Z nudów to człowiek różne głupoty wymyśla : utarłam kiszone ogórki do słoików, wczoraj upiekłam drożdżówkę, co miała być ze śliwkami, ale tak wyrosła, że śliwki pospadały, poprałam co było po wakacjach w koszu, wreszcie wzięłam się i policzyłam ile też mogłam przeczytać w swym życiu książek. I wyszło, że około dwa tysiące. Tylko?! Za kryterium wyjściowe przyjęłam wiek ośmiu lat, a za średnią jedną książkę na tydzień. Fakt, że bywały w moim życiu czasy gdy czytywałam jedną dziennie, ale też są takie, że cały tydzień nic.
Z nudów to wszystko. Czekam na kuriera, co miał mi od Bossa klucze przywieźć, bym je oddała administratorce. Nie cierpię takiego czekania , zawieszenia w próżni, mogłabym pójść z psem, mogłabym pojechać z Marcepankiem na zakupy, a tak skupić się na niczym nie mogę, bo czekam.
A czas zaczyna mnie popędzać, bo Marcepanek jedzie już w poniedziałek 😦 i nie do Miasta Trolli tylko o 60 km w bok. I muszę mu narobić kotletów żeby nie żywił się samymi konserwami i chińskimi zupkami. I ten czas tak szybko zleciał. I znów zostanę sama z warczącą pralką, przepalającymi się żrówkmi, cieknącym ( na razie nie) piecykiem. Z własnymi strachami, z poczuciem wyrwania kawałka mnie…
No kiedyż ten kurier przyjedzie, do licha!
Czekając
Z nudów to człowiek …
