64

Od tygodnia jest zimno okropnie, wieje do tego, co jeszcze uprzyjemnia sytuację. No ale mimo wszystko nie jest to to samo co zima, bo Tosia przynajmniej nie odmawia pójścia na spacer i nie ma problemu z wchodzeniem na łóżko. Dodatkowo co chwila pada deszcz, ale to akurat dobrze. Znowu opadła woda w jeziorze i rzece, ale myślę, że to dlatego, że więcej spuszczają na Gota w Trolhattan.
Zozo była ze mną w piątek. Spała też u nas. Miała rano jechać z mamą i Melem na wybrzeże, ale bardzo nie chciała. Została. A potem poprosiła czy może do niej przyjść jej przyjaciółka. Spędziły razem pół dni, trochę łaziły po mieście (od niedawna im wolno, i jest najlepsza atrakcja), trochę siedziały w pokoju, za zamkniętymi drzwiami. Potem ubłagały mamę tamtej dziewczynki i spędziły razem kolejne pół dnia. Rozstając się jęczały o niedzielę razem.
Wiało, było zimno i nawet na spacer z Tosią nie pojechałam, wykręciłam się obiadem.
A potem zasiadłam przed komputerem i łyknęłam na raz 4 odcinki Daleko od szosy bo VOD był pozwolić mi oglądać za granicą. Pewnie bym obejrzała więcej, ale z każdym odcinkiem rosła ilość reklam. A najbardziej zniesmaczyła mnie reklama obchodów urodzin Jana Pawła II. Cała Polska śpiewa papieżowi, papież który uwolnił Polaków.
Ta…chronił pedofilów, zakopywał ich sprawy pod dywan jak jego poprzednicy, trzymał sztamę z Matką Teresą, co umierającym skąpiła środków przeciwbólowych, ale sama się leczyła w dobrej klinice. Jednym podpisem mógł załatwić sprawę radia Rydzyka i jego rasistowskich audycji, ale tego nie zrobił. Doprawdy: święty człowiek.
Teraz znowu ochy i achy nad Franciszkiem. Który nadal nie robi nic.
Siedzą na ogromnym majątku, ale ani centa z tego nie uszczkną by naprawdę pomóc tym, którzy potrzebują.
Chwilę po obchodach urodzin papieża leciała reklama Polskiej Akcji Humanitarnej i pomocą w czasie pandemii. Kończyła się jednym słowem: Wpłać.
Naprawdę niedobrze mi się robi, gdy widzę kolejny apel o datki. Zwłaszcza teraz. Ludzie pozamykani w domach, za chwilę będzie im brakować na podstawowe rzeczy, a tu bezczelnie ktoś żąda, bo to nawet nie jest prośba: WPŁAĆ.
Zniesmaczyło mnie to. I wkurzyło.

Poza tym oglądam na Netflix serial „W kuchni z Nadyią”. I powiem wam – warto popatrzeć i wykorzystać niektóre z jej trików. Znowu mam „ale” bo ona wyznaje kuchnię „halal”, a to jest mało fajny sposób zabijania zwierząt. Do tego jej program jest w pewnym sensie reklamą masowej hodowli – krów, kóz, łososi – co jak wiadomo nie jest za bardzo eko.
Ale z drugiej strony dziewczyna jest urocza i pokazuje naprawdę ciekawe potrawy których jedną wspólną cechą jest to, że da się je zrobić szybko.
A ja nie cierpię gotować i tracić kilku godzin na to…
Tym sposobem do mojego menu trafiły trzy nowe potrawy.
Omlet na tortilli.
Chlebek sodowy.
Oraz LODY domowej roboty.
Mówiłam, że nie lubię lodów? NIE MÓWIŁAM? Otóż nie lubię lodów. Jakiekolwiek i gdziekolwiek bym jadła wszystkie zostawiają taki dziwny posmak na języku, utrzymujący się długo po tym jak je zjem, nawet jesli potem wypiję kawę i zjem coś innego. To główny powód, który zniechęca mnie od lodów.
Kiedyś usiłowałam zrobić lody z zamarzniętej śmietany kremówki, ale to też nie było to, bo było za tłuste i jakieś takie…NIE-E.
Nadia zrobiła lody z ubitej razem śmietany kremówki i mleka skondensowanego. Pomyślałam: spróbuję.
Śmietana 40% 25ml + puszka słodzonego mleka skondensowanego. Dobrze, że mnie tknęło i dałam pół puszki. Pod koniec dosypałam wanilii.
Spróbowałam na ciepło: kremowe, tłuste, ale tłuszcz nie osadzał się na zębach i języku. Dobre.
Zamroziłam, ale nie mogłam się doczekać, więc spróbowałam na pół zamarznięte.
Oesuuuuuu…ZUO w czystej postaci.
Zozo, jak to Zozo, grzeczne dziecko zgodziło się spróbować, ale z miną „czy mnie to na pewno nie rozerwie?”.
A potem zachowywała się jak Tośka przy suszonym mięsie.
Dokupiłam drugi kartonik śmietany, bo mnie połowa puszki mleka uwierała. Ubiłam najpierw lekko śmietanę, potem powoli dodawałam mleko nadal miksując. A na sam koniec dodałam mrożone maliny.
Wyszło mi z tego prawie litr lodów. Co mam powiedzieć? Zrobiłam to w sobotę po południu. A w niedzielę po południu już nie było.
Jedyna wada, to taka, że zamarzają na kamień i nie odmarzają zbyt szybko. Można zrobić, zamrozić, dać gościom (trik z gorącym nożem lub łyżką) spokojnie pić kawę, a z lodów nie zrobi się breja po kilku minutach.
No i są tuczące jak jasna cholera, więc …kombinuję, że zrobię wersję ze śmietany 12% +niesłodzonej mleko. I zobaczymy.
Oglądajcie Nadyię!

