43.

Wiać jakby nieco przestało. Ale niech nikomu nie przyjdzie do głowy, że zrobiło się cieplej. O nie. Jest może tylko mniej zimno, ale nadal ranne spacery nie są przyjemne.
Dziś to już zupełnie nie, bo całe miasto zasmrodzone gnojówką, którą tu polewają pola. EKOLOGIA to się nazywa. Na tej ekologii jednak mocno rosną chwasty różne, więc się posypuje pola ruondupem.
Widać wyraźnie kto używa: tam nie ma polnych kwiatków różnych jest tylko to co ma być. Pszenica albo rzepak.
Obym tylko migreny od tego smrodu nie dostała, bo ostatnio sumatripan słabo pomaga na głowę, za doskonale na wywalenie z żołądka tego co w nim jest…a nawet tego co już dawno nie ma…
Szfak.

Godzina W jak WYJAZD coraz bliżej. A tu sirpryza taka: Volvo powiedział, że skoro ma się władzą i przywilejami dzielić to sorry, ale on tego nie ma w kontrakcie. Miał być jedynym auteczkiem kochanym, a tu się zrobił jednym z dwóch, a nawet trzech jak dobrze policzyć. I on się tak nie bawi. I wysiada. I wysiadł.
Powiedziałam mu, że ja się też tak nie bawię i albo robi co ma do zrobienia, albo idzie precz. Pomyślał i zaczął działać, ale czort wie kiedy znowu focha strzeli. A do Olandii mamy jakieś 500km. W jedną stronę. Oraz na Olandii jakieś 400… bo wyspa jest długa, a my chcemy zobaczyć jak najwięcej. Marszrutę ustaliłam, podzieliłam się nią z Misią, która się ucieszyła, bo ona ma podobną ścieżkę więc w większości będziemy sobie oglądać razem.
EM postanowił pożebrać w robocie, żeby mu pożyczyli firmowe auto.
Powiedzieli, że pożyczą, ale autu pali się jakaś ikonka na czerwono, więc nie wiedzą czy się da…
Wyjdzie, że pojedziemy Astrą więc bez Tośki.
Co, nie powiem, może by i mnie nawet ucieszyło. Bo Tosia ma właśnie „swoje dni” czyli mówiąc po prostu: cieczkę ma. No i nie dość że plami wszystko (na propozycję zakładania gaci już za pierwszym razem mnie wyśmiała i tak zostało…Poza tym wymiana wkładek w gaciach jest jeszcze bardziej obrzydliwa niż pranie narzut i zmywanie podłóg) to jeszcze spacer z nią to koszmar. Trzy kroczki: niuchanie. Każdy słupek, murek, drzewko, kamień…wszystko… Przy czym szarpie znienacka bo naraz jej po drugiej stronie chodnika zapachniało i ona musi.
Przysięgam: każdy następny pies, bez względu na płeć, będzie kastrowany i nie będę miała tej hormonalnej histerii.

Oglądam serial Ty. Nawet niezły, choć patrząc na bohaterów to ona wydaje mi się mniej sympatyczna choć to ona niby jest ten zły…
Dłubię przy tym szal szaro-turkusowy dla kuzynki Kasi. Choć jest w paski zygzakowate to nasuwa mi się skojarzenie z pawim ogonem, a bałam się, że będzie brzydko/
Dłubię też fioletowo-fioletowy sweterek dla Zuzu.
A teraz mi się marzy udzierganie torebki na szydełku, z bawełnianego sznurka, skórzanego dna i rączek. Szydełko stosuję zmiennie do drutów.
Przeczytałam Washington Black. Taka sobie. Podobno ulubiona książka Baracka Obamy, no ale on pewnie czyta inaczej niż ja.
Teraz czytam Babska Stacja Fannie Flagg. Nudnawe…Amerykanie mają okropnie rozwlekły styl pisania. Na trzech stronach opis całego dnia bohaterki godzina po godzinie. Jak była w sklepie, co wybierała, jak wybierała, kogo spotkała, co kto powiedział… Small talk w książkowej postaci. Ale brnę, bo mówią, że warto…

Niechże wreszcie nocne temperatury wejdą powyżej skali zero-jedynkowej! Bo ciągle jest -1 -0- 1. Ileż można?!


