Daleko do lipca

Jedna wizyta u pana …

Jedna wizyta u pana Bio… jednak nie wystarczyła. Dziś od rana tępy drut dźga mnie w prawe oko, przebija się przez nie do czoła oraz zakręca i wychodzi w potylicy…w autobusie czułam perfumy pani trzy rzędy z tyłu oraz kolację pani co siedziała za mną, błeeee…
Zimne powietrze na chwilę mnei znieczuliło gdy szłam do pracy, ale zaduch klatki schodowej pomieszany z armatem ( smrodem?) świeżego pieczywa i paczków przywaliło mi obuchem z całych sił.
Kawa mi stygnie w moim ulubionym żółtym kubeczku. Obok czeka tabletka, ale chyba ona jednak pójdzie na pierwszy ogień…
Saldo na koncie -1,57. A wczoraj miały być posłane pieniądze…
Na dodatek zgłupiałam doszczętnie chyba, bo pozwoliłam Miśce na udział w koncercie Red Hot Chili Peppers w lipcu, w Katowicach. I jeszcze zobowiązałam się zapłacić za bilet. A teraz moja wyobraźnia ma pożywkę. A do lipca daleko…Jak to przeżyć i nie zwariować?
To ja jednak na śniadanko tę tableteczkę…
Kawa to potem, potem…

Dodaj komentarz