63/2020

W Szwecji dla księgowych jest jeden dzień w każdym miesiącu, który jest świętym. Dwunastego. Albowiem tego dnia składamy raporty vat i raporty o wynagrodzeniach. Tylko dwa razy w roku zamiast dwunastego raportujemy siedemnastego. W styczniu i sierpniu.
Co mi się zatem ubzdurało, że teraz mam czas do 14 to naprawdę nie wiem.
Zagoniona strasznie z zakańczaniem roku, ledwie zegar wybił poniedziałek 4 maja siadłam do roboty. Popatrzyłam kto mi już przysłał papiery, kto -nie, zrobiłam sobie grafik kto kiedy trafia na tapet ( na TAPET! a nie na tapetę – dzięki Stara Jędzo) i lecim z tym koksem.
Byłam z siebie nawet dumna gdzieś pod drodze bo przysiadłam fałdów porządnie i udało mi się w jeden dzień wykonać normę z dnia następnego, dzięki czemu uznałam, że zasługuję na wolną niedzielę.
Niedziela była deszczowa, choć jeszcze całkiem ciepła.
Uzgodniliśmy z eM, że z psem wyekspediujemy Yankiego. Obiad mięsny scedowałam na męża. Sama się snułam po chałupie, leniwie uprzątając różne rzeczy poniewierające się koło okien. Bowiem w poniedziałek od rana zapowiedziała się nam ekipa zmieniająca okna i mus był zrobić chłopakom co najmniej po półtora metra dostępu. Zatem kwiatki, bratki i stokrotki trzeba było poprzenosić i poupychać w różnych miejscach. Pozdejmować zasłonki i inne pierdołki walające się w okolicy.
Panowie przyszli o ósmej. Cała ekipa. Tosia oczywiście każdego witała w progu, niemal chlebem i solą. Kilka dni wcześniej byłam z nią na podwórku u panów, żeby zapytać czy da się te okna przesunąć na piętnastego. Pan powiedział, że nie bo piętnastego to oni już tylko sprzątają po sobie bo to ich ostatni dzień tutaj. Byłam z Tosią, która oczywiście była całą zachwycona, naraz znalazła się w centrum uwagi wszystkich. Kto ją ignorował dostawał kuksańca (najczęściej w okolice krocza, bo tak sięga nosem). Pożaliłam się panom, że mam pilną robotę, więc mi obiecali, że mój gabinet pójdzie na pierwszy ogień, zrobią go najszybciej, zabiorą mi maksymalnie 1,5 godziny. Dobre i to.
I tylko się potem, niedzielę, przy uprzątani przestrzeni okołookiennej cieszyłam, że te okna to montują Polacy. Bo to znaczy, że całe zamieszanie będzie trwało najwyżej jeden dzień. Szwedzi montowaliby jedno okno dziennie.
Zatem przyszli. Zajęli się robotą. A mnie nagle natchnęło. 14? CZTERNASTEGO?! Dlaczego? Jakim cudem? Skąd? Dwunastego. Na bank. Sprawdziłam, bo może jakaś corona czy coś… Nie. Nie-e. No. NO. NO! Szfak! Javlamać! ~!@#!!! DWU-NAS-TE-GO!!!
A ja w polu. Dwie firmy nie zaksięgowane, z czego jedna bardzo duża, tak ze 200dokumentów, samego klepania na pół dnia. Dwie inne zrobione, ale do wyjaśnienia kilka braków. Trzy inne jeszcze nie dosłały dokumentów. O ja p. Gadaj tym ludziom, a oni co miesiąc/kwartał swoje.
Ledwie wyszli panowie z mojego gabinetu, zgarnęłam trzęsącego się pod kocem Yankiego oraz psa do siebie, zamknęłam drzwi, rozkręciłam kaloryfer, zasiadłam do roboty.
