147.

Ciemnica straszna! Niebo jest szare, ostatnie liście pospadały, więc koloru w około jak na lekarstwo, poszarzało wszystko. I do tego ta ciemność….Nie, że mrok, ale szarówka taka, jakby zmierzch trwał cały dzień. Kiedy o ósmej rano idę z Tosią wszędzie palą się światła.
Te światła, pozapalane w budynkach to raj dla podglądacza czyli dla mnie.
Wczoraj wreszcie mogłam zobaczyć wnętrze Tinsghuset.

Fil:Tingshuset Lidköping.jpg

(zdjęcie z Wikipedii).
To jeden z niewielu ciekawych architektonicznie domów w moim mieście, kiedyś mieścił się tam Sąd Rejonowy. Sam budynek pochodzi z 1902 roku więc chyba podpada pod secesję..?
Przez wiele lat budynek stał pusty, czasem kręcili się tam policjanci, chyba wykorzystywano budynek na szkolenia. A jakieś dwa lata temu zaczęto remont – budynek główny zaadaptowano na mieszkania, w przybudówce znalazła siedzibę przychodnia położnicza.
Strasznie byłam zawsze ciekawa tego budynku w środku, zaglądałam kiedyś przez szybki w drzwiach, ale widziałam tylko wysoki hall ze schodami.
A wczoraj ktoś zostawił zapalone światła na tyłach budynku.
Co jest ciekawe to sam budynek z każdej strony jest tak samo ciekawy – a nie jak często bywa, że tylko fasada jest zdobna, a reszta ścian gładka i prosta. Ten stoi na rogu ulicy, na całkiem sporej parceli, w kącie ogrodu rośnie wspaniały buk i bałam się, że przy remoncie zechcą go ściąć, ale nie, został, nawet go nie przycięli, uff.
Całe otoczenie Tinghuset jest fajne – bo vis a vis wejścia głównego jest park miejski. Z tyłu, jak widać na zdjęciu, jest stara wieża ciśnień. A na lewo od głównego wejścia przechodzi uliczka obsadzona starymi lipami. To jest moje ulubione miejsce w tym mieście. Bo te lipy, bo budynki przy tej uliczce są piękne…Może powinnam je kiedyś pokazać, bo są jeszcze dwa niesamowite domy, też chyba secesyjne, z czego jeden to drewniana willa.
Udało mi się wczoraj pociągnąć Tosię w tamtą stronę, dzięki czemu mogłam zobaczyć choćby fragment wnętrza Tingshuset. Nie wiem czy to klatka schodowa czy raczej dwupoziomowe mieszkanie. Ale raczej to ostatnie. Wysoki salon, z wielgaśnymi oknami, schody na piętro, antresola. Jak jak bym chciała choć plany tego budynku zobaczyć..!
Napisałam, że udało mi się pociągnąć Tosię, bo ten pies nie jest poczciwym pisakiem, co pójdzie tam gdzie się go poprowadzi. Na spacerach to ona decyduje gdzie idziemy. I nie ma, że nie. Ona skręca w lewo, ja w prawo…I nagle na drugim końcu smyczy mam głaz a nie psa. Pies wrasta w podłoże i dźwigu trzeba by ją ruszyć. Jasne, że jakbym podeszła, wzięła za szelki to pies pójdzie…tylko, że po trzech krokach zamieni się w bezwładny worek, a po czwartym położy. A, że dla mnie to naprawdę żadna różnica, bo tak i czy inaczej 30minut musi być, więc nie walczę. Pilnuję tylko trasy i z lekka koryguje by kółko zamknąć po 30 minutach a nie po godzinie czy dwóch. Bo, naprawdę, ten pies ma moje cechy i najchętniej zwiedza według zasady: „ty, a chodź zobaczymy co jest za zakrętem”.
Kiedyś z mężem tek objeździliśmy pół Warmii…
A prawda…
Mój synek zdał egzamin na prawo jazdy. Wreszcie coś mu wyszło. Ale pracy nadal nie ma i robi się to coraz bardziej przerażające.

6 myśli w temacie “147.

