Dopadło mnie tydzień temu i nie puszcza. To co było tydzień temu to chyba był udar słoneczny (rano deszcz a potem upał i parno a ja niemal bez przerwy na placu zabaw z dzieciakami a moja tolerancja na słońce jest żadna) połączony z normalną przeziębieniową gorączką.
Gorączka poszła precz po dwóch dniach, reszta została.
W poniedziałek jeszcze się pieściłam, ale we wtorek pognałam do szkoły co zapewne błędem było, ale polska dusza się wyrywała. Przyzwyczajenie drugą wszak naturą a mnie zjadały wyrzuty sumienia, że one tam biedulki same beze mnie. Zwłaszcza, że w poniedziałek rano zadzwoniła Eva z informacją, że Maria jest chora…
No. I na efekty nie trzeba było czekać długo. Wczoraj dzień przeżyty na półgwizdka za to z gryzącym sumieniem, że się nie włączam w pracę, że się snuję, że szukam kanapy żeby posiedzieć. Zamiast biegać, skakać, śpiewać, czytać, nosić, sprzątać i przebierać.
I z ogniem gdzieś tam w gardle kaszlem wyrywającym trzewia. Ale co to za choroba…?
Tyle sobie pozwoliłam, że rowerkiem tylko do stacji, tam kupiłam bilet na 30 dni (bo są albo tylko takie albo jednoprzejazdowe) bo wyszło mi, że jak 4 dni pojeżdżę na jednorazówkach to będzie akurat połowa tego na 30 dni. A jak się trafi po drodze awaria roweru, awaria pogody albo inna awaria to i cały.
Wczoraj obiecywałam sobie solennie wizytę w przychodni, ale na myśl, że patrząc mi w tylko oczy każą leżeć, pić dużo i brać alvedon (odpowiednik apapu) a potem skasują na stówkę (koron) to mi się odechciało.
Rano wsiadłam zatem do autobusu. Z leciutką telepką od zimna, z pulsującą głową oraz innymi przyjemnościami w gardle, uszach i nosie. I oczami wyobraźni zobaczyłam kichającego Alka, i Janka z gilem do brody, wrzeszczącego Edka z kolejnym kamieniem…I poczułam, że nie dam rady, że na samą myśl o zmuszaniu się do aktywności chyba się rozpłaczę.
Wysiadłam i prosto z dworca poszłam do przychodni. Zaskoczono mnie! Bo zajrzano mi w gardło i pobrano próbkę. Po 10 minutach był wynik i zalecenia. Dużo pić, odpoczywać i brać alvedon… No, ale ta bezcenna rada kosztowała mnie tylko 50 kr. Peronel medyczny stwierdził, że nie mam anginy połączonej z zapaleniem zatok i zapaleniem oskrzeli, więc hipochondryczka we mnie sączy jad, że to była tylko pielęgniarka i że nawet nie posłuchała moich oskrzeli.
Tabletki echinacei sama sobie zaordynowałam. I vit C. I strepsils. I czosnek. Oraz owoce. I wolne do poniedziałku.
Noż kurde. Niech mnie już puści, takie ładne chmurzasto-słoneczne są zachody, a ja jeszcze w tym roku nie byłam w porcie małych łodzi.
Blee
Dopadło mnie tydzień …