161.

Te dwie…nigdy mnie nie przestaną zaskakiwać. I zachwycać.

Zozo.
Pożarła dwa gołąbki przechowane w zamrażalniku specjalnie dla niej. Najpierw się kłóciła żeby nie podgrzewać ich za mocno bo będą za gorące i będzie musiała czekać.
Pożarła dwa jednym kłapnięciem, bez kartofli, bez chleba. Bez sosu/ketchupu/smażenia. Gołe, z wody. A gołąbki były spore – każdy większy niż moja pięść. Pożarła i jęczy, że jeszcze by coś niecoś pojadła.
-Masz babciu krakersy?
Nie mam. Mam precelki. Chce. Mam bagietkę czosnkową. Jeszcze bardziej chce.
– Mam zoozoole…- rzucam od niechcenia i czekam na ten moment: otwarte szeroko oczy, uniesione brwi i uśmiech od ucha do ucha…A tu nic.
– Wprawdzie mama prosiła, żebyś nie jadła w tygodniu…Myślisz, że jak dam ci dwa to będzie to bardzo źle?
Dziecko patrzy na mnie poważnie i kiwa głową. (Ups…! I co babciu, głupio ci teraz? Jeszcze jak!)
– Dałabyś mi na sobotę? – pyta Zozo.
Pewnie, że bym dała!

Czy mówiłam, że moja wnuczka najniezwyklejsze dziecko na świecie? I najładniejsze?

Tosia.
Byłyśmy przed chwilą na spacerze. Podjechał autobus miejski (mamy tu nawet 2 linie!) i wysypała się z niego gromadka dzieci. Każde z wielką torbą i kaskiem. Acha, idą na lodowisko zrobione na Torget.
Tosia wrosła w ziemię. Wyprężyła się, opuściła ogon, głowa do przodu, boki pracują mocno czyli skamle bezgłośnie. Prezentuje cały swój urok, a te dzieciaki idą przed jej nosem rozgadaną, kolorową gromadką i nic! Nie zwracają uwagi na piękno Tosi. Nie szkodzi. Spoglądam na pysk a tam rozlana błogość i…przysięgłabym: uśmiech! Tosia kocha dzieci najbardziej na świecie. Kocha też osoby niepełnosprawne umysłowo i te z zespołem Downa. Nie wiem skąd ona wie, że to są szczególne osoby, ale na ich widok zawsze przybiera taką zachęcającą postawę jak teraz do tych dzieciaków.
Dzieciaki przeszły. Odczekałam chwilę i ruszyłam za nimi, bo czas do domu a droga prowadzi właśnie obok lodowiska. Mogłabym też iść z innej strony, trochę dalej od lodowiska, ale Tośka ciągnie w tamtą stronę, a mnie bez różnicy.
Kolorowa, gadatliwa gromadka rozsypała się pomiędzy lodowiskiem a fontannami – poprzysiadali na ławach, zmieniają buty. Tosia nieruchomieje, wodzi wzrokiem. Nadal nikt..? Nie? To poczekajcie…
Fotanna z dziewczyną i delfinem stoi w dość głębokim i dużym basenie. Jego obrzeże jest wyłożone kamiennymi płytami o szerokości mniej pół metra. I takiej samej wysokości. Tosia czasem tam włazi, ale rzadko, bo kamienie są śliskie, zwłaszcza jak wilgotne. Teraz po prostu się tam wspina i zaczyna wędrówkę. Ale jak?! Wyciągnięty krok, prosta sylwetka, ogon nisko, głowa prosto…Jakby szła na wystawie! Patrzcie i podziwiajcie! No patrzcie! Patrzcie!
Dopięła swego jedna dziewczynka w okularach zerka. Mówi coś do koleżanki. Koleżanka też zerka. I jeszcze śniady chłopiec w oliwkowej kurtce. Dziewczynka w okularach mówi głośno:
– Jaki śliczny vove*!
Uśmiecham się. Tosia się zatrzymuje. Czeka… Jest!:
– Får man klappa? (Można pogłaskać?)
Zezwalam, bo przecież nie będę taka.
Dziewczynka podchodzi głaszcze Tośkę, Tośka ma pysk na wysokości twarzy dziecka i obie są jednakowo zachwycone. Podchodzi druga, Tośka złazi z wybiegu obramowania. Wdzięczy się teraz bezczelnie między dwiema dziewczynkami. Podchodzi chłopiec w oliwkowej kurtce. Teraz to już pełnia szczęścia. Aż troje ludzi skupionych tylko na niej. Małych ludzi! A to się liczy podwójnie! Już widzę: łapy zaczynają się coraz mocniej odrywać od podłoża, zaraz skoczy na któreś i przewróci. Kończę zabawę krótkim ale grzecznym:
– Już wystarczy.
Dzieci odchodzą bez protestu, oliwkowy serwuje Tośce ostatnie głaśnięcie. Tośka wyraźnie chciałaby wpaść w tłumek, polatać między wszystkimi, porozdawać buziaki. Odciągnęłam ją. Znowu boku pracują mocno – znowu cichutkie skomlenie- skarga.

A to małpa zielona! Specjalnie wlazła na tę fontannę! Chciała na siebie zwrócić uwagę i wiedziała jak to zrobić!

Pozwalam jej na takie zaczepki, bo chcę by lubiła ludzi i lgnęła do nich. Kto wie co się może zdarzyć? Na szczęście Szwedzi na ogół lubią zwierzęta, nie krzywdzą i wiedzą jak się do nich odnosić. Ot, choćby te dzieci. Żadne nie rzuciło się na psa bez pytania, oliwkowy chłopiec najpierw podsunął rękę do nosa a potem głaskał po szyi, nie po głowie. Ma w domu psa na bank!

Są rzeczy w Szwecji, których nienawidzę. I takie, za które tę Szwecję kocham. Stosunek do zwierząt jest jednym z nich.

*vove – szwedzkie, pieszczotliwe określenie psa od angielskiego wow-wow

2 myśli w temacie “161.

  1. O matko, jak mnie brakuje tego żeńskiego elementu. Nie żeby faceci byli be, wbrew przeciwnie:), ale po wielu latach z facetami małymi i dużymi lgnę do dziewczynek większych i mniejszych. Bo wiedzą i czują to wszystko czego facet nie zauważy.
    Dziś zaproponowali mi uratowanie samojeda, psa z hodowli. Oj, wzięłabym sobie sukę, choć tyle mojego by było!

    doceniadziemadros

    Polubienie

  2. oj, rzeczywiście faceci cię zdominowali, bo nawet pies to facet, nie?
    eM i ja od zawsze wolimy psie dziewczynki. Są milsze, wierniejsze i nie pchają tak nachalnie nosa w krocze 😉
    Ale jak już będę stara i nie będę miała siły na psy to będę miała koty. Same Kocury. I żeby choć jeden był jak mój Mrusio-Kocio nieodżałowanej pamięci

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s