Czekając

Z nudów to człowiek …

Z nudów to człowiek różne głupoty wymyśla : utarłam kiszone ogórki do słoików, wczoraj upiekłam drożdżówkę, co miała być ze śliwkami, ale tak wyrosła, że śliwki pospadały, poprałam co było po wakacjach w koszu, wreszcie wzięłam się i policzyłam ile też mogłam przeczytać w swym życiu książek. I wyszło, że około dwa tysiące. Tylko?! Za kryterium wyjściowe przyjęłam wiek ośmiu lat, a za średnią jedną książkę na tydzień. Fakt, że bywały w moim życiu czasy gdy czytywałam jedną dziennie, ale też są takie, że cały tydzień nic.
Z nudów to wszystko. Czekam na kuriera, co miał mi od Bossa klucze przywieźć, bym je oddała administratorce. Nie cierpię takiego czekania , zawieszenia w próżni, mogłabym pójść z psem, mogłabym pojechać z Marcepankiem na zakupy, a tak skupić się na niczym nie mogę, bo czekam. 
A czas zaczyna mnie popędzać, bo Marcepanek jedzie już w poniedziałek 😦 i nie do Miasta Trolli tylko o 60 km w bok. I muszę mu narobić kotletów żeby nie żywił się samymi konserwami i chińskimi zupkami. I ten czas tak szybko zleciał. I znów zostanę sama z warczącą pralką, przepalającymi się żrówkmi, cieknącym ( na razie nie) piecykiem. Z własnymi strachami, z poczuciem wyrwania kawałka mnie…
No kiedyż ten kurier przyjedzie, do licha!

Mama

Mama dostała skierowanie…

Mama dostała skierowanie na operację na 30 listopada. Do tego czasu ma zadbać o siebie żeby operacja mogła dojść do skutku. zadbać to wg mnie oznacza między innymi : rzucic lub przynajmniej mocno oraniczyc palenie, bo ma niewydolność płucną i palenie w tym nie pomaga, schudnąć, bo przy wzroście 155 cm waga ok.70 kg. jest ogromna. Prócz tego oczywiście stały nadzór lekarza, bo ma i nadciśnienie,i jeszcze pare innych schorzeń.
A co mama?
A mama :
– Na coś trzeba umrzeć.A może ja w ogóle nie pójdę na tę operację? Przeciez mnie nie  znieczulą. Narkoza nie- bo płuca. W kręgosłup się nie wbiją, bo za dużo tłuszczu…
Ale palenia nie rzuci, bo nie może (!). Schudnąć też nie może.  Mam chęć na jakies radykalne posunięcie : np. złapać i zawieźć do akiegoś szpitala onkologicznego żeby popatrzyła i się zastanowiła czy tak chce. Mam też pomysł odwrotny : pokazać, że jeszcze ma po co żyć, że jest potrzebna i niezbędna, nie wiem- obiecać wycieczkę do  Paryża czy wspólne mieszkanie, żeby znalazła jakiś cel. Bo mam wrażenie, że tu cały pies pogrzebany : znów nie czuje się potrzebna, a boi się zostać ciężarem.
Miałam to samo, to nasze rodzinne przesłanie, cholera : nikomu nie jesteś potrzebna, nawet jak cię znoszą to z łaski. Jedni po babci dostają domek z ogródkiem, a my to…

