137.

Gulsum wczoraj była. Na koniec przyznała się, że od kilku miesięcy starają się o kolejne dziecko.
Nadal mam w sobie niechęć do dzieci i jest dla mnie mocno niezrozumiałym fakt, że ktoś mając dwoje decyduje się na kolejne.
A już w ogóle nie umiem zrozumieć osób poddających się upokarzającym i dokuczliwym zabiegom w celu spłodzenia potomstwa. Zastrzyki z hormonów, seks w wyznaczonych porach, masturbacja do kubeczka, in vitro… No, nie. Nie moja bajka. Nie rozumiem tego. Po co przechodzić takie procedury zwłaszcza, gdy na świecie są miliony dzieci przez nikogo nie chciane. Dlaczego nie adopcja? Oczywiście rozumiem, że procedury nie są łatwe za to długotrwałe i upierdliwe…W Szwecji dodatkowo bardzo kosztowne podczas, gdy kilka prób in vitro (chyba trzy) jest darmowe bo traktowane jak leczenie schorzenia.
No ale nie bardzo rozumiem potrzeby posiadania potomstwa, a już konieczności by była to „krew z krwi” to już w ogóle nie.
Ale to ja…
(Czy kochałabym Zuzię równie mocno, gdyby nie była rodzoną córką mojej córki? Chcę wierzyć, że tak, bo lubimy myśleć o sobie dobrze, ale …tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono).
Zatem nauczyłam się wreszcie, że jak ktoś się chwali kolejnym dzieckiem lub staraniem o nie, to należy schować swoje prywatne opinie i wyrazić entuzjazm. Więc wyrażam.
Ale przy całej mojej dziwaczności i taktem w stylu „jak łysy warkoczem o beton” nigdy nie przyszłoby mi do głowy by komukolwiek na wieść o spodziwanym kolejnym potomku powiedzieć:
– Znowu?! Wy w ogóle czasem śpicie?
A tak odezwała się do Gulsum jej siostra na wieść o drugim siostrzeńcu w drodze.
Tylko, że siostra Gulsum mieszka w Bułgarii, a tam dwoje dzieci to lekkomyślność, a troje to już patologia. Podczas w gdy w Szwecji jedynaków jest na lekarstwo, a normą jest troje. Albo i czworo. A aborcja jest na życzenie. Ale raczej nie jest traktowana jako rodzaj antykoncepcji. Młode kobiety mają dostęp do ginekologa i położnej we własnym centrum młodzieży, tam też otrzymują darmowe prezerwatywy lub recepty na tabletki. I nie wiem czy do pewnego wieku te tabletki nie są za darmo bądź za symboliczną opłatą.
Ot, takie różnice kulturowo-prokreacyjne.

11 myśli w temacie “137.

  1. Muszę Ci napisać, że wcale nie jesteś w tych poglądach sama. Dla mnie ilość dzieci powyżej dwójki ( sama mam dwoje) to zdziwienie.
    Nie jestem też z tych co wpadają w zachwyt nad każdym bobasem. Dziecko jak dziecko. Rodzinne dzieci lubię i nawet czasami się z nimi pobawię. 🙂 To też umiem. Wnuka kocham bardzo ale uważałam że do wychowywania są rodzice. Babcia pomaga awaryjnie. Oczywiście w sytuacjach tego wymagających. Poza tym służy do kochania. A rodziny wielodzietne zawsze mnie przerażały.
    Miłość do dzieci nie polega na ilości a zapewnieniu im wszystkiego co powinny mieć. Tak uważała moja mama i byłam jedynaczką. I wcale nie wyrosłam na patologiczne dziecko. Uściski

    Polubienie

    1. Zgadza się: dziadkowie i babcie są od kochania, rozpieszczania, od wspierania w awaryjnych sytuacjach. O to walczyłam z córką w pierwszych latach, żeby uznała, że mogę ale nie mam obowiązku.
      Też uważam, że miłośc to przede wszystkim zapewnienie dziecku tego co mu potrzeba by wyrosło na porządnego człowieka: uwagi i miłości, dobrej edukacji, opieki zdrowotnej.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Tak już bywa, że syty głodnego nie zrozumie; ja mam jedno dziecko, nigdy nie marzyłam o macierzyństwie, ale dla mojej przyjaciółki, po pierwszym poronieniu, każdy okres to był koniec świata, dopóki po kilu latach nie urodziła. Rozumiem, ze ludzie chca miec dziecko ze swoimi genami, z oczami jak u mamy, charakterem ‚po babci’ i rozumiem, że mozna kochać adoptowane. Ale juz nie potrafie pojąć, jak mozna sugerowac kobiecie, żeby niechciane dziecko urodziła i oddała, bo sa tacy, co je wezmą – nawet jesli to nie jest trauma dla kobiety, to zawsze dla dziecka porzuconego, bo odrzuconego.
    Powinno byc, jak w Szwecji – chcesz, masz, nie chcesz, nie masz, nie musisz; jestem za aborcją na zyczenie i za pełna edukacja – na razie w Polsce marzenie ścietej głowy 😦

