29. 2021

Wyglądam tej wiosny i zanudzam wszystkim tym wyglądaniem…
Rok temu na niektórych drzewkach było już widać malutkie listki, cebulice i krokusy kwitły na całego, przylaszczki zaczynały…
W tym roku jest zimniej. Krokusy nad rzeką dopiero wyłażą, kilka dni temu zobaczyłam pierwszy kwiatek cebulicy.
Sucho.
Wczoraj niby popadało, ale to, dosłownie, kropla w morzu potrzeby.
Mimo to, jak zawsze nawet ta kropla wystarczy by przyroda wreszcie ruszyła.
Nad miastem po całych dniach znowu krzyczą mewy. A gdy milkną, słuchać wielogłosowy ptasi świergot. Jak ja to lubię. Tyle siły w tych maleństwach.
Wczoraj na spacerze koło boiska szkolnego spotkałyśmy zajączka. Wyskoczył nam prawie spod nóg, spłoszony, widać zagapił się i nie zauważył, że to już pora się chować. Przeleciał Tosi pod nosem tak znienacka, że psica zgłupiała bez reszty i stanęła jak wryta.
Wczoraj wreszcie pojawiły się sadzonki bratków! Jak ja na nie czekałam..! Znów nie będę wiedziała które kupić. Te wielkie ciemnofioletowe z żółtymi środkami? A może te drobne, liliowe, z dolnymi płatkami ciemniejszymi? Pomarańczowe? Czy znowu skończy się na żółtych? Chciałabym wszystkie ale nie mam tyle miejsca na balkonie… Gulsum obiecała mi sadzonkę pomidora. Muszę mieć na niego miejsce. I jeszcze siatkę trzeba założyć, żeby Basil mógł bezpiecznie wychodzić. Pierwsze piętro niby nie wysoko, ale pod balkonem asfalt. W Polsce była trawa, Kocio ze dwa razy wyfrunął. Na starość utykał…
Ach ten Basil…
Zamordowałabym drania czasami. Zwłaszcza jak o 2 w nocy zaczyna harce. Ale jest takim przytulnym kotkiem…
A Tosia nadal nie lubi Astry. Yankie ostatnio próbował ją wsadzić…Nie i koniec.
Już sama nie wiem czy warto psa stresować…

Wielkanoc za tydzień..?
Ustaliłyśmy z Misią, że nic nie planujemy. Jak nam się zachce, jak pogoda dopisze to może się spotkamy żeby posiedzieć u nich w ogródku, albo coś razem porobimy – jakiś wyjazd albo coś.
Tylko Zuzu muszę zabrać kiedyś do siebie, bo coraz rzadziej jest u nas…

eM pracuje na pół etatu. We wtorek miał tomografię, czekamy na wynik.
Drugi rok pandemii.
Jakoś przywykliśmy do maseczek, do spirytusu, do nieustannego mycia rąk, odsuwania się od ludzi jeszcze dalej. Moje życie towarzyskie umarło śmiercią naturalną, choć trzeba przyznać, że nawet w czasach przed pandemią nie było zbyt bujne.
eM planuje na lato wyjazd do Polski.
Teściową zaszczepili.
No, ja nie pojadę…
Chwilami sobie myślę, że może dam się namówić Gulsum i pójdę pracować tam gdzie ona – jako objazdowa opiekunka staruszków.
Wciąż im brak personelu i biorą każdego, kto choć trochę się nadaje.
Praca przyjemna – odwiedza się samotnie żyjące osoby w ich domach rozsianych na koloniach. Nie ma demencji, nie ma ciężko chorych tylko zwyczajna starość. Trzeba sprawdzić branie lekarstw, ogólny stan i samopoczucie, zamienić kilka słów, pomóc czasem umyć głowę czy coś… Tak myślę, że spróbuję czy dam radę. Jeśli tak to kto wie…

Tylko najpierw muszę przestać się bać jeździć po tych wąskich dróżkach, gdzie żeby się minąć z innym autem trzeba się zatrzymać w specjalnie poszerzonym punkcie drogi…



4 myśli w temacie “29. 2021

  1. Ale fajny pomysl z ta praca! Ja bym chciala, jak znam Ciebie, to zaraz będziesz miała tysiąc ciekawych historii opowiedzianych przez podopiecznych:) A jazda samochodem to już w ogóle najfajniesza część pracy.

    Polubienie

  2. Objazdowa opiekunka staruszków może być perfekcyjna praca jeżeli chodzi o nabieranie doświadczenia za kierownica. Więc jeżeli masz za dużo wolnego czasu to próbuj. No i życie towarzyskie na tym zyska. No i może Toska da się namówić na Astre…

    Polubienie

    1. też pomyślałam, że to dobry trening.
      Za dużo wolnego czasu nie mam, ale sobie myślę, ze mając go mniej będę zmuszona lepiej się organizować..?
      Tosi zdecydowałam nie wsadzać więcej na siłę do Astry. Ona się tak tym stresuje, że nie wiem czy warto. Jeszcze mi się pochoruje ze stresu, bo berny to wrażliwce…

      Polubienie

Dodaj komentarz