96/2020

Spieszę donieść, że żyjemy. I ja. i Tosia. I kot też. Co nie jest takie oczywiste…
Jak ktoś miał młodego kota w domu, to wie…
Niezależnie od tego jak go nazwiesz, młody kot najczęściej słyszy coś w stylu „wynoś się stąd!” i chyba po jakimś czasie zaczyna myśleć że to jego imię bo przestaje reagować.
Mam podrapaną nogę, kilka głębokich wkłuć tu i tam na udach. Oraz…plecy. Owszem. Plecy. Gówniarz uznał, że mamcia to świetny obiekt wspinaczkowy.
Stan doniczek w domu: ubyło jeden.
Stan salaterek: ubyło jeden.
Kwiatki się trzymają, ale do ręki przyrósł mi spryskiwacz. Do cissusa smarkacz na razie nie wchodzi. Ale za to uwielbia kwitnącą orchideę. I tak łatwo się do niej dostać. Na mamciowy fotel, z fotela na komputer na stoliczku, a stamtąd już tylko hop na sekretarzyk…I voila! Zabawa na całego. Że co? Że mamcia odsunęła stoliczek? Też mi problem, skoczymy z fotela i nie ma, że się nie uda. Jak się orchidea znudzi pokombinujemy…zaraz obok jest parapet. A na nim lampka i figurki kotków. Tylko czekają, żeby sprawdzić czy da się to poturlać.
Skoczny jest, zwinny i szybki jak pożar w stacji benzynowej.
Do tego gadatliwy. Lata po domu, psoci i ciągle te swoje „mrrrrryt”.
Strasznie chce być z człowiekiem. A jeszcze bardziej z psem. A pies…niekoniecznie.
Basil już wie, że jest szybszy niż Tola i chyba zupełnie przestał się jej bać. Raczej chciałby ją zaprosić do zabawy w berka. A po zabawie chętnie by się do niej poprzytulał. Ale Tola jest nieufna. I zazdrosna. I wciąż jej się samoczynnie (powiedzmy) aktywuje przycisk „ucieka -gonić!”.
Więc do jakiś czas mam akcję pod tytułem „Tola zostaw kota!”. Mimo wszystko próbuję ją nauczyć tolerancji dla smarkacza. Głaszczę, przytulam, mówię uspokajająco, nagradzam, gdy cierpliwie się daje kotu obwąchiwać. No i staram się ze wszystkich sił, żeby nie poczuła się odsunięta.
Z kotem najlepsza zabawa to wędka. 10 -15 minut takiej zabawy, a potem ze dwie godziny łobuz śpi jak zabity w swojej torbie. Problem w tym, że wędka wchodzi w grę tylko pod nieobecność Tosi, bo Tosia też chce upolować owo coś.
Komiczne jest jak Basil, dopadłszy wreszcie zdobyczy na końcu wędki, łapie to w zęby i usiłuje zawlec do kryjówki.
Wciąż jego głównym mieszkaniem jest mój gabinet. Tu były wszystkie jego rzeczy od początku, ale kuweta od wczoraj stoi w łazience i widziałam ślady, że mały poprawnie ją zlokalizował.
Błogosławieństwem jest bramka w drzwiach. Na początku była stale zamknięta by odseparować psa i kota, potem stopniowo była otwierana na dłużej. Teraz w zasadzie zamykam ją tylko na noc… Bo Basil jak to kot w nocy się aktywizuje i gdy ja się układam do spania -on widzi okazję do zabawy.
Wczoraj jednak odkrył, że bramkę da się przeskoczyć. Bowiem zrobiłam operację odwrotną i zamknęłam się z Tosią w gabinecie, dając kotu do dyspozycji resztę mieszkania. Nie wiem czy przeskoczył te bramkę czy przelazł między szczebelkami, ale wiem, że naraz usłyszałam „mrrrryt” i kot się znalazł na moim fotelu.
Ale póki co jeszcze nie odkrył, że da się w drugą stronę. Oby jak najdłużej…
Wczoraj pomagał mi w pracy. Miałam chęć go zamordować (po raz 158 w ciągu godziny), ale gdy wreszcie ułożył się za moimi plecami, cieplutki, mruczący…to mi przeszło.
Zdjęcia robię mu telefonem, bo ten jest zawsze pod ręką, a automatyczne programy dają lepsze efekty.

Przycisk do papieru
Inspektor Basil kontroluje postęp prac
Tosia obserwuje potwora.

EDIT: O godzinie 09:30 smarkacz pokazał mi, że bramka to już nie jest jego problem. Na szczęście są jeszcze drzwi.

10 myśli w temacie “96/2020

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s