56/2020

Poszłam do fryzjerki wczoraj. Fryzjerka to moja klientka, taka młoda dziewczyna z Litwy. Tnie fajnie tylko strasznie długo.
Poszłam. Raz, że włosy sypiące się na twarz mnie wkurzały. Sypiące się na twarz, przetłuszczające co dwa dni, w dodatku widać że dawno nożyczek nie widziały, co dawało ogólne efekt bardzo zaniedbanej kobiety. Nawiasem mówiąc, ja ogólnie jestem zaniedbana. I to jest taki mój…można rzec styl przez całe życie.
Nie maluję się. Nie ubieram starannie. Chadzam w dresach lub czymś co je przypomina. Nie noszę biżuterii, żadnej, bo mnie wkurza i przeszkadza.
Na nogach mam trampki albo buty na traktorze – zależnie od pory roku.
I ostatnio spojrzałam na siebie z boku i słabo mi się to spodobało. Postanowiłam się poprawić choć trochę czyli choć z włosami coś zrobić.
No i dlatego.
Po 2. L. też musi żyć z czegoś, opłacać rachunki itd. Poza tym – jak ona ma ruch to ja też zarabiam.
Poszłam.
Głowa mnie bolała. Zgaga dokuczała. I ogólnie najchętniej to bym w łóżku została. Powiedziałam.
– To zrobię ci masaż głowy – obiecała. Zaprowadziła mnie do mycia. Umyła głowę. I zrobiła ten masaż. ……………………………………………………………………………………………………………………………

Matko… jakie ona ma cudowne ręce, jak mi zaczęła nimi miziać głowę to zwiotczałam, oczy mi się same zaczęły zamykać. Potem mnie strzygła. Ona to robi bardzo powoli, tnie po ociupince, a robi to bardzo delikatnie. Jeszcze nigdy nie spotkałam fryzjerki która byłby tak delikatna. Przy czesaniu nie szarpnęła ani razu, przy suszeniu i modelowaniu nie opaliła suszarką głowy, nie wyszarpała włosów.
Nie zdawałam sobie do tej pory sprawy z tego, że można wykonać fryzurę i nie sprawiać klientce przy tym bólu. Oczywiście, że te małe szarpnięcia, te miejscowe przegrzania to nie jest jakiś duży ból, ale możliwe, że to to sprawia, że unikam strzyżenia.
Spędziłam u niej 1,5godziny. Byłyśmy tylko we dwie. Nie dzwonił telefon, nie wchodzili ludzie. Nawet chyba radio nie grało. Cisza. Spokój.
Znikła zgaga. Znikł ból głowy.
Wróciłam do domu, powalczyłam godzinę z pracą, wreszcie uznałam, że się nie da. Zwinęłam się na swojej kanapce w kwiaty…i odpłynęłam. Odpłynęłam łagodnie, bez snów, tylko tak powoli zapadając w nicość…w takie ciepłe, otulające błotko.

13 myśli w temacie “56/2020

  1. Dla tego samego lubię chudzić do fryzjera. Nawet tylko umyć głowę. Ale u nas fryzjerzy otworza sie na końcu a potem będzie ścisk wiec nie wiem kiedy dotrę, może jesienią. 😦

    Polubienie

    1. ja dotąd nie lubiłam, bo to szarpanie, filcowanie, wklepywanie tysiąca mazideł a każdy o intensywnym zapachu, potem to przypiekanie suszarką, szum wokół głowy, ryk suszarki, znowu szarpanie, jaskrawe światło do tego i jazgot radia
      brrrr
      od wielu lat chadzam w zasadzie tylko do znajomych fryzjerek, ale i tak nigdy nie było to nic przyjemnego. Aż do wczoraj

      Polubione przez 1 osoba

  2. To może to stres? jest przyczyną bólu, a przynajmniej w jakimś stopniu. Trochę zazdroszczę, ja dostaję gęsiej skórki, jak tylko fryzjerki zaczynaja mi masować głowe, więc chodze zawsze z umytą, brr. A teraz mam dodatkowy problem, bo przez ostatnie cztery lata obcinałam sie w Krakowie, a tu w okolicy nie ma nikogo sensownego:(

