52/2020

Wczoraj wieczorem skończyłam czytać „Była sobie rzeka”.
I jestem rozczarowana. Tyle się naczytałam, że to takie piękne, że powieść totalna (co to w ogóle znaczy?), arcydzieło…
A ja widziałam owszem – dobry styl, bogaty język, ale cała reszta…Taka opowiastka w stylu Karola Dickensa. Dobro wygrywa, zło jest ukarane.
Nudziłam się śmiertelnie. I nawet poznanie losów ostatniej z dziewczynek ani mnie grzało ani ziębiło…Zabrakło tego czegoś…
O. Teraz na to wpadłam: przerost formy nad treścią.

Poza tym gnam z robotą. Muszę nadrobić stracony czas jak najszybciej, bo już kolejne zadania pukają do drzwi.
Wczoraj zadzwonił do mnie klient, który utknął w Polsce. Robię mu tylko rozliczenie roczne. I okazało się, że choć jakimś przypadkiem jego deklaracja papierowa dotarła do niego, to nie ma opcji by ją wysłać, bowiem podobno Poczta Polska odmawia wysyłania listów do Szwecji.
Jeśli to prawda, to tym na górze już chyba wszystkim rozum odebrało.
Namówiłam pana by po prostu zaczaił się przy terminalu Stena Line i poprosił pierwszego lepszego kierowcę o wrzucenie listu do skrzynki.
A potem uświadomiłam sobie, że znaczek! Kiedyś Skatteverket do deklaracji dołączał kopertę, na którą nie było trzeba znaczka…Czy teraz też tak robi? Nie mam pojęcia, bo od lat nie dostaję nic na papierze. I coraz mniej ludzi dostaje, bo elektroniczne dostępy i podpisy upraszczają sprawę. Pan ma problem, bo pracując w Szwecji, ale mieszkając na stałe w Polsce nie ma personnummeru czyli szwedzkiego numeru pesel. Ma tzw samordningsnummer – to numer porządkowy, w którym do daty urodzenia dodano 60. A ten numer nie daje dostępu do usług elektronicznych. (Właściwie dlaczego nie??) No, ale nie…
Przy okazji z panem pogadałam. Bo przyjechał do Polski, bo szef wymówił pracę, bo korona…Pytam co z wynagrodzeniem. A pan, że nie wie…Więc mu zaczęłam tłumaczyć, że ma prawo do częściowego wynagrodzenia, ale to jego pracodawca musi złożyć wniosek…
Okazało się, że pan nawet nie do końca wie jaką ma umowę. Bo to po szwedzku. Dobrze chociaż, że te umowę miał. Podsłał mi zdjęcie. Pytam go, a co z urlopem, czy wykorzystał…Jaki urlop?! No normalny, wypoczynkowy, przecież ma prawo do 25 dni, to skoro nie pracuje to niech ten szef chociaż jak urlop to potraktuje. Ale on nigdy nie był na, a pracuje tam już 5 lat. I szef to na pewno nie wypłaci…
Ochrzaniłam chłopa… chłopa – toż to dzieciak, rok starszy tylko od mojej córki.
Akurat w szpitalu na drugim końcu Polski, leży jego kolega, taki prawie w moim wieku, z rakiem. Też mu robię rozliczenie roczne.
Jak można tak bardzo nie pilnować własnych interesów? Pracują daleko od domu, mieszkają na gromadzie zazwyczaj, jedzą to, co przywiozą sobie z Polski, a są to najczęściej najtańsze konserwy. Pracują po 12 godzin dziennie, po sześć dni w tygodniu. I nie znają swoich praw. Potem przychodzi choroba i…są w czarnej dupie. Bo np. nie wiedzą, że leczyć mogą się w Szwecji, że przysługuje im zasiłek chorobowy, ale najpierw muszą być zarejestrowani w Försäkringkassan czyli odpowiedniku polskiego ZUSu. Z tym, że w Szwecji to człowiek rejestruje się sam a nie jego pracodawca. Pracodawca, jak jest porządnym człowiekiem i ma niewielką załogę to może pomóc, dopilnować. Jak ma ponad sto osób zatrudnionych to trudno by każdemu matkował.
Tak się zadumałam.
Szkoda mi trochę tych ludzi, a trochę mnie złoszczą, że widzą tylko „piniądze” a nie widzą życia. Tyrają, żeby w Polsce postawić wielką chałupę, kupić telewizor na pół ściany, opłacić dzieciom studia. Tylko te dzieci ich nie znają. Domem i telewizorem nie mają się kiedy cieszyć.
Nie dochodzą swoich praw, nie pilnują ich, żyją „jakoś to będzie”. Znałam wielu takich – eM ciagle z takimi pracuje. Na początku każdy mówi „ja tylko na chwilę, żeby dom wykończyć, żeby coś tam”. A potem nie wiadomo kiedy przelatuje całe życie. Dzieci obce, żona nie swoja, a za plecami alkoholizm się czai, bo co robić w jedyny wolny wieczór jak telewizja w obcym języku, a w mieszkaniu wszyscy piją. Niektórzy na początku usiłują coś robić: pojechać gdzieś, coś zobaczyć, jakieś ryby może połowić. Potem już żyją tylko w rytmie wyjazd-przyjazd. Pomiędzy tym reset czyli urżnięcie się w każdą sobotę… I tak aż do jakiegoś nieszczęścia, choroby najczęściej.
Straszne życie.


