jest ciepło, słonecznie, ptaki się wydzierają od rana. Kaczki w parku spacerują parami. I nie tylko kaczki.
Moja dusza ma się dobrze.
Rozpiera mnie radość życia, poczucie, że wszystko będzie dobrze, mam chęć robić dużo rzeczy.
Coś mnie uskrzydliło.
Zmierzam do pożegnania się z sertraliną.
Tylko dysk daje popalić. Dwa dni lepiej, dwa dni gorzej. Kiedy jest gorzej moje dobre samopoczucie pierzcha z krzykiem. Łażę skrzywiona, zła i czepliwa. Bo boli. Bardzo boli. Bardzo, bardzo boli.
Lecz ogłosiłam, że idę na zwolnienie. Więc od dziś mam wolne od mopa. I zobaczymy czy dzięki temu będzie więcej dni dobrych czy gorszych.
5 kwietnia mam rezonans.
Oraz zamówiłam sobie z Polski taki aparacik co smyra prądami. Ponieważ żadne tabletki bólu nie likwidują, a podobny aparacik miałam okazję wypróbować dzięki mojemu fizjo. Działa.
No a skoro działa, to warto mieć alternatywę dla prochów
resztę zeżarł blox, świnia