Panowie skończyli około pierwszej. Poszli, zrobiłam sobie omlet z tortillą wg Nadiy Hussain (serial na Netflix, o szybkim gotowaniu). A potem znowu dupa-plac aż do 19. O 19 ugotowałam ryż, w między czasie wrzuciłam na patelnię cebulę, marchewkę, paprykę, paprykę ostrą, pomidora, dodałam soku z cytryny i cukru i wyszedł mi taki błyskawiczny sos słodko-kwaśny do ryżu. (Yankie i eM żarli mięcho znowu, sami je sobie robili). Nażarłam się tego ryżu do wypęku. Wzięłam prysznic i poszłam do łóżka z książką, choć ledwie minęła dwudziesta. Za oknem dzień, ale zamknęłam nowe żaluzje jak zawsze z okazji nowości psiocząc na szwedzką myśl techniczną. Bo okna niby z Polski, ale przecież wedle zamówienia szwedzkiego klienta.
Więc: okno w sypialni jest o powierzchni 1m kwadratowego. Nie jest dzielone. Umieszczone bardziej z boku ściany, mogłoby choć otwierać się tak, by skrzydło szło na ścianę. Nie. Otwiera się tak, że skrzydło zajmuje pół pokoju. Można je uchylić. Ale tylko na jedną szerokość. Nie ma mowy o zamontowaniu jakiegoś ogranicznika jeśli chcę otworzyć szerzej lub całkiem. W kuchni okno na balkon jest zupełnie nieotwieralne. I słusznie. Otworzyć można drzwi na balkon. Można je też uchylić. Okno można umyć z balkonu. To po co w środku tego wielkiego okna plastikowy patyk a la szpros? Po co?? Było zostawić czystą przestrzeń, jedne miejsce gdzie aż się o to prosi. Nie. Przełamali widok plastikiem.
I ten montaż. Też przecież wedle wytycznych zamawiającego. Stare, drewniane okna były w drewnianej ramie, a ta rama miała jeszcze jedną ramę, i ona została bo do niej przymocowane są parapety. Tylko, że w kuchni ta stara rama jest zawilgocona, i farba odpada od niej płatami. Już widzę jak to będzie wyglądać za kilka lat.
I jeszcze mniejsze okno przy kuchence otwiera się dokładnie w odwrotną, dużo mniej wygodną i nie ergonomiczną stronę. No, ale mogę przecież uchylić. Kto by się tam przejmował takimi rzeczami jak otwieranie w prawo czy w lewo… (Ilekroć ładuję pranie do pralki, życzę temu co jej ustawienie projektował, by do końca życia musiał kilka razy dziennie tak umieszczoną pralkę ładować. Pralka w kącie, ściana po prawej, bęben otwiera się na lewo. Aby załadować pralkę masz jakieś 40cm przestrzeni, w dodatku nisko przy podłodze. Gratuluję, geniuszu architektury.)
Dodatkowo cieszy mnie fakt zabezpieczeń na klamkach oknach. Z moimi obolałymi stawami w palcach i nadgarstkach, będzie to po prostu miód malina wciskanie dwóch guziczków pod i nad klamką z jednoczesnym unoszeniem klamki. Za każdym razem, gdy chcę otworzyć okno czyli jakieś piętnaście razy dziennie. Zastanawiam się czy tę blokadę da się jakoś popsuć…
Do zaksięgowania została mi dziś jedna firma. Mała. Oraz wprowadzenie wszystkich raportów, ale to już spoko.
Trzech „gwiazdorów” nadal nie przysłało swoich dokumentów. W tym jeden taki artysta co jeszcze mi obiecywał dokumenty do 4 kwartału 2019 i rozliczenia rocznego. Chyba znowu zapłaci za czas podwójnie bo jak znam życie dośle w ostatniej chwili. Usiłuję powstrzymać irytację, tłumacząc sobie, że jego pieniądze, jego wola.
Za oknem 2 stopnie. Ogrodnicy chyba, nie?
Pora iść z Tosią.

7 myśli w temacie “63/2020

      1. To pewnie nieźle wiało. Mnie wiatr rozbił ulubiony wazon w róże, który stal na parapecie… cóż :” szklane było stłukło się” jak mówiło się w moim rodzinnym domu. 😦

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s