Dziś wreszcie upał zelżał nieco. Niebo poszarzało i spadł deszcz. Ochłodziło się. Mimo to, w mieszkaniu nadal gorąco. Gratulacje dla geniusza, który zamawiając plastikowe, wielkie okna nie pomyślał o takich dniach. Brawo geniuszu, obyś do końca życia mieszkał w mieszkaniach urządzonych wedle tego samego projektu.
Jestem rozdrażniona i niekontaktowa. Bo upał. W nocy sypiam po 4-5 godzin, często z przerwami co godzinę. W dzień chodzę senna i rozlazła. Jak się położę – zasypiam w jednej sekundzie a po 10minutach się budzę, w ogóle nie wypoczęta.
Tośce też upał pada na głowę. Dziś rano wlazła mi na kolana, a siedziałam na swoim fotelu. Potem się tak kręciła, że omal mnie z tego fotela nie zepchnęła.
Dostawszy wołową, szpikową kość…po prostu ją ignorowała. Potem wzięła w zęby i położyła się na łóżku. No hola, panienko! Ja wiem, że to NASZE łóżko, ale czy ty widziałaś żebym ja w nim jadła?! Pół dnia śmierdziało mi pod nosem tą kością.
Byliśmy u Litwinów. Przyroda szaleje. Litwinka dostała kilka kur. Stwierdziła, że kury ma głupie bo nie chcą iść na dwór. Abba zrobiła się jeszcze bardziej namolna, aż tracę cierpliwość. Może to ten stan. Może psie pazury na nieosłoniętym ciele.
Basil jest cały czarny. Urodził się jako pierwszy i jest indywidualistą. Gdy pozostała czwórka przewraca się ze sobą, kotłując i tocząc udawane wojny Basil eksploruje odległe tereny. Usiłuje rozgryźć czym jest kabel od lampy, a czym kokardka od poduszki, wspina się po poduszce wysoko, by sięgnąć półki. Nauczył się korzystać z kuwety! A ma dopiero miesiąc!
Cała piątka je już z miski, choć mama jeszcze je dokarmia. Jeden z pręgowanych usiłował dziś odgonić matkę od wspólnej miski! Położył jej łapę na głowie i fukał i warczał. Rozpuszczony smarkacz. Matka go ignorowała.
Mama-Simha wyznaje zasadę: nakarmione, umyte – teraz matka ma wychodne. I wychodzi.
Jeszcze dwa miesiące…Może półtora. Potem Basil wyląduje u mnie.
Ciekawe co Tośka na to…
Czy ja na pewno wiem co robię???
Kotek domowy dogada się z psem rezydentem. Ja kiedyś miałam tak, że psy kota tolerowały w domu a jak wychodził na dwór to natychmiast zaganiały go na drzewo…..:)
PolubieniePolubienie
ja już raz miałam pieska a potem kotka. Kotek był większy od pieska, choć piesek wcale nie był wielkości świnki morskiej. Kocio spuszczał Psuni lanie, choć nona na począku się nim opiekowała. Mam nadzieję, że teraz tak nie będzie, choćby z racji gabarytów Tosi. Ja się raczej nie boję tego, że Tosia zrobi kotkowi krzywdę. Boję się, że Tosia …będzie się go bała
PolubieniePolubienie
Nigdy nie jest mi za gorąco. Kiedy coś takiego przemknie mi przez myśl zaraz się widzę zamarznięta w domu podczas włoskiej zimy. Ubrana jak baba syberyjskie . I zaraz uważam gorąco za doskonałą temperaturę do życia. Miałam w domu równocześnie wilczyce i kota którego wychowała. Kiedy odeszła płakał po niej. Była Alfa i Orion.
Dwa cudowne zwierzaki. Będzie dobrze im razem. I Tosi i Basilowi. 🙂
PolubieniePolubienie
Jak ważyłam 42kilo to też nigdy mi nie było za ciepło a marzłam bardzo często. Odkąd przytyłam jest odwrotnie: prawie nigdy nie marznę.
PolubieniePolubione przez 1 osoba