50/2020

Ból! Ból! Ból!
Rozdzwoniły się wszystkie dzwonki, wyrwały mnie ze snu, postawiły niemal do pionu.
W uszach piszczy. W głowie dudni. Mózg huśta się na huśtawce. Gorąco, duszno…
Okno otwarte, jak zawsze, ale nie czuć ruchu powietrza – też jak zawsze. Zimno liże mi stopy.
Czemu boli? Czemu tak bardzo? Spałam? Przed chwilą brałam ibuprofen bo wybudził mnie ból. Nie zadziałał? Brałam? Brałam na pewno. Była dwunasta. Pewnie jeszcze nie zadziałał…Która godzina? Lampka, ta na oknie, bo daje słabe światło. Drżące palce po omacku szukają właściwego przycisku na pilocie. 2.
Druga? Druga godzina? Jak druga? Była dwunasta, brałam tabletkę, bo głowa zaczynała boleć, a teraz boli jeszcze bardziej. Kolejna tabletka? Nie, nie pomoże, skoro pierwsza nie pomogła…
To na pewno zaraz przejdzie…może źle leżałam…jak leżałam? Na plecach? Na boku? Nie wiem… ale to zaraz przejdzie… zaraz przejdzie… zaraz… przejdzie…
Huśtawka mózgu i jego bolesne odbijanie się od skorupy czaszki. Łup-Łup! Dum-dum-dum gdzieś w środku. Wiiiiiiiiii – w uszach. Ciśnienie?
Gdzie aparat?
120/78. Czyli w normie.
Zimnooooo… Boliiiiii… Światło boliiiiiiii… Palce szukają przycisku. Ciemność. Trochę ulgi.
Nogi w kokardkę na łóżku. Tułów pionowo. Głowa ważąca tonę na pięściach, łokcie na kolanach….Drzemię? Może tak jak uczyła Erika -kiropraktorka: na brzuch, głowa równo z grzbietem, nie na bok – prosto, podparcie pod czoło żeby dać powietrze…Odciążyć mięśnie karku, kiedyś pomagało, teraz już nie, ale może teraz…
Wdech-wydech, wdech-wydech. Coś się przemieszcza w żołądku, miękną mi żuchwy…Do łazienki. Krok chwiejny, obijam się o ścianę, kwaśna fala podpływa do gardła i cofa się.
Nie przejadłam się. Dlaczego? Nie jadłam tuż przed snem. Nie jadłam nic, co zakazane. …Migrena..? Sumatripan? Wydłubuję tabletkę, łamię na pół. Cała jest za silna. A może? Nie, jak za dużo to jeszcze potem gorzej… Woda… może za mało wypiłam w ciągu dnia? Piję drobnymi łyczkami, popijam tabletkę, zmuszam się do wypicia większej ilości. Godzina? Znowu szukanie przycisku.
2:15.
Duszno, gorąco. Chcę zimna, świeżego powietrza. Na spacer? Na zewnątrz z dudnieniem przyjeżdża jakieś auto, ktoś gada, śmieje się…No tak małolaty z imprez wracają. Nie wyjdę, boję się. Skarpetki. Kurtka. Balkon. Na zewnątrz deszcz, ale sięga tylko połowy balkonu. Siadam na krześle. Kaptur otula mi głowę. Latarnie wbijają się w mózg tysiącem igieł. Jedna stoi na wprost mnie, jej ostre ledowe światło sprawia, że znowu robi mi się niedobrze. Zimno po nogach, trzeba było wziąć koc. Zimno. Za zimno. Wiatr hula, wpada we wnękę balkonową, odbija od ściany uderza we mnie. Za zimno. Do domu. Wytrzymać. Wytrzymać. Za piętnaście minut będzie lepiej…Zadziała sumatripan. Piętnaście minut.
Chodzę. Okno w sypialni-korytarz-przedpokój-gabinet-okno.
Jedna runda, druga, kolejne. Ile czasu? 12 minut. Jeszcze tylko 12 minut.
Kawa? Nie chcę, ale kawa pomaga. Nie zniosę jazgotu młynka, nie zniosę warkotu. Czajnik szumi, jak głośno! Ale jak kawa? Przecież ziarenka…a nie, prawda, mam tę resztkę mielonej. Kawa czarno wypełnia kubek.
Pić? Nie pić? A jak zrobi się gorzej? Niech stygnie…zobaczę potem. Zimno…Pod kołdrę…Huśtawka przyspiesza, wizg głośniejszy, ciałem trzęsą dreszcze, duszno…
Znowu spacer -łóżko-okno-korytarz-przedpokój-gabinet-okno i z powrotem. I jeszcze raz i jeszcze raz. Zimnoooo. Nie mam…nie mam siły. Już… powinnam… czuć… ulgę… Godzina? 2:30. Nie? Nie działa? nie działa…nie pomoże… to… co… teraz?
Łyk kawy. Mały. I jeszcze jeden. A-jak-będzie-gorzej-?
Zimnoooo…Pod kołdrę…nieeee… Znowu-będzie-gorzej. Dreszcze, zęby szczękają. Kołdraaa-na-plecyyy…
Boliiiiii…Gorąco, powietrzaaa…Spacer od nowa. 2:45. Prawie trzy godziny od ibuprofenu. Można alvedon? Może pomoże?
Paracetamol 2:45. I dalej spacer. Chybotliwy krok. Zimno. Dreszcze.
Łóżko. Usiądę. Ostrożnie oprę głowę o ścianę. Ostrożnie. Może. Mi. Pozwoli. Oczy. Zamknąć. Zimno. Kołdra. Stopy tylko bo… Spałam? Godzina? Pilot. Światło – BOOOOLI!!! 2:50. Zgasić.
Oprzeć. Bokiem. W rogu. Tak. Jasiek. Pod. Szyję. Tak. Oddychać. Wdech. Wydech. Wdech.
Spałam? Jasno! Siódma? Spałam…Boli? Ucisk z gardle – jak zawsze po sumatripanie. Pisk w głowie. Lekkie uderzenia, jak echo odbijanej piłki tenisowej. Prawie nie boli. Kawa.
Tosia czeka na spacer.
Dzień zmartwychwstania podobno.
Żyję. Zmartwychwstałam? Do następnego razu.