Pourlopowy bałagan

Czy wszyscy po urlopie …

Czy wszyscy po urlopie czują się jak śnięta ryba? Bo ja tak. Chyba nawet znam przyczynę.
Bo to był pierwszy prawdziwy urlop od urodzin Miśki.
Bo spędziłam w nieustannym i absorbującym gronie rodzinnym dni siedem w porywach do dziesięciu. Bo w czasie ostatnich trzech była z nami jeszcze moja mama. I nie miałam warunków na pobycie tylko ze sobą, w ciszy, we własnych myślach.
Bo strach o diagnozę mamy zwalil mnie z nóg, gdy czekałam pod gabinetem, a na ścianach wisiały plakaty o tematyce onkologicznej.
Bo pogoda wariuje i z tropików funduje nam naraz arktykę i każdy w takim melanżu wymięka.
Bo w domu bałagan, bo usiłuję wyprać sterty ciuchów, a jeszcze walają się plecaki, a do tego torba z którą przyjechał Marcepanek i do dziś- tobołek mamy. Mama wyjechała dziś w południe ze skierowaniem na operację za trzy miesiące.
Ogórki, które nastawiłam do kiszenia przed przyjazdem męża, wydzielały mało ciekawą woń. Na szczęście- same w sobie okazały się dobre, w sam raz na zupę.
P-Sunia ma okres godowy co jest o tyle denerwujce, że na spacerach zajmuje się wypatrywaniem amantów miast potrzebami wydalniczymi. Oczywiście te musi gdzieś załatwiać, więc upatrzyła sobie łazienkę, no bo skoro każdy, nawet Kocio może, to czemu nie ona? Zaciskam zęby, sprzątam, ale narasta we mnie furia i bunt. Któregoś dnia dostanie po ogonie jak dzbankowi się przeleje…
Boss likwiduje biuro, miałam się z nim dziś spotkać, ale jak to on – sto pomysłów na minutę, wybral się w końcu tak, że musiałabym w Olsztynie do wieczora siedzieć. Papiery załatwimy przez kuriera,  ale muszę oddać w jego imieniu klucze.
Kot się chyba na mnie obraził. Pierwszego wieczora po powrocie łaził za mną krok w krok, ale na próbę pogłaskania odsuwał się ze wstrętem. Teraz też nie specjalnie mnie adoruje, nie poleguje na biurku, nie mruczy do porannej kawy.
Taki to melanż mam w życiu. Jak dodam do tego, że nadal nie wiem kiedy i dokąd wyjedzie Marcepanek (oraz za ile i na ile), a także rosnącą listę zakupów szkolnych mam chęć zapaść w sen zimowy.
Na ekscytację życiem politycznym już zupełnie nie mam ochoty: widok polityków wywołuje we mnie mdłości.
Ech…tak to jest, jak czlek raz na 20 lat zrobi sobie urlop od życia. Trudno potem trafić w stare koleiny. Jedyny pozytyw to to, że znów mam bibliotekę w zasięgu mozliwości. Jutro pójdę, wypożyczę "Księgę Tatr" Jalu Kurka i "Sygnały ze Skalnych Ścian" Wawrzyńca Żuławskiego i nie wiem co mi tam jeszcze w ręce wpadnie, ale na pewno coś dobrego, ładnego, jak Rosamund Pilcher. I tak sobie ucieknę.
A co u Was ?

Dlatego…

Zastanawiałam się …

Zastanawiałam się wielokrotnie, dlaczego góry, dlaczego tak mnie tam ciągnie? Wszak wokół mnie jest wiele pięknych miejsc, które nie są tak trudne do osiagnięcia. Dlaczego góry? Tatry ?
…dopiero wracając do domu mnie olśniło.
W górach gdy sie potknę i wywrócę, nikt nie spojrzy podejrzliwie że może pijana jestem, za to wyciągną się do mnie życzliwe, pomocne dłonie, za to spotkam się z pełnym troski pytaniem czy nie potrzebuję pomocy. Nikogo nie obchodzi w co jestem ubrania. No, może czasem jaki bardziej doświadczony turysta ( poznaję ich po znoszonych butach) łagodnie zasugeruje, że klapki to nienajlesze obuwie na Giewont, a na Zawrat lepiej wziąć coś ciepłego…Byłam świadkiem scen gdy ludzie dzielili się z obcą , przygodnie poznaną osobą kanapką i piciem, gdy na trudniejszym przejściu podawali sobie rękę, lub cierpliwie czekali na wąskim przejściu na osobę słabszą. Tatry uwalniają tolerancję.
…tak było 20 lat temu.
Jak jest teraz? Różnie. Na ogół – panuje powszechna życzliwość i tolerancja. Niestety- jest także i głupota oraz brak wychowania. Co powiedzieć o ludziach, którzy wraz ze swoimi dziećmi zeszli ze szlaku by się najeść jagód? Albo o tych co idąc z "Piątki" darli się na całe gardło bo im się podobało, że głos się niesie? Co powiedzieć o trzech panach co gnali jak górskie kozice nie zważając , że towarzysząca im dziewczyna coraz mocniej zostaje z tyłu ?
Ale było i tak jak opisałam powyżej – i to było budujące.
(Z dzieci mogę być dumna: nie zbaczały ze szlaków, nie próbowały niczego zrywać, nie darły się, zwracały uwagę na resztę. Nie jęczały, nie grymasiły, szły cierpliwie. O tym, że śmieci nosiły we własnych plecakach to już nawet nie warto wspominać.)
Dlaczego jeszcze ? Dlatego, że by dostać nagrodę w postaci pięknego widoku, najpierw trzeba się zmęczyć, pokonać własną słabość, często lęk wysokości.
No i w Tatrach nie ma radia, telewizji i polityki.