42. Gdy się nie zgadzasz z porządkiem świata

Obejrzałam „Nomadland”.
Obejrzałam kilka dni temu, ale ta historia nadal we mnie tkwi.
Rozgryzam dlaczego.
Opisy mówią, że to historia kobiety, która w wyniku recesji utraciła dom i wybrała życie nomady.
Według mnie opis powinien brzmieć „Kobieta, która nie zgadza się żyć pod dyktando „bo wszyscy tak robią”, wybiera życie nomady”.
Ten film, wbrew pozorom nie jest smutny. On pokazuje, że możemy żyć po swojemu, pod prąd, bez kredytów, na które nas nie stać, bez wielkiego domu, bez tysiąca rzeczy. Możemy…i mamy do tego prawo, jeśli tego chcemy.
Ten film…to coś, czego chyba bym chciała dla siebie.

41. Niedziela na Läckö

Dlaczego NA? A nie W?
Bo Läckö to wyspa Läck. Bo Ö to wyspa. (A Å to rzeczka 🙂 )

Pojechaliśmy przegonić psa.
Wiało z północy ale nie zimnem. Było ciepło, słonecznie. Moja dusza włóczęgi domagała się czegoś innego, więc poszliśmy drogą, którą nigdy dotąd nie szliśmy.

To w drogę!

Tosia jeszcze na kanapie
Wokół zamku pełno ludzi…choć tu ich nie widać. Ale w lesie pusto.
Taką ścieżką szliśmy
i doszliśmy do przystani łodzi ratowniczych.
Kwitły kwiatki!
Potem kolejna przystań…wygląda jak prom!
I takie widoki za wodą
Miałam chęć wejść na ten pomost, ale coś mnie powstrzymało…
i słusznie! Teoretycznie to mogły być zaskrońce. Praktycznie ja się boję wszystkiego takiego…
Szwedzkie ścieżki takie są.
Nareszcie możemy powiedzieć odwrotnie: O, Kinnekulle widać! (Z Kinnekulle zawsze wypatrujemy Läckö)
Znowu typowa, szwedzka ścieżka. Trzeba patrzeć pod nogi!
Wtedy się widzi np. takie coś.
O, zamek widać! Mało ostry bo na pełnym zoomie (ogniskowa 200)
Miejsce piknikowe. Widoczna za stolikiem konstrukcja to pojemnik na drewno, teraz pusty. A ten krąg to miejsce na ognisko/grill
Tosia właśnie się napiła i wymoczyła łapki
O, rybka!
O! Skorpion

Co? Fajny spacer, nie?
Twarz mnie piekła cały wieczór od wiatru i słońca.
Nareszcie ciepło!

40.

Proszę państwa oto Miś
miś jest bardzo grzeczny dziś
chętnie państwo łapę poda
…Nie chce podać? A to szkoda…

W roli misia wystąpił kot Basil

Chwila zadumy…
A zaraz potem omal nie spadł
Upolował pszczółkę!
I znowu upolował
Wredna pszczółka ciągle się nie daje zamordować (to już trzecia, nie wiem co zrobię jak ich w sklepie zabraknie)
i znowu poluje na pszczółkę (szarość w tle to poduszka obleczona w jedwabie)
A na koniec spojrzenie, które mówi wszystko

39. Piosenka o końcu świata Czesław Miłosz

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.

Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.

Przeczytałam „Gwiazdozbiór Psa” Petera Hellera. I tak mi się skojarzyło.
A w głośniku The Circle Game Jonni Mitchell.
Naprawdę dziwnie się to wszystko splata

38.

