91. Opad

Spadł deszcz. I temperatura. Oba zjawiska napawają mnie radością. Źle spałam, ciężko mi się wstaje, w domu półmrok, niebo nisko, zasnute chmurami, ale deszcz o parapet, deszcz o szyby puk-puk-puk-puk…
A no, może za chwilę bo puka głośniej i szybciej, do tego szumi czyli leje.
Odczekamy…A potem przetestujemy kurtkę z Decathlonu. Znaczy z softshellu ale z Decatlonu. Kurtka jest szara, kaptur ma oczojebnie różowy oraz kilka wstawek w takim kolorze. Nareszcie będzie mnie widać w jesienne słoty. Ma być nieprzemakalna do pewnej ilości, nieprzepuszczająca wiatru oraz lekko grzejąca.
…za to herbatka z jabłoni zrobiła się w zasadzie sama w tych temperaturach. Pięknie zbrązowiała w słoiku bez wstawiania do piekarnika czy coś. A wczoraj wyschła na pieprz. Właśnie przesypałam na powrót do słoika, bo okna mam pootwierane na przestrzał, żeby wywiało ukrop z domu, ale razem z chłodem wchodzi wilgoć, więc herbatka by zaraz ją złapała.
Teraz poczekam ze dwa tygodnie i spróbuję co mi z niej wyszło.
Ale malin, malin z owocami to bym jeszcze nazbierała. Dla Zuzanki na jesienno-zimowe infekcje.
Prawda…Zozo…
Przypadkiem natknęliśmy się na nią w mieście, była ze swoją „bonus mamą”. Wkleiła się w nas. Bez słowa, bez okrzyków. Ale z całej siły. A potem śledziła tok naszej rozmowy, czujna, gotowa w każdej chwili rozjaśnić się radością jak tylko padnie pytanie…
Ale musieliśmy to uzgodnić z jej opiekunką. I nie mogliśmy od razu, dopiero na weekend. Posmutniała. Ale i tak się cieszyła.
Spędziła z nami piątek i sobotę. A w sobotę Misia i Mel rozpoczęli odwrót z północnej Norwegii. Podobało im się strasznie, ale naraz stwierdzili, że chcą już wracać, bo widzieli dużo a strasznie się stęsknili za Zozo i chcą ją zobaczyć nim pojedzie do Polski. Chcieli jej zrobić niespodziankę więc nic nie mówiłam, tylko o stosownej godzinie powiedziałam, że Jokkie (tata Mela) prosił by zajrzeć do kotów…
Jak ona się ucieszyła, że choć koty zobaczy!
Podjechaliśmy, wysiedli… Oni wyszli z garażu. Jak ona się rzuciła do mamy..! Nie do Mela, do mamy. Z całej siły przywarła. Chyba zapomniała o bożym świecie. Mel stał z boku opuszczony, trochę bezradny, trochę posmutniały jakby, w końcu przytulił je obie. I tak trwali w milczeniu.
Dopiero po dłuższej chwili zaczęły się okrzyki i normalny powitalny harmider i Mel mógł ją wziąć na ręce.
A teraz Zozo w Polsce u babci, cioci, kuzynek. Dobrze jej tam będzie.
Strasznie nie lubię jak tam jeździ, bo tęsknię bardziej niż wtedy gdy mam ją tuż-tuż i wiem, że mogę zobaczyć w każdej chwili. Ale tamta rodzina jest duża i nie wolno nam jej tego pozbawiać, niech ma i to. Bo ludzi kochających jest nigdy za dużo. No i polski jej się jak zawsze rozwinie.
…i chyba przestało padać.


Jedna myśl w temacie “91. Opad

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s