  1. Też lubię tak zwiedzać 🙂 Poza tym uwielbiam Twoje przygody z psem :))) czasem opowiadam o nich mamie, która gdyby mogła, zostałaby psim psychologiem :))))
    Oczywiście gratuluję zdolnego syna i trzymam kciuki, by znalazł ciekawą i dobrze płatną pracę. A jak potrafi spawać, zapraszam do siebie!

    Polubienie

  2. I co mama-psi psycholog mówi o zachowaniu mojej Tosi? Pies, który zszedł na ludzi..?
    Co do syna. On jest jest księgowy, po mamusi. Zna też troszkę język czeski (dwuletni kurs ale teraz nie uyżwa, bo nie ma gdzie), doskonale angielski oraz szwedzki. Pracy szuka nie tylko w Szwecji. Właściwie najchętniej chciałby pracować poza Szwecją i poza Polską.
    A spawaczem jest mój mąż 😀 ale on nie szuka pracy.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Mama uważa, że każda rasa ma coś w genach zapisane i nie da się tego zmienić, trzeba przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza. Pierwszego psa, który sikał po dywaniki, zjadał kapcie i spodnie listonosza, podobno zabrał ze sobą listonosz (może nie mógł go wysupłać ze spodni…). Drugi pies był, jak człowiek- doskonale znał się na zegarku oraz ma odmianie i synonimach słowa „spacer”. Trzeci jest autystą, ale na zegarku, tzn na godz. 19.00, kiedy to podobno należy mu się ciasteczko- zna się idealnie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ale z tym, ze pies ma coś genach to się chyba zgadza.
      Tosia na przykład różnie reaguje na różne zwierzęta, ale na owieczki to jej się coś włącza jakby ktoś guzik wcisnął.
      Dlatego tak ważne jest by wybierając psa nie kierować się modą i tym, że się wygląd podoba, a właśnie właściwościami rasy. U nas w domu na przykład kiepsko sprawdziłby się pies stróżujący z gatunku ras agresywnych bo mój mąż boi się takich psów oraz pozwala sobie „wchodzić na głowę”. Taki pies o silnym charakterze mógłby go łatwo zdominować i nieszczęście gotowe.

      Polubione przez 1 osoba

  4. U mnie rano ciemnica straszna, o 7 jest jeszcze ciemno. Pada, z małymi przerwami od początku miesiąca. Pies- a proposik psiego charakteru- dziś rano zdecydowanie odmówił wyjścia na spacer. Pies wielorasowy, rasa sycylijska, niezależność ma we krwi;) A oprócz tego, mimo, że wykastrowany to jednak facet, zachowuje się jak moi synowie.
    Wkrótce odkryjesz zalety posiadania syna z prawem jazdy. Choć swoją drogą to dziwne uczucie przesiąść się z fotela kierowcy na fotel pasażera. Ale ostatnio syn odebrał nas z lotniska i to było bardzo wygodne. Nie mówiąc o cotygodniowych zakupach gdzie prócz prowadzenia wózka prowadzi też auto:)
    Synowi radzę dowiedzieć się o wolontariat europejski. Poszerza horyzonty, otwiera oczy, daje nowe możliwości i umiejętności. Mój straszy syn był 9 miesięcy na projekcie w Chorwacji, potem na wielu treningach w całej Europie. Warto było.
    Jak chcesz to skontaktujemy panów ze sobą.
    P.s. Wychodzę do pracy. Jak zwykle leje

    Polubione przez 1 osoba

    1. O! Wolontariat!
      Co do psów…Miałam kiedyś na przechowaniu taką Punię. Punia była mieszanką wszystkich chyba ras świata, ale charakter miała arystokratyczny. Jak padał deszcz to Punia odmawiała wyjścia spod daszku nad drzwiami wyjściowymi z bloku. Wtedy jeszcze nie był tak długich pór deszczowych… Po kilku godzinach deszczu, musiało się jej chcieć siku więc zmusiłam Punię do wyjścia spod daszku na trawę. Jak ona stała..! Na trzech łapach, a czwartą oblizywała z obrzydzeniem, patrząc przy tym na mnie z wyrzutem i ciężką obrazą.
      …ych…co ty wiesz o ciemnościach…o 7 u mnie czarna noc. O 9 szarówka, o 12 szarówka, o 15 czarna noc. Byle do lutego…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s