102.

Jutro mija miesiąc jak jest z nami Basil.
To nie jest miłość od pierwszego wejrzenia. Nie tak jak z Tosią, która wpadła między nas jak burza i natychmiast podbiła nasze serca, ale tak na amen, na zabój.
Basil dostarcza nam rozrywki. Nie mamy do niego takiego nabożeństwa jak do Tosi. Nie umiem tego wytłumaczyć…
A jednak…
W nocy śpi koło mnie. I koło Tosi naturalnie. Uwielbia spać koło człowieka, najlepiej w bezpośrednim kontakcie. Śpi twardo, często rozciągnięty na całą długość, z łapkami do góry.
Ale gdy w nocy idę do toalety, on idzie za mną. Zatrzymuje się pod drzwiami, łebek mu opada, ziewa przeraźliwie, przysypia… Wychodzę, wracam do łóżka, a on maszeruje za mną – albo biorę go po prostu na ręce.
I strasznie mnie to wzrusza, to jego nocne pilnowanie „mamusi”.
W dzień Basil z maminsynka zmienia się w odważnego zdobywcę.
Ostatnio odkrył wspinaczkę po zasłonach, na karnisz, z karnisza na szafę, potem na półkę nad biurkiem a z niej na drukarkę. I tu się robi problem. Bo drukarka jest też kopiarką (kiedyś była też skanerem ale od jakiegoś czasu namieszali w programach) i ma pod cienką klapą szkło. A Basil waży już niemal 2,5kilo. I wciąż rośnie. Kiedy ląduje na drukarce, jego waga skupia się na niewielkim polu, czyli nacisk staje się większy. Czy szkło to wytrzyma? Innego miejsca dla drukarki nie mam. Muszę pomyśleć o jakiejś obudowie czy coś..?
Generalnie Basil jest strasznie kochanym kotkiem. Jest bardzo, ale to bardzo przyjazny do ludzi. Nie chowa się, gdy przychodzi ktoś obcy, daje się pogłaskać i wziąć na ręce.
Z Tosią wypracowują porozumienie. Czasem się bawią w berka, czasem Tosiowy merdający ogon jest doskonałą zabawkę. Ale czasem Tosia całkiem na poważnie nawarczy na smarkacza i pogoni mu kota.
Nie pozawalamy, ganimy Tosię wtedy a w najgorszym wypadku wyrzucam ją z pomieszczenia. Stoi potem biedna w przedpokoju, z opuszczonym ogonkiem i pełną skruchy miną. A mnie jej szkoda, ale odwracam wzrok, żeby nie zobaczyła, bo musi się nauczyć, że ganiać kotka nie wolno. Nie i koniec.
Basil nieruchomieje gdy Tosia warczy, przysiada, a potem znika pod kanapą. Ale tylko na kilka sekund. Za chwilę potem wychodzi, wystawia łebek, rozgląda się i wraca do przerwanych psot. I te żółte oczyska…
Wczoraj dostał drugą dawkę szczepionki. Za dwa tygodnie mam go odrobaczyć. I do grudnia spokój. W grudniu kastracja.
Trochę szkoda, bo po kastracji kotki spokojnieją podobno. A Basil nie jest AŻ tak rozbrykany…
No ale mus to mus. Kotów jest za dużo. No i niekastrowany kot znaczy teren czyli obsikuje różne miejsca…

Z innej beczki.
Od kilku dni dziwnie się czuję. Boli głowa, bardziej boli głowa, jeszcze bardziej boli głowa, ale to w sumie nic nowego. Bywa, nie? Ale do tego dochodzi takie dziwne uczucie w piersiach. Boli, piecze…Trochę cieknie z nosa. Wieczorami mi zimno i mam dreszcze, ale termometr pokazuje 36 stopni.
Normalnie uznałabym: acha, przeziębiłam się (w niedzielę padał kapuśniaczek i przemokłam na spacerze z Tosią). Ale w dobie korony nietypowe objawy przeziębienia niepokoją. Korona czy zwykły wirus?
A umówiłam się dziś z dziećmi na wyjazd nad morze.
Jechać? Nie jechać?
Jak nie pojadę to już do wiosny nie zobaczę morza.
Ale jeśli to wirus jakikolwiek to pozarażam dzieciaki.
I tak się waham.
Zobaczę jak będzie po spacerze z Tosią.

Yankie dostał kolejne zlecenie. Jego szefowa wykupiła mu licencję do kolejnych dwóch czy trzech klientów. Zatem… chyba nie zamierza z niego rezygnować, bo licencja kosztuje całkiem sporo.
Młody nabiera doświadczenia u niegłupiej szefowej (mam od niej jednego klienta, błędów nie stwierdziłam, a dokumenty uporządkowane jeszcze lepiej niż u mnie), zarabia jeszcze niewiele, ale zawsze coś tam. No i będzie miał referencje i wpis do CV.
Więc teraz wszyscy składamy rączki i się modlimy za zdrowie jego szefowej…aby się za bardzo nie poprawiło 😉 ale też niech się absolutnie nie pogarsza.
Misia pracuje nad moją stroną internetową i strach się bać, jaka ona już jest w tej dziedzinie profesjonalistka!
A Zozo… Zozo dziś pierwszy raz pójdzie sama ze szkoły do szkoły muzycznej. Tylko jedna ulica i to ze światłami do przejścia, ale wiadomo…
Czas, żeby nabierała samodzielności. Zwłaszcza, że jak jest u swojej przyjaciółki Ellie to śmigają po mieście bez opieki.

7 myśli w temacie “102.

  1. Zwierzaki mnie rozczulaja. Jeszcze trochę a stwierdzisz ze kochasz Basila rownie mocno jak Tosie. Ale inaczej. Jak dzieci. Bo to nieprawda ze dzieci kocha się tak samo. Tak samo mocno ale inaczej kazde.
    Co do korony? Ja też wczoraj myslalam czy to moje oslabienie i inne symptomy to nie ona przypadkiem. Strach się bać. Uściski

    Polubienie

    1. Kocham go równie mocno jak Tolę 😀
      I tylko ktoś, kto nie ma dzieci może sądzić, że da się kochac każde tak samo. Wiadomo, że równie mocno, że nie chce się np. stracić któregos, ale kocha się różnie. Jedno z radościa, drugie na smutno, ze złością, czule,…
      …U mnie zadziałała druga tabletka Kesrine na alergię…czyli tak jak podejrzewałam.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Pięknie napisałaś o kotku, tak z… miłością:)
    A koronawirus to też zwykły wirus,jakich wiele hula wokół nas. Jakby nie media, to nikt by nawet nie wiedział, że istnieje,nikt by go nie zauważył. Nie sądziłam nigdy, że to kiedykolwiek zrobię, bo nie oglądam telewizji od miesiecy, ale natknęłam się w necie na program Pospieszalskiego . Ani stacja, ani prowadzący nie są dla mnie autorytetami, ale w poniższym programie pada wiele istotnych informacji i nawet niejaki pan Gut w 19 minucie powiedział coś ważnego, co się ukrywa przed opinią publiczną.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s