pojechali! W imię ojca i syna…
Misia pojechała na klasową wycieczkę, wraz ze swoimi kolegami( i koleżankami) ze szkoły. A mąż pojechał z nimi w charakterze dodatkowego opiekuna. Należało mu się, bo przez trzy lata dzielnie jeździł z nimi jako cerber na każdy biwak czy wycieczkę, tropił delikwentó co sie wybrali na spacer wokól jeziora, rekwirował piwo ( i nawet sam go potem nie spozywał tylko komisyjnie wylewał) i przywoływał rodziców jak jakiś delikwent zapomniał o normach społecznych.
No to teraz pojechał. Nie wiem- w nagrodę czy za karę?
Zakopane, Tatry- super, ale z dwudziestką 16-latków na karku? Nie jestem przekonana. Na Kozie Wierchy ich przecież nie poprowadzą. Ani nawet na Giewont. Namawiałam na wycieczkę na Halę Gąsiennicową poprzez Skupniów Upłaz potem nad Czarny Staw Gąsiennicowy stamtąd na przełącz Karb z przełęczy przez Dolinę Gąsiennicową,pomiędzy stawkami na Kasprowy Wierch potem zjazd kolejką do Kuźnic i powrót do pensjonatu. Po takim dniu smarkacze juz by siły na głupoty nie mieli. Choć siły witalne 16-latków są niespożyte.Inna rzezc, że te nastolatki wspólczesne- pokolenie maniaków komputerowo-telewizyjnych, przyzwyczajone do pokonywania wyłącznie kolejnych pieter w centrach handlowych…Ech..
W każdym razie do soboty jestem słomiana wdowa. A w domu zostało mi tylko dziecko. I już sie z nim zmawiamy na wyprawę na "Kod Leonarda"
No to…
pojechali! W imię ojca i…