Marcepanek poobdzwaniał swoje firmy, poinformował , że rezygnuje z dalszej współpracy.Myślałam, że będzie nam żal, że jakoś tak przykro, ale… Na koniec zadzwonił do tych, co wciąż nie zapłacili. Pan, który do mnie warczał- do niego był nawet miły. Ale Marcepanek usłyszał, a potem mnie przekazał wieść taką, że pół dnia dusiłam w sobie mordercze instynkty. Bo Pan (Dupek!)stwierdził, że w dokumentach załączonych do faktury były potrzebne jakieś poprawki. I Pan nie powiedział mi o tym jak dzwoniłam po raz pierwszy, warknął gdy zadzwoniłam ostatnio…Okazało się, że Pan poprawek dokonał sam, ale fakturę do działu płatności w Niemczech wysłał dopiero tydzień temu. Czyli wtedy, gdy tak naprawdę pieniądze powinny być na koncie. W tej sytuacji Niemcy zapłacą, ale nie wiadomo kiedy. Wersja optymistyczna głosi, że za tydzien, dwa. O pesymistycznej wolę nie myśleć bo mi się coś podnosi.
Kiedy wspominam, że takie hocki klocki były niemal co miesiać to już mi nie żal. Marcepankowi- też. Nie zdawalismy sobie z tego sprawy jak bardzo nas męczyło to, że nigdy nie mogliśmy być pewni kiedy wpłyną nasze pieniądze, czy za tydzień to będziemy mieli na paliwo, czy opłaty porobimy na czas, czy znów będziemy odbierać monity i płacić odsetki karne.
Marcepnka wypłata ma być 10-12 czerwca. Moja – też na 10. Efekt jest taki, że liczę każdy grosz, żebyśmy mieli co jeść, nie ma mowy o jakimś wypadzie, bo na paliwo też nie ma.
Tymczasem Marcepanek wyjeżdża 16 wieczorem. Postanowił wziąć Golfika (bo i tak Firma płaci za paliwo). W Golfika napakuje o wiele więcej różności ( np. potrzebuje żelazko).Ale Golfik wymaga pewnej, hm, kosmetyki. Coż, swoje lata ma…
Chciałam też na spokojnie porobić zakupy, żeby potem nie na ostatnią chwilę, zwłaszcza, że wymyśliłam, iż porobię mu niektóre dania obiadowe, pomrożę , włożę w lodówkę samochodową, to szesnastogodzinną podróż w nocy powinno przetrwać.
Na dodatek dziś mam wizytę u dentysty. Ja i Miśka. I nie mogę jej przełożyć, bo już raz przekładałam i teraz się wstydzę, bo co Doktorek sobie o mnie pomyśli? Że nie wspomnę o moim zębie (prawa, górna trójka!) , że robi się go coraz mniej i mniej i boję sie, że mi się w końcu skończy…
I jeszcze postanowiliśmy, że Marcepanek zmieni numer telefonu. To znaczy- kupi kolejny abonament. Na tym, który ma teraz ma dużą pulę darmowych minut, które nie są wykorzystywane za granicą. W dodatku – wciąż dzwonią ludzie w sprawach firmowych mimo, że jest nagrany komunikat, że numer nieaktualny. Tymczasem moja umowa kończy się w tym roku, w sierpniu czy wrześniu. Wymyśliłam zatem, że do tego czasu będę miała dwie karty: starą Marcepanka żebym mogła dzwonić ( szkoda darmowych minut) i swoją, a potem zrezygnuję z mojego numeru.Liczę na to, że po trzech miesiącach ludzie trochę zapomną. Trochę mi żal, bo jakoś polubiłam ten numer, ale rozsądek podpowiada, że to najlepsze ekonomicznie rozwiązanie.
Zatem dużo spraw do załatwienia, a wszystko blokuje to jedno : kasa, forsa, flota, mamona…Jak ją zwał tak zwał…Niby pieniądze szczęścia nie dają, ale ich brak zdecydowanie komplikuje życie.
Codzienność
<p …