Dlaczego tam ?

Trochę doszłam do …

Trochę doszłam do siebie. Nie będę szczegółowo opisywala gdzie bylam i co widziałam- pokażę to, co się da pokazać tu :
http://www.prowincjuszka.blox.pl.
Prolog oraz Odslona 1 już tam są.
Natomiast z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że za jednym zamachem zrealizowałam dwa marzenia:
1) zobaczyć Dolinę Pięciu Stawów
2) pokazać Tatry swoim dzieciom.
"Piątkę" znałam wyłącznie z opowieści. Tak samo zresztą jak wiele
innych miejsc w Tatrach – miałam grupę znajomych którzy w każdą wolną chwilę
gnali w góry, chodzili, wspinali się. Nie śmiałam ich zapytać czy mogę pojechać z nimi choć bardzo, bardzo tego chciałam.
Tatry poznałam w 1988 roku, na przełomie lutego i marca. To wtedy, zaraz na samym początku naszej znajomości utarły mi nosa, napędziły solidnego stracha, pokazały swą groźną moc, choć wiem, że na ich możliwości było to zaledwie łagodne pokiwanie palcem. W Tatrach , właśnie wtedy, spotkałam człowieka, pod wpływem którego zrozumiałam, że życie od dyskoteki do dyskoteki, prowadzi donikąd. Jacek był jednym z Aniołów.
Wróciłam tam jesienią, w niezbyt miłych okolicznościach, ale Tatry osłodziły gorycz. Rok później- pojechałam sama. Kiedy wyjeżdżałam, byłam przekonana, że żegnam się z nimi na chwilę- na kilka miesięcy. Los zrządził inaczej – na świecie pojawiła się Misia.
Przez wiele lat, gdy było źle, beznadziejnie, strasznie, w nocy śnił mi się lśniący w słońcu Giewont. Te sny to było jak obietnica, jak przypomnnienie, że jest na tym świecie coś tak pięknego, co wciąż czeka na mnie. Potem odeszły nawet sny…
Kiedy dzieci troszkę podrosły, zaczęło mi chodzic po głowie, że chciałabym by zobaczyły Tatry, by złapały ten klimat, by poznały surowe piękno.
Młody pojechał z ojcem po raz pierwszy gdy miał 9 lat i od tamtej pory wciąż wracał do nich pamięcią. Miśka – pojechała z klasą na wycieczkę, na koniec gimnazjum. Mój pomysł by pojechać tam we czworo przyjęli entuzjazmem.
I pojechaliśmy.

