piątek, 13

Wykończy mnie ta pogoda….

Wykończy mnie ta pogoda. Rano słońce, potem leje, potem znów słońce.Zimno- gorąco. I tak kilka razy w ciągu dnia. Moja głowa szaleje. Mój organizm też. Chodzę jak śnięta ryba. Moje jedyne marzenie to zakopać się w łóżku i spać, spać, spać. Kładę się, podrywa mnie po chwili, senność mija jak ręka odjął, wstaję, zaczynam robić jakies porządki w domu,w połowie jakiejś czynności napada mnie słabość, że mam wrażenie, że zasnę na stojąco. Po mieszkaniu wala się sterta ubrań, garnki w zlewie kipią, a mnie brak siły by to jakoś ujarzmić.
Jeść mi się chce- na nic nie mam ochoty. Wszytko jest błeeee, ale tylko póki nie włożę pierwszego kęsa do ust. Znów niedostrzegalnie dla mnie, weszłam w nałóg słodyczowy i wczoraj postanowiłam rozpocząc kolejny odwyk. Zemściło się to mnie srodze, bo na dodatek nie miałam cukru w pracy i herbatę wypiłam prawie bez. Do domu dotarłam na miękkich nogach, zgrzana i roztelepana. Zbyt gwałtownie przestawiłam się na odwyk. Zaległam pod kocem i spałam półtorej godziny, wybudziłam się z trudem, na miękkich nogach poszłam do sklepu, na miękkich nogach szykowałam Młodemu kolację. A potem szklanka słodkiego świństwa- i fruuuu! Zgarnęłam ciuchy do pralki, wstawiłam gary do pralki, do północy oglądałam na youtubie koncerty Kaczmarskiego z Gintrowskim. Zasnęłam około pierwszej.
Rano – znów leje. Ciepła bluza, kurtka od deszczu, nieprzytomna bo za krótko spałam, wlekłam się pracy noga za nogą. Teraz wychodzi słońce i pewnie będę się pocić wracając do domu.
Niech ktoś wreszcie wyreguluje tę klimę!

Miśka na pikniku rockowym w Węgorzewie.

Młody jedzie do Babci do Krótkiego Miasta w sobotę.
Będę miała dla siebie dom przez całą sobotę i pół niedzieli.


No słońce wychodzi, jak mamę kocham!

Dodaj komentarz