Idą święta… Coraz szybciej i coraz bliżej
A ja tymczasem niemal zupełnie przestałam spać…
Nie wiem czy pobiję rekord dzisiejszej nocy: w sumie, łącznie w serii krótkich drzemek przespałam może 2 godziny.
Brawo ja.
Wczoraj zrobiłam test na covid.
Bo w niedzielę czułam się mocno chora, w poniedziałek już tylko przeziębiona, ale i tak kazali zrobić test. Termin miałam na wtorek na 9:29.
Poszłam (Yankie mnie zawiózł) do mojej przychodni, a właściwie na jej zaplecze. A tam w drzwiach stała pani w typowym uzbrojeniu. Zapytała o imię i czas. A potem podała mi woreczek foliowy z zawartością…do przeprowadzenia testu w domu.
Yyyy…ale jak to?
No tak to…
Instrukcja obsługi, broszura co w razie pozytywnego wyniku, co w razie negatywnego…Patyczek, kubeczek, kod QR żeby zarejestrować próbkę.
Zrobiłam wieczorem, eM wrzucił do skrzynki jadąc do pracy. Wynik w ciągu 48-72 godzin. Zakładam, że negatywny, ale można się zdziwić.
A koleżanka Adaś pochwalił się w poniedziałek wieczorem:
– A ja mam pierwszy covida od ciebie 😀
A wczoraj się żalił, że nie poczuł jak sobie kolację spalił w piecyku.
No, ale on na pierwszej linii frontu, walki nie tylko z covidem ale wszelkimi innymi zarazami, więc to była tylko kwestia czasu. Wredne jest to, że na same święta, więc pewnie spędzi je samotnie, w służbowymi mieszkaniu, żeby rodziny nie pozarażać.
Gdyby ten virus był mniej nieobliczalny to chętnie bym go odwiedziła i sobie urządziła „covid-party”, zaraziła się , przechorowała i miała z głowy. Ale okazuje się, że nie ma reguły.
Dziś mam w planach dokończyć gotowanie bigosu, upiec ciasto orzechowo-miodowe dla Synka, sernik dla męża oraz ugotować warzywa na sałatkę.
Znów oglądam Gilmorki, bo jakoś nic mnie nie wciąga. A może nie mam siły na nic innego.
Zaczęłam czytać Nikolski, ale jakoś nie porywa. W nocy, na tablecie zaczęłam więc czytać Pielgrzyma Terry’ego Hayesa. To się czyta samo, ale przeskoki czasowe są trudne do ogarnięcia zmęczonym umysłem. (Niektóre zdania czytałam po dwa razy, żeby zrozumieć co czytam)
Ale na głośnikach wciąż ten sam koncert A Night in London Knopfler i spółka z YT.
Z niespaniem nieciekawie – cos cie meczy. Bezsennosc to okropna przypadlosc – moja siostra miewa okresy kiedy prawie ogole nie sypia, wiem jakie to wykanczajace. Ja tylko czasami, ale nie cierpię tego. Musisz znaleźć co Cię wycisza. A może to tarczyca?
PolubieniePolubienie
brak słońca, światła dziennego mnie męczy. Zimą zawsze mam zawsze problem ze spaniem, większy niż latem. Święta mnie męczą: czy zdążę, czy wyjdzie…To chyba przekazane przez mamę, bo ona też zawsze przed świętami miała problem ze spaniem. Najlepsze jest to, że tak naprawdę wiem, że jak zrobię o jedną porcję pierogów mniej to świat się nie zawali, jestem chujowa panią domu i dobrze mi z tym, ale tego stresu świątecznego pozbyć się nie potrafię.
W domu mojej mamy panowała niepisana zasada „jeszcze tylko awantura i możemy siadać do stołu”. No to, przynajmniej tego staram się unikać.
Kolejny stres to zdrowie…
Ja się czuję całkiem dobrze, czasem zadrapie w gardle, nikt normalny, w normalnych czasach się takim czymś nie przejmuje…Yanki też doszedł do siebie. A eM, który po trzech dniach wydawał się zdrowy, teraz kaszle, i kaszle, i chrypi…i mam wrażenie, że mu się pogarsza…I nie wiem czy go znowu na test gnać czy co… I oczywiście czuję się odpowiedzialna, żeby nikogo nie zaraził. A on jak to on – nawet nie myśli o tym. Egocentryzm level master jak mamusia
Wkurza to, że wyniki testu są dopiero po trzech dniach…
Kolejny powód to Yanki i jego praca… Ach..dużo pisać.
Tarczyca…chyba nie.
PolubieniePolubienie
Białych nocy nie zazdroszczę. Miewam czasami, ale potem odsypiam. Ten covid mnie przeraził. Uważaj na siebie i kuruj to przeziębienie, bo zakładam, że nie wirus. Uściski.
PolubieniePolubienie
PO przeziębieniu śladu nie ma Luciu.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
To super. Cieszę się.**”*
PolubieniePolubienie