Komunikat

W zastępstwie tu …

W zastępstwie tu przyszłam, jako pogotowie bloxowe w nagłych wypadkach :-). Prowincjuszka ma awarię netu do jutra, a jutro już jedzie w góry. Wraca za tydzień. W jej imieniu pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Bohaterstwo

Odwieźliśmy wczoraj …

Odwieźliśmy wczoraj Miśkę na Reage Festiwal do Ostródy. Dziecko zostało by przywitać tatusia, bo impreza zaczęła się już we czwartek, pomińmy milczeniem, że matka jędza wpłynęła na decyzję dziecka nieco wjeżdżając mu na poczucie winy. Tatuś o tym wiedzieć nie musi, a nawet nie powinien.
Wczoraj zawieźliśmy naszą malutką córczkę…
Ostróda zaludniła się tabunem młodych ludzi z dredami i trójkolorowymi elementami. Wszędzie słychać rytmy reage, bębenki. Nad tym powinien unosić się swąd trawki, ale ponieważ  (o wstydzie!) nie wiem jak to zioło wonieje to nie zauważyłam.
– Ty, chodź, zostaniemy, chociaż na jeden koncert – zajęczałam do męża, bo lubię reage i lubię takie imprezy  (do pewnego momentu)
– Ale ja z mechanikiem się umówiłem. Wcisnął mnie z litości na ósmą – mąż miał silne argumenty na swoją obronę.Westchnęłam ciężko, wsiadłam do auta, wpierw czule ucałowawszy córunię.
– Nie ćpaj, nie pal trawy, nie pij, uwżaj na  pigułki gwałtu, uważaj żeby cię nie pobili, bądź grzeczna, pamiętaj o jedzeniu i ciepłym ubraniu, nie uprawiaj przypadkowego seksu,  nie  wdawaj się w  awantury,  mów dziękuję, proszę, przepraszam, dzwoń często, najlepiej co godzinę…
Przełknęłam wszystkie te słowa, zepchnęłam z gardła do żołądka, i rzuciłam tylko:
– Baw się dobrze…- i poczułam jak bohaterka.
Wstałam z bólem glowy.

słodycze za 200 koron

No to wreszcie …

No to wreszcie przyjechał. Przywiózł ponad 500 zdjęć, a wśrod nich zdjęcia statku plynącego po moście, lisa spacerującego wśród zabudowań fabryki, łabędzia jedzącego z ręki. Pokażę oczywiście, jak tylko znajdę więcej czasu , żeby te zdjęcia wrzucić.
Rodzina zmrodowana wczorajszym upałem śpi, to mam chwilę na blogowanie. Zaraz się pobudzą i znów się zacznie gadanie, przepychanie, prześmiewki…
Mamy dwa miesiące do nadrobienia, aż się sama dziwię, że tyle mamy do opowiadania:
– Lis mi ukradł rękawiczkę, ale to nic, bo koledze podwędził komórkę i musieliśmy go ganiać – Marcepanek
– A wiesz, że Niedziwiedź poszedł z Trójki? – ja
– A jak wysiedliśmy z promu to myśleliśmy, że jesteśmy w tropikach – Marcepanek
– A Miśka boi się pająków i śpi przy zapalonym świetle!- Młody
– A wcale nie pająków, tylko sprawdzam czy żaden potówr nie wylazł z szafy albo z balkonu!- Miśka
– A ja sie nie boję potworów z szafy, za to te inne mają po drodzę Miśkę, to ją pożrą najpierw – Młody
– A spryskiwacz nie działa…- ja (filozoficznie)
– Nie mów kotu, bo straci hamulce – Młody
– Piecyk cieknie – Miśka
– Nie cieknie, naprawiłem – Marcepanek
– Synek, a przyznaj się, ile procent z wakacji spędziłeś na podwórku? – Marcepanek
– ….5 ?- Młody
– Dlatego tak dużo,bo monitor był zepsuty przez dwa dni – Miśka…
…wiem, wiem, za kilka dni, ten ciagły gwar, natykanie się na różne rzeczy w różnych kątach mieszkania będzie mnie doprowadzało do szału. Ale dziś mam rodzinę w komplecie i strasznie, ale to strasznie mi z tym dobrze.
Szwedzkie słodycze za całe 200 koron przyjechały w samochodowej lodówce. Najlepsze są anyżkowe żelki, w karmelkowej polewie i pianka w mlecznej czekoladzie.