148

Sukienka przyszła. Nie wygląda źle, aczkolwiek w biodrach zdaje się być lekko za szeroka, ale to dokładnie zobaczę po uprasowaniu. Oczywiście rozmiar 44/46 jest tym właściwszym, w 48/50 po prostu utonęłam. Może nawet weszłabym w 40/42 ale pewnie z lekko by się opinała no i rękaw pewnie byłby ciasnawy. Chyba jednak mam biceps a la Szwarceneger.
Sukienka ma całkiem porządną jakość, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Jednak jest ciemna, dużo ciemniejsza niż na zdjęciu. To bardziej butelkowa zieleń niż błękit – choć kolor ładny.
Przez chwilę miałam pomysł na musztardowe rajstopy i dodatki, ale stwierdziłyśmy z Litwinką, że przy czarnych, płaskich butach za kostkę żółta plama mnie skróci. No i stanęło na czarnych rajstopach. Poradźcie: co jasnego na siebie wrzucić bym nie wyglądała żałobnie? Jakiś szal? Jakieś ozdoby na szyję?
Namawiałam męża by do swego stroju dodał muchę – żółtą lub czerwoną, ale popukał mnie w czoło. Jego marynarka jest taka…każualowa bardziej, co mnie lekko martwi. Ale nic nie poradzę – kupić w tym mieście cokolwiek do ubrania dla faceta to albo trzeba mieć worek kasy i kupować w sklepie gdzie takie marki jak Burberry albo się bierze co jest i w miarę dobrze leży.
EM ma piękną marynarkę, niestety kupiona w czasach ostrego nawrotu choroby teraz jest po prostu lekko za ciasna.
Wczoraj przyszedł też zamówiony dla nich w prezencie ekspres do kawy. Litwinki córka zdradziła, że lubią kawę a nie mają. O czym przecież wiedziałam, ale jakoś do mnie nie dotarło. Ekspres przelewowy, ale nareszcie ktoś pomyślał i zrobił taką wersję, że da się w nim zaparzyć tylko jeden kubek. W dodatku ma timer więc można sobie zaprogramować kawę na rano, że wstajesz i masz. Sama bym taki chciała :D.
Patrzyłam na ciśnieniowe i wiem, że za porządny trzeba dać co najmniej trzykrotność tego przelewowego czyli jakieś 3-4 tysiące. Można mniej, ale wtedy kawa jest taka sobie.
Są jeszcze oczywiście na kapsułki, ale chyba bym się pod ziemię ze wstydu zapadła gdybym komukolwiek taki syf podarowała. Nie dość, że kawa bardziej z gatunku rozpuszczalnych to jeszcze te tony śmieci.
A tymczasem wymyśliłam alternatywę stroju i znowu będziemy miały z Liwinką gorącą linię. A może by tak czarne spodnie (ew. spódnica) + biała koszula? Mam taką koszulę…Kupina kiedyś na wyprzedaży. Koszula jest z grubego, mięsistego materiału. Pięknie uszyta, z zaszewkami na długości, z guzikami z masy perłowej. Ma krój podobny do marynarki. Prosta, szalenie elegancka. A może by odesłać tę kieckę? I wystąpić w czymś, w czym będę się czuła pewnie?
…hm….
A wczoraj odbyłam fajną rozmowę przez telefon. Nowa klientka zadzwoniła. Polskojęzyczna Litwinka – fryzjerka.
– Bo ja mieszkam w V. ale pracuję w Mieścinie.
– O!. A gdzie w mieścinie?
– Tu koło liceum i biblioteki.
– O, to blisko mnie. Ja mieszkam koło biblioteki. Jaka to ulica?
– To zależy albo Visgatan albo Mittgatan, bo to tak na rogu.
Tylko jedno miejsce mi się nasuwało, ale tam salon miał taki jeden Arkan z Iraku, Jazyda – chodziłam z nim na SFI przed laty.
– A jaki jest adres?
– Mittgatan 26.
Zaczęłam się śmiać.
– Ja mieszkam na Mittgatan 26! – zaczęłyśmy się śmiać obie. – O fajnie, mam ślub przyjaciółki 6 grudnia, miałam szukać fryzjera, ale już chyba nie muszę. Ona zresztą też Litwinka. – dodałam.
– Litwinka? 6 grudnia?
– Tak.
– A to nie LITWINKA czasem?
– No tak!
– To ja jej będę fryzurę robić…

Sami swoi normalnie.

A poza tym to właśnie osnuwam krosna i będę sobie robić wełniany dywanik do biura. Dywanik będzie w pasy – beżowe, zielone, różowe i być może niebieskie. Z założenia będzie się składał z trzech zeszytych ze sobą części bowiem na krosnach nie zrobię szerzej niż 35cm. Mam se takiego pomysła, że jedna część będzie w pasy podłużne – co osiągnę poprzez osnucie krosna wełną, a wątkiem będzie to, co normalnie jest osnową.
Wełnę, najprawdziwszą, gryzącą jak jasna cholera, kupiłam wczoraj w second handzie. 800gramów za jedyne 120koron. Nie wiem na ile mi to wystarczy. Możliwe, że z dywanika zrobi się tylko chodniczek…
Dodatkowo kupiłam 5metrów materiału obiciowego o szerokości 145cm – też za jedyne 100koron. Obijemy czerwonego potwora czyli wielkie kanapiszcze mojego męża. Znaczy: obijemy siedziska.

I to by było na tyle…

2 myśli w temacie “148

  1. Ja bym poszła w tę bluzkę ze spodniami. I buty bardziej się dopasują, i będziesz swobodna. I ewentualnie do tego jakiś zdobny akcent – kolorowa apaszka, duży naszyjnik (nie, że zaraz diamenty, może być plastikowy, drewniany). I luz, luz, będzie fajnie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Bierz kieckę. Uroczyściej będzie wg mnie. Ja bym nałożyła. Do tego szal – albo jakaś pashmina, albo kawałek koronki czy firanki w jasnym kolorze. Znając mnie poszłabym w czerwień, majac w nosie swoj gruby zad. W second powinnaś trafić na coś fajnego. Albo odlotowego. W kwiatki czy coś.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s