140.a właściwie to 150

5:15 AM
Snow laying all around
A collier cycles home
From his night shift underground
Past the silent pub
Primary school, workingmen’s club
On the road from the pithead
The churchyard packed
With mining dead

Ciemno. Dom śpi. Mark mi śpiewa piosenkę o górniku wracającym ośnieżonym miastem z nocnej szychty pod ziemią.

Czuję się tak trochę jak ten górnik dzisiaj. Trochę. Troszeczkę.
Pracowałam wczoraj ciężko i długo.
Za oknem było słońce, pierwszy raz od dawna. Skrzyło się na lodowisku na parkingu pod blokiem.
Skończyłam około 20. I byłam wypompowana. Sięgnęłam po substancje zakazane: burbon i czekolada. Wstałam z migreną – a to niespodzianka.
Inna rzecz, że migrenę i tak miałam zapewnioną na 90%. Stres, wysiłek, długie godziny przed monitorem. Nie pracowałam sama. Ponieważ nie czuję się zbyt dobra w zamykaniu roku w spółkach z o.o. zleciłam to innej księgowej. Najpierw ja się grzebałam, potem ona…a deadline jest w poniedziałek. No i wyszło jak wyszło.
Ale za to mam pewność, że w tej firmie pierwszy raz od 5 lat bilans będzie zrobiony bardzo porządnie. Piła z tej Sary :D. Jest jak Tośka z ukradzioną skarpetką. Jak się złapie jakiejś cyferki to nie puści póki jej do czegoś nie doczepi. To znaczy, że jest dobra. Naprawdę dobra, bo księgowa właśnie taka jest. Ja za dużo odpuszczam.
Inna rzecz, że Sara po 12 godzinach mailowania tam i z powrotem zaczęła do maili WRESZCIE wstawiać pojedyncze, bo pojedyncze, ale bardziej prywatne zwroty. Znaczy – Szwedka wystawiła nos z gawry.
Muszę sobie dziś jeszcze zrobić listę dla pamięci – co przygotować na następny raz żeby oszczędzić kasę i czas pracy.

A poza tym miałam stres bo eM miał Julbord firmowy, ale w sąsiednim miasteczku. No i tak wyszło, że Yankie musiał ich zawieźć i przywieźć. Mojego męża i jego dwóch kolegów. EM postanowił bowiem raz w życiu zaszaleć na firmowej Wigilii.
A Yankie, przypominam, egzamin na prawo jazdy zdał ze dwa tygodnie temu, a dokument odebrał we wtorek. A tu noc i lód dookoła. No, na jezdniach nie, ale wiadomo.
Yankie zawiózł, zostawił i wrócił do domu cały zachwycony. Bo po raz pierwszy jechał samochodem całkiem sam. Nikt nie gadał, nie pouczał, nie kontrolował. A że wieczór to droga niemal pusta, prosta i dość szeroka.
Wiedziałam, że jazda na trasie za miastem mu się spodoba 😀
Ale jechał na wszelki wypadek dość wolno.

8:16.
Trzeba się ubrać i pójść z piesełkiem. I to jest największe wyzwanie. Bo piesełek, normalnie całkiem już stateczny i rozważny, czując chłód w powietrzu i śnieg pod łapami zamienia się w rozbrykanego szczeniaczka.
Kręci się, bryka, zrywa do pędu, rozwala na ziemi…To jest oczywiście szalenie zabawne, ale bywa niebezpieczne.
Ych…Tak fajnie było z deszczem. Komu to przeszkadzało?

9 myśli w temacie “140.a właściwie to 150

  1. Oj, pamietam swoje pierwsze samodzielne jazdy, w styczniu odebrałam prawko, a zima była normalna, jak to w XX wieku 😊 ale miałam lekcje od mojego instruktora, który nie pozwalał mi nigdy odpuszczać, tłumacząc ; będziesz musiała kiedys siąśc za kółko mając grype/ból głowy/40 stopni gorączki i będzie snieg/deszcz/mgła – masz jechać! No i nauczył mnie.
    Brawo dla Yankiego 😊

    Polubienie

  2. Zaraz, zaraz… firmowa wigilia ? W listopadzie ???:)
    Z hardcorowych pierwszych jazd wspomnę koleżankę, która w Wigilie zdała egzamin na prawko, 15 stycznia je odebrała, a 20 stycznia pojechała SAMA samochodem z Polski na Sycylię (z wjazdem autem na prom itp.). I dała radę !:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s