11 myśli w temacie “52/2020

  1. To jest własnie to drugie oblicze emigracji. A może pierwsze? i w Italii jest teraz sporo problemów. Praca na czarno… brak mieszkania, bo przecież badante pracuje w mieszkaniu podopiecznych. Pracodawca nie płaci czyli rodzina, bo sam nie zarabia. Granice zamknięte. Nikt takiego scenariusza nie przewidział.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Mam troche rodziny w Stanach, długo by opowiadać, to zycie w rozkroku, z b. różnym konsekwencjami.
    Kasia, a „Olive Kitteridge” albo cos innego Elizabeth Strout czytałaś? Mogłas ogladac, jest mini serial. Jakby co – czyta się:)

    Polubienie

    1. ikroopka – Nie, nic nie czytałam tej autorki. Mam na czytniku Braci Burgess, ale co zaczynam to mnie nuży i odkładam. Oglądałam serial Olive Kitteridge…nie zapałałam sympatią ani do bohaterki ani do kogoś innego…Mnie zazwyczaj nie podchodzi amerykańska literatura, bo tok myślenia jest jak dla mnie całkowicie niezrozumiały, emocje dziwne i dziwny sposób ich ukazywania.
      Ludzi się zachwycają Szczygłem Donny Tratt…a ja zmęczyłam do połowy, a potem się poddałam, bo nuda…taki zapis minuta po minucie niemal…
      Więc chyba do mnie nie trafi ….może na razie? Może to trzeba dorosnąć?
      EMigracja do USA to już w ogóle hardcore. Mój znajomy trochę mi opowiadał, zmieniał mieszkania co jakiś czas, i wciąż szukał wśród Polaków bo najtaniej, ale co to za panoptikum to naprawdę…

      Polubienie

  3. Na początku kwarantanny pobiegłam Pocztę bo myślałam, że poleconych nie przyjmują. Pani mi powiedziała, że przyjmują, ale za granicę to nie. Za to znaczek w Polsce można kupić przez internet. Nie sprawdzałam, słyszałam.
    Znam.Polakow, którzy pracują tam „u Ciebie”, zostali ściągnięci przez Polaków, którzy pośredniczą w tym procederze, ściągając za to niemałą prowizję. Ale cóż… sama zatrudniamy Ukraińców od Ukraińcy, który bierze za to haracz… Niestety mają tak skonstruowane umów, że często mam związane ręce i nie mogę ich zatrudnić bezpośrednio…

    Polubienie

    1. salmiaki – fatalne umowy to inna rzecz. Generalnie w obrębie Unii każdy pracodawca ma jakieś tam obowiązki wobec pracownika, marne to prawo, ale chroni ludzi choćby w minimalnym stopniu. Tylko co z tego jak sami ludzie nie znają swoich praw, nie chcą ich dochodzić, nie chcą żądać od szefów tego co wg prawa im sie po prostu należy…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s