4.2021

Wczoraj, po 10 godzinach pod kołdrą, mój organizm zażądał uzupełnienie niedoborów snu i zarządził drzemkę od 9:30 do 11.
Potem już cały dzień byłam rześka i wypoczęta.

KOŁDRA noc druga.
Zasnęłam o 22. Obudziłam się o 2.
Spokojny, mocny sen. Zasnęłabym ponownie bez wątpienia, gdyby nie to, że było mi za gorąco. Uchyliłam okno. A kilka minut później kot urządził koncert. Koncertował tak co najmniej godzinę i nie dawał się wyłączyć.
Wreszcie pozamykałam drzwi od siebie i gabinetu, gdzie śpi Zuzu.
Ale na tych walkach zeszło mi dwie godziny.
Na wkurw ta kołdra nie pomaga…
Spacyfikowawszy kota, czytałam jakiś 10minut, dla odwrócenia uwagi od żądzy mordu.
A potem znowu zasnęłam. Ale zachciało mi się do toalety, więc musiałam wstać, kot spał twardo i nie wył, uwierzyłam, że zakończył popisy wokalne (naiwniaczka! nie wierzcie kotom, to podłe, fałszywe bestie).
Zostawiłam więc drzwi sypialni otwarte i voila! 5:50 kolejna pobudka.
A mogłam spokojnie spać do 7…
Wstałam bo stwierdziłam, że przecież to bez sensu.
Za oknem jakieś -2stopnie. Odczuwalna -10, bo wieje. Ma spaść śnieg. To znaczy spadł tu i ówdzie. Facebook pełen zdjęć Kinnekulle w zimowej szacie. W mieście topnieje nim dotknie ziemi.
A my mamy w planach na dziś ognisko.
No nie wiem…

4 myśli w temacie “4.2021

    1. Przy problemach ze spaniem nocnych koncertów nie da się polubić :/ Zaczęłam zamykać drzwi od sypialni. Ale mi szkoda drania.
      Ducha zimy to ja bym poczuła na północy …Tam jest śnieg, mróz i słońce…

      Polubienie

Dodaj komentarz