53/2020

Obejrzałam wczoraj Joe Black. Jaki długi!
To dziwne, ale nigdy dotąd nie obejrzałam tego filmu w całości. W ogóle nie widziałam tego filmu chyba więcej niż 2-3 razy.
Zachwycił mnie Brad Pitt, jego chłopięcy urok i subtelna gra.
To jak zjada masło orzechowe po raz pierwszy, odkasłuje lekko…Ciekawe czy naprawdę jadł to masło i mu gardło zakleiło czy to gra?
Inna scena, która mnie zachwyciła to ta przy łóżku umierającej kobiety.
On – ręce na ramie łóżka, broda na rękach.
Kobieta go pyta czy się zakochał. A on potakuje tylko głową, lekkim kiwnięciem. A czy ona cię kocha? I wtedy widać grę na jego twarzy: niepewność, drgnięcie brwi, coś takiego jakby cień uśmiechu i kolejne skinienie głową.
No chłopiec przy łóżku babci. A potem odkryłam, że w tym filmie miał 35lat! Ależ to ładny chłopiec był.
Film też ładny, z klimatem, z powolną akcją.
Ładny, dobry film. Coraz trudniej o takie. Fascynuje nas zło, szybka akcja, niejednoznaczne zakończenia. Ale czasem trzeba bajki.

Czytam Pszczoły i grom w oddali – Riku Onda. Ładne, intrygujące, wciągające. Mam dopiero 20% przeczytane, ale przeczuwam, że to może być dobra opowieść.
Lubię pisarzy japońskich. Niby Japonia to coś zupełnie innego niż tzw Zachód, a jednak łatwiej mi czytać literaturę azjatycką niż amerykańską.
I to nie to, że się uprzedzam (Gdzie śpiewają raki, 10 randek w ciemno czy Wielka Samotność były piękne!) ale najczęściej sięgam po książkę, z mozołem przebijam się przez kolejne strony, kolejne i kolejne, dochodzę do połowy, do 75%, a nadal nie czuję chemii między mną a bohaterami, między mną a pisarzem, książka nudzi śmiertelnie, uczucia bohaterów są dla mnie absurdalne, a zachowania nieadekwatne do sytuacji, męczę się z poczuciem, że czytam jakieś wypociny grafomana, a to podobno dzieło, bestseller i w ogóle…
Tak np. było ze Szczygłem Donny Tratt. Nuda, nuda, nudaaaa…
Mam np. na czytniku od wielu miesięcy Braci Burgess Elizabeth Strout. Przebiłam się przez jakieś 10% i nie mogę za żadne skarby świata iść dalej. I tak było z wieloma, których już nie pamiętam nawet.

W Szwecji wiosna, ale kapryśna. Wieje wciąż, najczęściej z północy lub północnego-wschodu, a wtedy jest lodowato mimo słońca.
Na mieście jakby mniejszy ruch. Odkryłam, że wiele sklepów pracuje krócej- albo otwierają później, albo zamykają wcześniej. No tak: ludzi mniej to personel na tzw permittering czyli częściowej obniżce etatu. Ze 100% można zejść nawet do 20% czasu zatrudnienia. Pracownik zamiast 40 godzin, może pracować tylko 8. Ale wynagrodzenia dostanie 90%. Pracodawca płaci za realny czas pracy, do 90% dopełnia państwo, ale na wniosek pracodawcy. W dodatku na czas pandemii anulowano prawie w całości opłaty socjalne za pracowników. Płaci się tylko składki emerytalne. Czyli zamiast 31,42% od płacy brutto płaci się 10,21%. Działa to z automatu, bez specjalnych wniosków – dla wszystkich zatrudnionych. Zdaje się, że tacy jak ja – czyli ludzie pracujący w firmach na własne imię i nazwisko będziemy mieli te obniżkę uwzględnioną w deklaracji rocznej. Wynika to z tego, że w Szwecji opłaty socjalne czyli po polsku składki ZUS są składową częścią podatku dochodowego i zależą od osiągniętego dochodu czyli zysku.
Na wczoraj na godzinę 14 00 były w Szwecji 13 822 potwierdzone przypadki choroby. Z czego najwięcej w regionie sztokholmskim. Zmarło do tej pory 1511osób. Co daje zatrważającą statystykę… jeśli się nie wie, że te prawie 14tys, to są tylko zacorowania potwierdzone testami. A testy robi się, gdy ktoś wymaga pomocy medycznej lub sam jest medykiem.
W sklepach przybywa zabezpieczeń. Jakiś czas temu zawisły w kasach szklane przegrody, mające oddzielić pracowników od płacących klientów. W wielu sklepach przestano całkowicie przyjmować gotówkę. Nie jest to jakiś wielki problem, bo obrót bezgotówkowy jest tu powszechny już od co najmniej 11 lat.
Od kilku dni kasjerki noszą rękawiczki. A w piątek przy wejściu pojawił się spirytus.
Nadal jest spokojnie, nadal się nie zamykamy, znajomi spotykają się w plenerze i nie obejmują na powitanie.
…a dziś rano, dwie godziny temu, Yankie wyszedł ze swego pokoju i poinformował mnie, że czuje się przeziębiony: ma kaszel i boli go gardło. Żadnej gorączki, żadnego bólu mięśni, kłopotów z oddychaniem.
Korona? Alergia czy zwykła infekcja?
Czas pokaże.
Wg zaleceń – on ma zostać w domu, reszta, póki nie ma symptomów, funkcjonuje normalnie. Żadnych maseczek się nie zaleca.
No to czekamy…
Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej inkwizycji, ja też nie się nie spodziewam, ale …