18 myśli w temacie “50/2020

  1. Niesamowicie sugestywny opis migreny. Miałam takie trzydniówki. Teraz z wiekiem migreny są rzadkością. Nie wiem czy próbowałaś rozpuszczalnej aspiryny „C” ale oryginalnej Bayera.
    Mnie pomaga a wpadłam na na to w Italii. Jeden z moich znajomych brał ja na migrenę własnie. I kiedy zabrakło mi polskiej piiralginy, którą przywoziłam z kraju zaaplikowałam sobie. Z dobrym skutkiem. kawa kiedy wstaję z bólem głowy nie migrenowym też pomaga.
    Poza tym ciemno, cicho i ciepło. Najlepiej poduszka na głowę . Jak masz to elektryczna. Kiedyś siedziałam z glową na kaloryferze całą noc, bo nie miałam piralginy.
    Ale najważniejsze, ze lepiej. Uściski ostrożne.

    Polubienie

    1. Lucia – to raczej nie migrena. Na migrenę pomógłby sumatripan. Ciepło na głowę w tym wypadku to zabójstwo – ciepło nasila ból i daje dodatkowe efekty. Aspiryna wykluczona – mój żołądek jej nie toleruje salicylanów. W Szwecji jest TREO – salicylan+witamina c+(chyba) paracetamol. Podobno pomaga wielu ludziom. Nie odważyłam się spróbować, ze względu właśnie na ten saliclan.
      Ja obstawiam niedotlenienie – bezdech senny czy jak się to zwie. Czasem chrapię: wiek +waga dają efekty.
      Ciekawa jestem czy podanie tlenu mogłoby pomóc. Za niedotlenieniem jest jeszcze jeden argument: ciągłe zmęczenie i uczucie senności. I jeszcze jedno: mam wrażenie, że taki ból spada, gdy śpię na wznak, z głową przechyloną w prawo.
      Ale na resztkowy ból, taki jak w tej chwili dobrze robi mocna, bardzo słodka herbata z dużą ilością cytryny

      Polubienie

      1. To rzeczywiście niewesoło. U mnie ból głowy spowodowany niedotlenieniem objawia się bólem w tyle głowy. Przykro mi. Życie z bólem a w moim przypadku z nerwobólem potrafi je skutecznie utrudnić ***

        Polubione przez 1 osoba

  2. A może to pogoda?jej zmiany? ja dzis pół nocy zasypiałam i budziłam sie z okropnym bólem pleców, takim konkretnie odczuwanym, a trudnym do opisania, pokazania palcem; on sie powtarza nie wiadomo dlaczego, ja kojarze najbardziej ze zmianami meteo, co, oczywiście, nie znaczy, że to jedyny powód. Pocieszam:)

    Polubienie

    1. Pogoda też. Cały dzień czułam ból stopy, wreszcie musiałam ją zawinąć w bandaż elastyczny, bo rwała niemiłosiernie.
      Plecy mogą boleć od napięcia, stresu. A, powód do stresu masz jak wszyscy w Polsce i to nie tylko związany z koroną. Ale oczywiście zmiany pogody też dają do wiwatu zwłaszcza jak gwałtowne.

      Polubienie

  3. Nie myślałam, że tak może wyglądać migrena i stanu z nią związane. Mnie na szczęście zostało oszczędzone. Choć drętwienie rąk w nocy przeszkadza mi dobrze wypocząć i ból wybudza mnie ci noc z najgłębszego snu.
    Mimo wszystko spokojnych Świąt Wielkanocnych.

    Polubienie

      1. Jak będziesz miała siły i ochotę to napisz mi na prv co ci poradziła chiropraktyczka(?). Ja powinnam pójść na masaż albo do osteopaty bo moje przypadłości mają związek ze zbyt dużym napięciem mięśni szyjnych. Ale w tej chwili to marzenie nomen omen ściętej głowy. Buziaki

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s