Jak to niewiele człowiekowi potrzeba…
Misia napisała, że na długi, pierwszomajowy weekend jadą z Melem i Zuzu na Olandię.
Pozazdrościłam.
I zrobiło mi się jeszcze smutniej, jeszcze beznadziejniej. To po to mam pracować by tylko płacić rachunki i kupować jedzenie? Tak wiem, są tacy, którym mimo pracy nawet na to nie starcza, ale wiadomo…
Covid sprawia, że w zasadzie wszystko jest niemożliwe…
Do tego eM wciąż na częściowym zwolnieniu, a to się przekłada na finanse.
Ale w zeszłym roku w zasadzie nigdzie nie byłam. Tylko ten weekendowy wypad na północ. Na spacery nawet mi się nie chce brać
aparatu bo ileż można…
Aż tu Misia mówi, że oni w sumie za noclegi zapłacili nie tak dużo, bo to tylko dwie noce.
No to poszłam na airbnb popatrzeć na ceny. Znalazłam domek, gdzie gospodarz zaprasza z psem… Zabukowałam, zapłaciłam. Mam zachomikowane kilka groszy jakby co. A zmienię krajobraz. Odetchnę morskim powietrzem. Posiedzę na trawie z kawą. A Tosia poleży na trawie. Zrobię sobie mini wakacje.

I z tego rozpędu nadgoniłam kilka ogonów. Oraz pojechałam do sklepu i kupiłam prawdziwy jedwab na poszewkę poduszkę, bo podobno dobrze się na tym śpi i ładniej wygląda 😀

Uprasza się trzymanie kciuków za pogodę.
Żeby nie lało i nie wiało. Jakby do tego jeszcze było jakieś 10stopni to byłoby naprawdę idealnie.

37

Przepraszam, że nie odpowiedziałam na wasze komentarze.
Po prostu…nie wiem co odpowiedzieć.
Coś się zrobiło…Mi. W głowę.
Jak nigdy czuję zniechęcenie do wszystkiego.
Może jestem zmęczona, choć w zasadzie nie mam czym.
A może to depresja tylko inaczej.
A może się wypalam.

Wczoraj, na widok maila od klientki w którym prosi o naliczenie płac dla trzech pracowników z których dwoje nie jest zarejestrowanych w szwedzkich systemie zaklęłam szpetnie. Bo …Nieważne, skomplikuje mi życie teraz i za miesiąc.
Na widok nieznanych numerów z początkiem +48 mam chęć rzucić telefonem o ścianę.
Na widok znanych numerów tylko przewracam oczami.
Zrobiłam zakończenie roku i zakończenie działalności u najbardziej nielubianej klientki.
W perspektywie jeszcze najbardziej nielubiany klient…Jego nie lubię jeszcze mocniej niż jej.

Wczoraj rano spadł śnieg. Dużo.
eM pożyczył Astrę, żeby pojechać do pracy, bo volvo ma już opony letnie, a Astra ma całoroczne.
A wieczorem wsiadłam i pojechałam do sklepu, do drugiego sklepu…ot tak, przejechać się. Testowałam przycisk „cruiser” czyli tempomat. Bo mi znajoma, która jeździ od roku, a jest niewiele młodsza niż ja, poradziła, żebym sobie włączała, wtedy odpada pilnowanie prędkości i trzymanie nogi na gazie. Można trzymać nogę blisko hamulca – bo powiedziałam, że najbardziej się boję, że nie zdążę zahamować jakby coś.
Muszę pojeździć za miastem…