    Polubienie

    1. ikroopka – stres na bank. Problem w tym, że ja go nie czuję. Zgaduję po zachowaniu ciała, ale uczucia znowu za firewallem, szlag. Nigdy się tego nie wyzbyję. Że coś się dzieje niedobrego z uczuciami powie mi moje ciało i rozumowa dedukcja. Taki los nadwrażliwego dziecka wyrastającego w niezbyt dobrej rodzinie :/

      Polubione przez 1 osoba

  3. Aż mi się chce zakrzyknąć „Moja Ty Siostro, której nigdy nie miałam !”. Zero makijażu, eleganckich ubrań i butów, zero biżuterii, do pracy sweter, dżinsy i „coś adidasopodobnego”… jak MUSZĘ iść na imprezę raz na 3 lata, to mam dylemat, bo z szafy nic wyjąć nie mogę, bo pokurczone jakieś… Zero kosmetyczki, nie cierpię, jak mnie ktoś mizia po twarzy. Fryzjer tylko kiedy muszę (a muszę bardzo, miałam iść w tygodniu, w którym zaczęło się zamknięcie…), oczywiście żadnych farb, tylko obcinanie tych moich trzech włosków na krzyż…

    Polubienie

    1. cytrynka – nigdy nie nosiłam butów na szpilce. Przez krótki czas chadzałam w butach na niewysokim słupku. Och…pamiętam te buty: miłość od pierwszego wejrzenia, z wzajemnością. Były doskonałe, z doskonałej skóry, doskonale się natychmiast dopasowały do stopy. Nosiłam je dwa lata niemal bez przerwy. Jak się wreszcie rozsypały to nie było co ratować. Żadne inne potem już mi tak nie leżały.
      Ciuchów wyjściowych nie mam. Tzn teraz mam jedną sukienkę, bo w grudniu przecież Litwinom świadkowałam.
      Najbardziej eleganckie to mam czarne spodnie na kant. Wkładam do nich czarne sztyblety i jakąś bluzkę.
      Puder -fluid mam chyba sprzed 3 lat. Tuszu do rzęs nie używam, bo mi drażnią oczy. Ale mam czarną kredkę Idun – hypoalergiczną. Ostatni raz użyłam jej w grudniu na ślubie ;D
      Z biżuterii mam gdzieś złoty i srebrny łańcuszek. Gdzie? Sama nie wiem. Nie noszę. A, mam też zegarek na rękę. Na pasku. Noszę go w kieszeni kurtki 😀
      Chciałabym się kiedyś poddać stylistce i patrzeć jak się gimnastykuje by ze mnie zrobić kobietę elegancką 😀

      Polubienie

  4. włosy można z powodzenie samodzielnie pofarbować w domu. Robiłam tak wiele razy, nigdy nie były zielone i nigdy nie wyłysiałam. Inna rzecz, że miałam zawsze (i nadal mam) tyle włosów, że wystarczyłoby na trzy głowy.

    Polubienie

    1. Ja chodze do jednej, ciagle tej samej fryzjerki, bo nigdy jeszcze nie wyszlam od ktorejs zadowolona. No i na poczatek biore 3 granulki homeopatyczne na nerwy (niena widze, jak mi sie dotyka glowy, a przyznasz, ze trudno obciac wlosy nie dotykajac tejze, tak ze cos na nerwy musze cos wziac, zapachu waleriany nie znosze, wiec tylko homeopatia zostala). Chodze zazwyczaj raz na 2 miesiace, w zimie nie chcialo mi sie jechac 50 km, potem wymyslilam, ze pojde na poczatku kwietnia, bedzie w sam raz na Wielkanoc. No a w marcu nas zamkneli. I teraz zapuszczam warkocze. Kiedy wypuszcza – nie wiem, w zwiazku z tym zapuszczam warkocze… Teresa

      Polubione przez 1 osoba

  5. Ja kiedyś chodziłam w miarę często do fryzjera, ale od kiedy nie chodzę to lepiej wyglądam;) Tzn przestałam farbować (po co ja w ogóle to robiłam??) a w długiej fryzurze mi lepiej. Jak spinam. Mam bardzo cienkie włosy, podobno nie jest ich mało, ale są cienkie, co ja bym dała za tyle włosów, co ty! Jedyny plus, że nie siwieję – mam 45 lat i naprawdę ani jednego siwego włoska:) więc nie muszę farbować. Za to mój Mi kompletnie siwy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s