5/2021

Wiało z północy dość mocno, więc postanowiliśmy pojechać na Stenbrott.

Miejsce choć rozległe, okazało się być zatłoczone. Przy każdym placyku piknikowym, gdzie przygotowany jest krąg na ognisko oraz ławki ze stołem, urzędowały mniejsze lub większe grupki. No, ale to Szwecja, więc owe miejsca nie leżą jedno obok drugiego, ale dzieli je kilka metrów, tak, że każda grupa ma swoją przestrzeń. Nawet Tosia przez większość czasu chodziła luzem.
Tuż koło nas, stał kolejny stół z ławkami, ale już bez ogniska. Jacyś starsi ludzie podeszli i grzecznie zapytali czy nie będą nam przeszkadzać.
Zapewniliśmy, że nie i czy nie będzie im przeszkadzać, że Tosia chodzi luzem. Nie, nie przeszkadzało im, oczywiście podziwiali Tosię, że piękna, i że wiadomo, że przyjazna.
I tak sobie symbiotycznie piknikowaliśmy.
Ruch był jak na Krupówkach. Jedni szli w stronę swych samochodów, drudzy już zajmowali ciepłe jeszcze miejsca.
W sumie to budujące, że ludzie tak aktywnie spędzają czas.
Tosia na początku się denerwowała bo jej się stado rozłaziło.
A to Mel polazł na skały.

A to Miśka w krzaki.

A to Zuzu z Dziadkiem do samochodu, a to Mel. Pies się wreszcie zirytował, tym bardziej że był na uwięzi i stada zagonić nie mógł, więc się rozszczekał. Co skłoniło wszystkich do zgromadzenia się w jednym miejscu. Wtedy Tosia z westchnieniem ulgi położyła się na pobielonej śniegiem ziemi. Potem już tylko pilnowała kiełbasy. A że miała dyspensę na odchudzanie więc skapnął i jej jakiś kąsek.
Wyszło nawet na chwilę słońce.

Tylko Zuzu nam utknęła i narzekała, że zimno. I nie dała się przekonać, że wejście na górkę i z górki skutecznie ją rozgrzeje.

Po dwóch godzinach wróciliśmy do domu.
Wiało drobnym śniegiem, kurtki pachniały nam dymem. Pies też jak się okazało wieczorem w łóżku.
Spędziłam trzecią, znowu udaną noc pod kołdrą. Przed kotem profilaktycznie zamknęłam drzwi.
Szkoda mi go tak zostawiać samego, tym bardziej, że on lubi w nocy przyjść się przytulać, ale ostatnio każdej nocy odstawia takie cyrki jakby nie mógł znieść tego, że śpię. Nie tylko w nocy zresztą. Nawet jak w dzień się kładę, to natychmiast się aktywizuje: miauczy, strzela żaluzjami, wskakuje na górę zwalając różne rzeczy.
W poniedziałek idzie do kastracji, może potem będzie troszkę spokojniejszy.
No i okres świąteczny za nami. Teraz już pozostaje nam tylko czekać na wiosnę.

10 myśli w temacie “5/2021

  1. O, moja siostra też kupiła taką kołdrę, muszę ją spytać, jak się jej sprawdza. Ja lubię ciężkie kołdry, to może też sobie kiedyś sprawię, jak obecna się rozleci 😉

    Polubienie

    1. te ciężkie kołdry to są kołdry terapeutyczne – Mel mówił, że jeden jego znajomy ma kołdrę o wadze 17kg! Ale to człowiek ciężko chory na depresję, z nocnymi atakami paniki. Nie wiem czy dla zdrowego człowieka, bez żadnych dolegliwości taka kołdra jest wskazana.
      Ja stusuję bo zimą mam zawsze problemy ze snem, a tabletki na sen i uspokojenie nie spełniają swojej roli. Pomaga meletanina ale mam po niej migreny.

      Polubienie

  2. Ale fajny dzień spędziłaś. Potrzebny taki reset. Też bym gdzieś pojechała ale u nas tylko w kółko można jeździć. Może jeszcze coś wymyślimy.
    A kot będzie po kastracji spokojniejszy. Z autopsji wiem. Uściski

    Polubienie

  3. Zdjęcia, jak zwykle sprawiają, że zazdroszczę Ci tego czasu. U mnie pogoda nie chce się zdecydować na nic konkretnego. Ogniska…u nas chyba nielegalne, ale ja już nie wiem, co jest zgodne z prawem, a co niezgodne. ..

    Polubienie

Dodaj komentarz