36. Covid-sytuacja

Jak wiadomo moim głównym źródłem informacji wszelakiej jest Facebook.
No więc żyję sobie w swojej bańce i robię wszystko, żeby wiadomości ze świata docierały …a raczej w ogóle do mnie nie docierały.
Niektórzy się gorszą.
No bo jak to tak… gdzieś coś się stało, wybuchła wojna, nowa mutacja eboli, zamach, katastrofa samolotu, trzęsienie ziemi czy wybuch wulkanu …a ty nie wiesz? Ano nie wiem… Co mi po tym że wiem? Nie uratuję nikogo, nie zmienię biegu zdarzeń, akcji humanitarnej nie zorganizuję, leku nie wymyślę…Nie mam na to wpływu, to po co mi wiedzieć? Żeby się dodatkowo stresować?
Ale covid jest tu i teraz, nie da się od tego odciąć, bo jest za progiem mieszkania.
Tylko patrzę na to co się dzieje i myślę, że to przechodzi ludzkie pojęcie.
Nie dyskutuję z faktami: covid jest faktem.
Nie wiem czy szczepionki działają, czy nie. Póki mnie to nie dotyczy, a nie dotyczy, bo w kolejce jestem na szarym końcu …dzięki bogu… bo jestem zdrowa, nie_taka_stara i nie wykonuję zawodu wymagającego osobistych kontaktów.
Ale kilka dni temu znajoma na swojej tablicy wrzuciła dramatyczny wpis, że dziś 495 zgonów (w Polsce) i że nigdy z tego nie wyjdziemy.
Zajrzałam w szwedzkie statystyki i się zdziwiłam mocno.
Bo wg statystyk Folkhalsomyndigheten (coś w rodzaju Szwedzkiej Organizacji Zdrowia) to w Szwecji z powodu covid umiera dziennie kilka osób. Na przykład 7 kwietnia zmarły 4 osoby.
Zobaczcie tu: https://experience.arcgis.com/experience/09f821667ce64bf7be6f9f87457ed9aa

Ale google pokazują zupełnie inne dane:

Dziwna taka rozbieżność danych, nie?
Szwedzi mówią 4, świat mówi, że 45. Jak na statystyczny margines błędu to różnica jest cokolwiek za duża. Świat wie lepiej? Ktoś manipuluje danymi? Kto? Szwedzi zaniżają? Bo np. jeśli ktoś miał raka i zachorował na covid i zmarł to jako przyczynę podają raka, a nie covid? Nie wiem czy tak robią, ale to możliwe.
(Wiem np. że poziom bezrobocia w Szwecji jest wyższy niż pokazują statystyki, bo statystyki nie ujmują bezrobotnych uczestniczących w jakimś programie, nawet jeśli jest to program „nauka pisania cv i szukania pracy”. Fałszerstwo? Nie, po prostu statystyka).
Ale nawet przy tym co podaje google: 45 zgonów w ciągu dnia to nic, w porównaniu do niemal połowy tysiąca w Polsce.

Jak wiadomo, nie prowadzę zbyt rozległego życia towarzyskiego. Ale kilkoro znajomych w realu posiadam. Mam też męża, córkę i syna – oni mają swoich znajomych (no, poza synem, bo on zna tylko Sebastiana ). Znajomych różnej narodowości i różnych zawodów. Mam też mniej więcej 30klientów. Ci klienci mają swoje rodziny, znajomych, klientów… I słuchajcie: NIKT nie zmarł na covid. Ani nikt nie zmarł w ich otoczeniu! Owszem ludzie chorują, owszem, niektórzy dłużej dochodzą do siebie, owszem niektórzy, bardzo rzadko, ale się zdarza, lądują na OIOMie.
A w Szwecji nadal w zasadzie nie ma obostrzeń. Nie ma lockdownu, choć urzędnicy masowo pracują zdalnie. Szkoły podstawowe, przedszkola funkcjonuja normalnie. Tylko licea i studia są zdalne. Maseczki wymagane są tylko w komunikacji publicznej oraz w obiektach służby zdrowia.
Na ulicach i w sklepach coraz więcej osób w maseczkach, ale nadal jest to całkowicie dobrowolne.
Zamknięte są kina, baseny, obiekty sportowe, muzea…chyba też. Ale np. dzieciaki nadal mają swoje treningi różnej maści, szkoła wciąż ma lekcje pływania, szkoła muzyczna też ma lekcje, więc się domyślam, że wiele innych tego typu obiektów funkcjonuje.
Szczepienia idą swoją drogą. Bez paniki, bez sensacji, bez rozdmuchiwania kto dostał, a kto nie.
Więc ja się pytam: czy aby na pewno te lockdowny, maseczki, restrykcje i stany wyjątkowe działają?
Czy może to my, tu w Szwecji, jesteśmy bezczelnie oszukiwani?