciwko mrożonkom. Właśnie przytaszczyłem z mojego sklepu genialne zamrożone ravioli. Ale one są z włoskiej restauracji, która w ostatnim roku przerzuciła się na gotowanie i robienie pasty na wynos. Kanapka z pomidorem jak najbardziej. U mnie nic nie pobije chrupiącej bułki z szynka.

      Polubienie

      1. u mnie w domu pyzy robiło się bez mąki. Tylko mocno odciśnięte kartofle surowe + ugotowane.
        Znajma Litwinka robi pyzy nieco inaczej: kartofle surowe odciska, ale nie tak mocno, wyciśnięty sok ostrożnie wylewa, zostawiając ustały na dnie krochmal i dodaje go do ciasta. Nie daje natomiast kartofli gotowanych. Jej pyzy sa bardziej zwarta i nieco gumowe.
        Nie, długie gotowanie raczej nie rozgotuje kluski. A wskazane jest ze względu na mięso krojone w kostkę.
        W moim domu, mama, nadziewała pyzy mięsem mielonym z cebulą, czosnkiem i majerankiem.
        I jak dla mnie jest to jedynie słuszna wersja pyzów. Mięso zwykle zjadało domowe zwierzę 😉 ale kluska przesiąkała sokiem i zapachem z farszu, i smakowała o wiele lepiej niż taka gotowa bez farszu

        Polubienie

Dodaj komentarz