7 myśli w temacie “53/2020

  1. W Polsce często się słyszy: mało zgonów, mało zachorowań, bo mało testów robią. Ale nikt nie zna żadnego chorego i nawet w okolicy o takim nie słyszał. To co, mają testy zdrowym robić? Test nie daje gwarancji zdrowia, dziś negatywny boś zdrowy, jutro możesz zachorować. I co ci po teście? Ale ludzie nie rozumieją…
    Wiosna to czas przeziębień, nie każdy kaszlący i chrypiący choruje na koronawirusa, spokojnie.
    Jakiś czas temu postanowiłam wreszcie przeczytać „Nieznośna lekkość bytu” Milana Kundery. Trzy czy nawet cztery razy zaczynałam i nie mogłam skończyć. Poszła leżakować na półce, po długim czasie wzięłam do ręki i przeczytałam z wypiekami na twarzy do końca. Sądzę, że o odbiorze książki lub filmu decyduje nasz stan ducha w danym momencie.
    Wczoraj z podpowiedzi Luci przeczytałam Idealne dziecko, książka też mnie wciągnęła i podobała mi się. Z opisu na okładce wynikało, że to kryminał, thriller… A dla mnie to dramat psychologiczny, bo zobaczyłam tu dramat rodziny, dramat dziecka skrzywdzonego przez los, bezradność służb medycznych i społecznych. Nic paranormalnego, żadnego Kinga, żadnego strachu.
    Wspomniany przez Ciebie film kiedyś obejrzałam, też mi się podobał, ale jakos nie mam ochoty powtarzać. A Brad Pitt najpiękniejszy był w thrillerze „Siedem”:)
    Pozdrawiam

    Polubienie

  2. to samo ja mówię, że testowanie zdrowych, bezobjawowych jest bez sensu. Ale może takich z objawami warto? Tylko w sumie: po co? Testy są drogie, leczenia innego niż przy każdej innej infekcji się nie stosuje. Dopiero ktoś, kto jest w złym stanie wymaga pewnie testów. Raz ze względu na sposób leczenia, dwa- ze względu na personel i innych chorych w szpitalu.

    Może masz rację, że książka musi trafić w nastrój…
    Idealne dziecko też było dla mnie bardziej dramatem niż horrorem. Uświadomiła mi ta książka, że psychopaci, socjopaci, seryjni mordercy też byli dziećmi, nie pojawili się na świecie jako osoby już dorosłe. Znam z opowieści dziecko podobne do tej dziewczynki z książki. No, nie jest tak drastycznie, ale …

    Polubienie

  3. Z pewnością to wiosenne przeziębienie, ale ręka na pulsie. A co do Idealnego dziecka… ja się bałam przy czytaniu, chociaż rozsądek podpowiadał mi rozważenie w innych aspektach.
    Fakt, ze czytanie wciąga.
    Szwecja wciąż stanowi unikatowy kraj wśród innych. Co do testów mam inne zdanie. Im więcej testów tym więcej można osób odizolować.. Zawsze wychwyci się jakąś grupę już zainfekowaną.

    Polubienie

    1. Lucia, testy tak, ale tylko tam, gdzie ktoś już ma infekcję. Np tak jak mój syn teraz – wiedząc, że to np. korona uprzedzamy znajomych i sąsiadów, sami przestrzegamy zasad bardziej niż zwykle albo wręcz zamykamy się w domu póki objawy nie miną.
      Ale u człowieka, który nie ma żadnych objawów? Jaki ma to sens? Siedzisz w domu, robisz test – zdrowa. Za chwilę wychylasz się przez okno, opierasz dłonie na parapecie, nie wiedząc, że sąsiad z góry właśnie przed chwilą kichnął… Już łapiesz…albo nie…Musiałabyś test robić przynajmniej codziennie. Bez sensu.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s