20 myśli w temacie “64

      1. Potwierdzam, że lody są SUPER! Mleko miałam słodzone. Zrobiłam 400 ml śmietany 30% i 400 ml mleka kondensowanego. Podzieliłam na trzy części: śmietankowa, czekoladowa z czekoladą w proszku do picia i malinowa z mrożonych owocow. Wlalam osobno w trzy małe keksowki. Po 6 godzinach zaczęłam jeść. Jak będę w takim tempie je konsumować to długo nie poleżą. Dzięki za extra przepis:)

        Polubienie

  1. Zawsze mi się wydawało, że lody domowe to absolutnie NAJWYŻSZA szkoła jazdy, a ja jestem cieniutka w te klocki. Ale ten przepis jest taki, że wygląda jak coś „dla opornych”. Idę kupić śmietanę i mleko skondensowane 🙂

    Polubienie

  2. Cóż, ja uwielbiam lody, jem je przez cały rok (na ogół czekoladowe lub waniliowe), ale że nieustannie sie odchudzam, to odbywa się to w cyklu jem, mam wyrzuty sumienia, chwila przerwy, jem, mam wyrzuty sumienia… i od nowa 🙂 czasem wrzucam sorbety, ale nie za często.
    O papieżach nic nie powiem, bo zdanie mam identyczne.
    Oglądam teraz na netflixie stary dośc serial „Doc Martin” i jestem zachwycona; lubie angielski humor, do tego piekna Kornwalia, dobrzy aktorzy, naprawde znakomity scenariusz, no przednia zabawa.
    Zerkne na to gotowanie, skoro polecasz, może i mnie sie cos przyda:)

    Polubienie

    1. Kurde! U mnie tego Doca Martina nie ma na Netflixie..albo dodali niedawno. Bo szukałam i nawet próbowałam alternatywnych źródeł…A może jest ale tylko ze szwedzkimi napisami, więc dla mnie lipa.

      Jak się odchudzasz to tych lodów nie rób na boga!! Bo przeklniesz mnie! Ja się poddałam i przestałam się odchudzać. Grubnę to grubnę, w lustro nie patrzę, gacie noszę rozciągliwe, więc nie ma większej różnicy. Śliczna już byłam. A teraz przynajmniej wyrzutów sumienia sobie oszczędzam.

      Polubienie

    1. Kościół polski to już gatunek sam w sobie. Nie wiem czy jest jeszcze na świecie jakiś kościół tak odbiegający od nauk Jezusa… Buta, chciwość na kasę i władzę, spasione wieprze…fuj…Pierwsza banda jaką powinno się zlikwidować.

      Polubienie

  3. A propos JP2 zgadzam się w zupełności, do lodów mnie nie ciągnie, chlebek na sodzie to narodowa potrawa Irlandczyków, ale ja go nie lubię – jakoś smakuje mi sodą, fuj. M piecze dla nas chleb na zakwasie (od trzech lat!) co trzeci dzień, taki, jaką ma akurat mąkę, najbardziej lubię na orkiszowej, ale w każdej wersji jest cudny. Nazywam go chlebem ratującym życie, bo człowiek dobrze się po nim czuje, nie tak jak po bułeczce, kiedy po godzinie znowu jest się głodnym;)
    Z tego przepisu: http://przepisnachleb.pl/chleb-pszenno-zytni-otrebami-slonecznikiem/ ale przepis już był wielokrotnie modyfikowany. Zakwas można wyhodować samemu.

    Polubienie

    1. Ten jest inny bo to coś pośredniego między chlebem a ciastem. Zawiera łyżeczkę sody (tylko, bo Nadiya potrafiła wsypać cztery łyżeczki proszku do pieczenia do pancakes!) +3 łyżki cukru + kandyzowana skórka pomarańczy+rodzynki (ja pomijam bo nie lubię)+utarta skórka z jednej cytryny i jednej pomarańczy. Nie czuć sody w ogóle, za czuć cytrusy i lekką słodycz. To chlebek do jedzenia np. jako bułeczka do kawy, na lekkie śniadanie czy kolację. Coś jak chałka tylko mniej pracochłonne 😀
      Do pieczenie chleba się przymierzam. Ale czy mi się chce to insza inszość. Ja przecież nie lubię gotować. A jak mi wyjdzie dobry chleb to stanie się to natychmiast moim obowiązkiem :/

      Polubienie

  4. Ja w Italii mam najlepsze lody na świecie to co się będę męczyć. W tym roku juz sezon otworzyłam. Lody jem tylko jak lato i ciepło. I to z umiarem. Tak ze… a programow kulinarnych mam przesyt. Z racji włoskiego gadania o jedzeniu. Uściski

    Polubienie

    1. co ty? Lody można nawet jak jest zimno, lekarka mojego syna nauczyła mnie, że jak zimno to nawet lepiej 😀
      A u mnie dziś ciepło. Jest szansa, że Zimna Zośka już sobie poszła. Niech i do Ciebie trafi trochę ciepła z północy 😀

      Polubienie

      1. Wiem, że lepiej nie fundować sobie zbyt dużej różnicy temperatur. Ale od kilku dni boli mnie głowa, mam dreszcze i marzę o słońcu. Na szczęście gorączki nie mam… ale jakoś mi niemrawo…

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s