    Polubienie

    1. Tak, w Szwecji pod względem jest…normalnie chyba? Tak powinno być: kto nie chce – może nie mieć dzieci. Kto chce ich wiele – ten ma. Każde dziecko w Szwecji otrzymuje takie samo wsparcie od państwa. Choć i tu są dzieci które np. nie mają prezentów na święta lub nie wyjeżdżają nigdzie na wkacje bo rodzice nie mają pieniędzy. I nie zawsze te problemy dotycza imigrantów czy rodzin patologicznych. Choć pewnie w tych środowiskach jest tak częściej.
      Zdecydowanie jestem za aborcją na życzenie. Ale też podoba mi się idea – urodź i oddaj. Ale na to trzeba jeszcze wielu lat edukacji społecznej by przede wszystkim takie decyzje nie były piętnowane społecznie. Wiem, że to bardzo trudne decyzje i tym bardziej takim kobietom należy się szacunek i wsparcie. Jednak zawsze, absolutnie zawsze powinno to być decyzja kobiety przede wszystkim. W drugim rzędzie coś do powiedzenia może mieć ojciec biologiczny. I nikt więcej.

      Polubienie

  3. Powinno się mieć tyle dzieci ilu można zapewnić godny i dobry start w życie. Znam popaprane rodziny z jedynakami i świetne rodziny wielodzietne. Nie ma na to reguły. czy można kochać adoptowane? No pewnie, przecież nie jest ono winne, że zostało w jakiś sposób porzucone….Moja córka ma dwójeczkę ślicznych dzieciaczków, tak chcieli. Nawet jestem zdziwiona, że jest aż tak opiekuńczą matką ( wyszło zwłaszcza po drugim dziecku). Ale ja nie mam żadnych oczekiwań, jeśli będą mieli następne to przecież ich decyzja. Będę kochała wszystkie.
    Ale jestem zdecydowanie przeciw jakimkolwiek presjom na ludzi co do ich ilości, terminu (zegar cyka) jak również faktu wychowania lub nie dzieci upośledzonych. To powinno być wyłączna decyzją zainteresowanych, jak również mają prawo podjąć decyzję o aborcji, jeśli uznają, że tak będzie lepiej. Oczywiście przed aborcją wizyta u psychologa aby uświadomili sobie to, co czynią. Wszelkie robienie na tym polityki w czasie, gdy jest ogólnie wrednie, uważam za ohydne.

    Polubienie

    1. Mnie się wydaje, że gdyby moje dziecko adoptowało lub tylko zwyczajnie: przyjęło za swoje dziecko kogoś inego to pokochałabym je tak samo jak Zuzannę. Wiadomo, że łatwiej pokochać niemowlaka niż nastolatka…ale na pewno starałabym się z całych sił okazac takiemu dziecku miłość i akceptację.
      Zgadzam się, że nie ma reguły co lepsze.
      Najlepiej, żeby każdy nim zostanie rodzicem odbył przynajmniej kilka sesji z psychologiem.
      Polityka robiona na rodzinie, zaglądanie ludziom do łóżek, narzucanie jedynie słusznej wersji rodziny – to jest obrzydliwe…moim zdaniem to jest kwintesencja faszyzmu.
      Ale w obliczu przeludnionej ziemi być może przyjdzie wszędzie czas na regulacje takie jak w Chinach…
      Co może by wreszcie wyszło dziociom na dobre. Bo póki co łatwiej mieć dziecko niż psa… A ja uważam, że to jest największa zbrodnia nas ludzi, że pozwalamy by gdziekolwiek na ziemi dzieci cierpiały z głodu, chorób, nie miały dostępu do edukacji lub były zmuszane do pracy. Nie mówiąc już o bycia zabawkami dla zboczeńców różnej maści.

