Ranek

Słońce właśnie wyszło …

Słońce właśnie wyszło zza bloku i kłuje blaskiem w kącik mojego prawego oka. Siedzę na zielonej kanapie, obok mnie , po lewej śpi Kocio. jeszcze przed chwilą słyszałam jego mruczenie,jeszcze czułam jak się leciutko mości, ale teraz odpłynął.
P_Sunia, zwinięta w kłębek, z nosem nakrytym ogonem pochrapuje cichutko na fotelu z prawej. Jak tylko słońce wzejdzie jeszcze odrobinę wyżej jego promienie wydobędą cały blask z p-suniowej sierści.
Na stole przede mną pozostałości po piątkowym wieczorze : płyty z filmami, puszka z wafelkami , miseczka po lodach pracowicie wyczyszczona kocim (tak podejrzewam) języczkiem, niebieskie puszka po piwie.
Gdzieś zza kuchennego "winkla", z naszej mikroskopijnej sypialenki, dobiega mnie chrapanie męża. 
Za chwilę, za moment to wszystko przeminie.
Ubiorę siebie, ubiorę psa w smycz i pójdziemy na poranny spacer po trawie białej od zimnej rosy. P_Sunia gdy zobaczy, że nakładam buty rozpocznie swój taniec wokół mnie, wydając z siebie zduszone pomruki. Kocio będzie się temu przyglądał z zaciekawieniem. A gdy zamkną się za nami drzwi Kocio zacznie  swój zwykły lament, że drzwi zamknięte, że poszły a on też by chciał, że to niesprawiedliwe i w ogóle.
Ten lament załatwi za mnie pobudkę męża…
Konieczną, bo na lotnisko jechać czas. Misia przyjeżdża. Z chłopakiem. Wolałabym, żeby przyjechała sama. A jeszcze lepiej – z Marzenką, jak ostatnio.
Ale…wiadomo. Jak się nie ma co się lubi itd.
A tymczasem rozkoszna poranna chwila ciszy.
Moja ulubiona pora dnia.

Dodaj komentarz