132. Granice

Wczoraj, o 21 zobaczyłam, ze na służbowym telefonie mam dwa nieodebrane połączenia od klientki. Oba po godzinie 19.
Pierwsza myśl – panika „oesu coś się stało”. Druga – irytacja.
Bo każdy mój klient wie, że pracuję od 9 do 17. Czasem odbiorę telefon po 17, ale nie po 19, a już na pewno nie o 20. Jeśli rano, o 9 widzę, że ktoś się dobijał – oddzwaniam i zazwyczaj prowadzę taki dialog:
– Dzwonił pan…
– Tak, wczoraj usiłowałem się dodzwonić – tu zwykle jest w głosie lekka uraza
– Ale ja pracuję do 17. Po 17 wyciszam telefon. Tak samo jak w weekendy. Inaczej byłabym w pracy całą dobę prze cały tydzień.
Wzdech klienta i takie pełne ociągania, niebyt zadowolone
-Acha…no dobrze, będę wiedział…
I wie. Do następnego razu.

W moim ulubionym serialu o Gilmorkach jest taka scena.
Do Lorelai dostawia się kuzyn Jackssona – męża przyjaciółki Lorelai.
Kuzyn jest obleśny- wypina klatę w koszuli rozpiętej niemal do pępka, obleśnie się uśmiecha i patrzy na Lorelai bezczelnie. Lorelai jest piękna. Kuzyn myśli, że skoro Lorelai zaszła w ciążę jako nastolatka to jest nimfomanką, a to oznacza, że powinna rozkładać nogi przed każdym, kto ma na to ochotę.
Lorelai podaje mu klucz do jego pokoju (ona jest właścicielką hotelu i właśnie zajmuje się recepcją) kuzyn ten klucz oblizuje sugestywnym ruchem języka zapewne podpatrzonym na filmie porno. Patrzy jej w oczy i składa podpis w księdze meldunkowej. Na co Lorelai mówi spokojnie:
– Podpisałeś się na ulotce.

Co łączy obie sytuacje?
Przekraczanie wyznaczonych granic.

Jestem osobą, która ślizga się gdzieś na pograniczu autyzmu i normalności. Lata całe żyłam bez poszanowania moich granic. Jako dziecko nie miałam własnego pokoju, ba! szafki własnej, świętej i nienaruszalnej nie miałam.
Każdy mógł sobie otworzyć miejsce, gdzie trzymałam osobiste rzeczy i bez przeszkód w nich myszkować. Moje protesty zbywano „ale co ty tam masz za tajemnice?”.
Tak nauczono mnie, że nie ma świętej, nienaruszalnej przestrzeni osobistej. Każda próba ograniczenia własnego terytorium kończyła się tak samo: ale co ty masz takiego do ukrycia, nie przesadzaj…
I nie miało znaczenia czy chodzi o zaglądanie do szafki z książkami szkolnymi, pamiętnika czy majtek.
„Oj, nie przesadzaj”.
W ciągu rocznej psychoterapii nauczyłam się, że mam prawo ograniczać dostęp do mojej przestrzeni osobistej. I tylko ja decyduję gdzie ta granica przebiega. Oraz mam pełne prawo żądać nienaruszania owych granic i być zła oraz nieuprzejma, gdy ktoś owe granice próbuje sforsować mimo danego jasno komunikatu „Teren prywatny”.

Do czego zmierzam?
Jest na tym blogu kilka notek opatrzonych hasłem. I kilka osób to hasło zna. Jeszcze kilka innych nie zna i godzi się z tym. Jest też kilka osób, które z uporem maniaka, po każdym takim wpisie wracają z jęczeniem
„ale daj hasło, ale daj hasło”.
Więc pytam teraz Was: jakiej części słowa NIE nie rozumiesz??
Takie jęczenie jest niczym innym jak wsadzaniem ręki w cudze majtki. Czy jeśli jesteś na randce a twój współrandkowicz powie NIE na twoje zaloty nadal te zaloty kontynuujesz? Czy może jednak mamusia cię wychowała i nauczyła, że NIE to znaczy NIE. W każdej sprawie!

Mój blog – moje majtki – moje prawo mówić NIE kiedy to ja uznam, że NIE. Zapamiętaj to sobie.

14 myśli w temacie “132. Granice

  1. Dobre 😊 i jak ja cie rozumiem w tej kwestii „niemania” swojej prywatnej przestrzeni! Bogiem a prawda, to taka absolutnie wlasna przestrzen, odgrodzona od innych pukaniem do drzwi, mimo ze drzwi nalezaly do wlascicielki domu, mialam 6 lat w calym swoim dlugim zyciu. Ale to temat na inne opowiadanie, ktorego zapewne nie bedzie. Pozdrawiam z Kazimierza Dolnego. 😊

    Polubienie

    1. Ja teraz mam własną przestrzeń choć drzwi od niej zawsze stoją otworem ale czasem chcialabym żeby ta przestrzeń była jeszcze bardziej mojsza. Chciałabym…mieszkać sama zupełnie. Niechby to było 20metrow ale tylko moich – kuchni gdzie nikt niczego nie przestawia i laziemki w ktorej tylko ja brudzę.
      To okropne że jesteśmy skazani na dzielenie pr?estrzeni z innymi przez całe życie

      Polubienie

  2. Moje boisko, moja piłka, moje bramki. I przepisy też ustalam ja! Mam na myśli właściciela bloga naturalnie. Tak w krótkich sportowych słowach można wytłumaczyć o co chodzi w prowadzeniu internetowego pamiętnika.
    Jesiennie i ciepło pozdrawiam. R.

    Polubienie

      1. Oj nie nie nie, u mnie też jesienno-złoto. Ładne dni przeplatają się z deszczowymi. Temperatura jeszcze dość wysoka jak na tę porę roku 16-20° ale komary takie że aż strach!

        Polubienie

  3. Posiadanie tylko i wyłącznie własnej przestrzeni niektórzy nazywają samotnością, ja nazywam wolnością. A wolność jest tym co najbardziej sobie cenę w życiu. Mieszkam sama i jest extra:) Mój dom, moja twierdza – u mnie niemal dosłownie. I dlatego doskonale rozumiem, dlaczego te osoby włażące w butach w prywatne życie, tak Cię drażnią…

    Polubione przez 1 osoba

  4. A ja od lat bezskutecznie uczę się stawiać granice i co rusz ktoś mi włazi na głowę. Odmówić i nie mieć poczucia winy, nie czuć się źle, to moje wciąż nie odrobione zadanie domowe.

    Polubienie

  5. Mam to samo! Jak ktoś mi marudzi żebym jednak zgodził się na coś na co nie mam ochoty rzucam nieśmiertelne: jakiej części słowa NIE nie rozumiesz? I to działa choć czasem słyszę później że jestem mało elastyczny. Nic sobie jednak z tego nie robie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s