      Polubienie

  4. Ja rozumiem chęć posiadania dziecka i nawet większej liczby dzieci:) Sama pochodzę z rodziny wielodzietnej i zawsze ludzie patrzyli się na nas jak na patologię, pamiętam, że bardzo się tego wstydziłam. A teraz w mojej rodzinie wszyscy skończyli studia, większość nauki ścisłe (tylko ja nie;), jest dwóch doktorów, w tym jeden z jednego z najlepszych uniwerków na świecie, każdy ma mieszkanie, pracę i generalnie tzw. sukces życiowy (w miarę). A najlepsze jest to, że mamy naprawdę ogromne wsparcie w sobie – wiecznie prowadzone są rozmowy Dublin-Warszawa-Wrocław, jak u kogoś się źle dzieje, to cała rodzina duma co by tu zrobić i jak by pomóc. W dwóch siostrach mam wsparcie w rozmowie, a w braciach bardziej praktyczne – przywieźć coś, załatwić, pożyczyć kasę;D Żałuję, że nie mam takiej dużej rodziny, ale w dzikim kapitaliźmie w Polsce się nie dało. Pamiętam, że moich rodziców też nie było na za wiele stać, dużo mniej niż niektóre moje koleżanki, ale jeździliśmy na wczasy i kolonie, mieliśmy gdzie mieszkać, chodziliśmy do szkół państwowych i moje rodzieństwo (oprócz mnie, hehe) dostało się do jednego z najlepszych liceów w Polsce.
    W sumie sama jeszcze myślę o dziecku – ale tutaj jest trudno z opieką nad dzieckiem, musiałabym przestać pracować. No i mam już 45 lat;D to chyba za późno, choć Mi twierdzi, że jakbyśmy jeszcze chcieli, to byśmy mogli – nie wiem, czy podzielam jego optymizm;D
    Z adopcją sprawa jest skomplikowana – bo dzieciaki idą do adopcji późno, przeważnie są już tzw. ‚po przejściach’ i trzeba naprawdę poświęcić często całe życie, żeby zapewnić im to, czego potrzebują. Mi miał teraz akurat zajęcia tutaj o adopcji i rodzinach zastępczych, i może będzie w takim ośrodku pracował. Mózg dziecka jest bardzo bardzo plastyczny, ale wystarczy parę miesięcy zaniedbania, już nie mówiąc o przemocy fizycznej czy emocjonalnej, żeby dziecko miało trudności do końca życia. Nie mówiąc już o tym, że bardzo często są to dzieci, które rodzą się z uzależnieniem od alkoholu lub narkotyków. Dodatkowo, rodzice biologiczni nie chcą często oddać ostatecznie dziecka, mimo, że dziecko jest w domu dziecka czy u rodziny zastępczej. Takie sprawy ciągną się często latami, z rodzicem biologicznym wracającym i odchodzącym, rozpoczynającym terapię i przerywającym itd itp. Dzieci od tzw dobrych matek w trudnej sytuacji życiowej, oddanych zaraz po urodzeniu prawie nie ma wcale, większość czekających na adopcję ma ogromne problemy zdrowotne, psychologiczne i społeczne. Więc nie dziwi mnie próbowanie in vitro, bo jak się uda, to jest duże prawdopodobieństwo, że nie będzie tylu problemów.
    Ale rozumiem też, jak ludzie nie chcą mieć dzieci – bo jest to naprawdę wyrok na całe życie.

    Polubienie

    1. no widzisz: to jest właśnie kwestia doświadczeń. Mój dom rodzinny nie był patologiczny w czystym sensie, ale rodzice borykali się z własnymi traumami – ojciec z porzuceniem przez matkę, matka chyba z depresją…do tego byli dziećmi czasów wojny… Z takim bagażem ciężko dać własnym dzieciom wsparcie. Pewnie dlatego moje dzieciństwo nie było fajne. Może dlatego mam taki a nie inny stosunek do posiadania dzieci. Rodzin takich jak twoja: niezbyt majętnych ale kochających i wspierających w moim otoczeniu po prostu nie było.
      Gdybym 31lat temu miała tyle świadomości co dziś, pewnie zrobiłabym wszystko by własnych dzieci nie mieć.

      Polubienie

  5. Mam troje dzieci i nie wyobrażam sobie, jak to jest mieć jedno:) Nuda panie nuda… Pewnie, że łatwiej wychować jedno niż troje, ale jak rodziców zabraknie, to owo jedno traci całą rodzinę, a tych troje nadal swoją rodzinę ma, bo mają siebie. Nigdy nie żałowałam, że mam ich troje, każde inne, chłopak i dziewczyny, wykształcone, uczciwe i fajne człowieki:)
    Kiedy syn się ożenił, nie było oczywiste, że będą mieli dzieci, bo synowa ma białaczkę. Kiedy rozmawiałam o tym z synem, powiedział, że bardziej skłaniają się ku temu, żeby dzieci nie mieć w ogóle niż adoptować. Stwierdził, że nie czuje się na siłach psychicznie wychować inne dziecko, dziecko obcych ludzi, choć jest świadom, że wiele dzieci czeka na nową mamę i nowego tatę. Na szczęcie choroba u synowej została zaleczona na tyle, że urodziła zdrowe dzieciątko i nie odbyło się to kosztem jej zdrowia, choroba nie wróciła, natomiast ona na tyle dobrze się podleczyła, że wróciła do pracy. Myślą nawet o drugim dziecku.
    Nie jesteśmy „zrobieni” pod linijkę, jeden dzieci nie chce, drugi ma w sobie tyle miłości i empatii, ze chce mieć ich kilkoro. Nie widzę w tym nic zdrożnego, chyba, że chodzi o wiecznie pijaną kobietę wykorzystywaną przez konkubenta i jego kumpli, rodzącą 11 dzieci rok po roku. W takim wypadku widzę sens aborcji jako środka przeciwdziałającego sytuacjom patologicznym, gdyż śmiem twierdzić, ze w takim przypadku żadna propozycja antykoncepcji i uświadamianie nie spełni swojej roli.

    Polubienie

Dodaj komentarz