88.Mamusia

eM wczoraj wieczorem poprosił mnie o omeprazol. Taki lek na zgagę, co to ja go biorę codziennie, a on od czasu do czasu.
I przypomniało mi się…
Pakował swoje ostatnie rzeczy. Jakieś kosmetyki, szczoteczkę do zębów…No wiecie, to, co zawsze pakuje się w ostatniej chwili bo używa się tego cały czas.
Na koniec leki przeciwbólowe: silniejszy paracetamol, kupowany na receptę, bo każdy inny drażni jego układ pokarmowy, a eM ma chorobę Chrohna i już mu usunęli jelito grube.
– A daj mi tego trochę, zostaw mi to – zażądała teściowa. (Nie, to nie była prośba, to było żądanie). Zbystrzałam. Zaczęłam się przyglądać uważniej.
eM odsypał garść tabletek z fiolki. W tej samej chwili łapa teściowej zamknęła się na innej buteleczce.
– A to też mi zostaw, to mi dobrze robi na żołądek – mignęły mi pomarańczowe napisy Omeprazol. Drogi w Szwecji jak cholera.
– A to w Polsce nie można tego kupić? – zainteresowałam się. Odpowiedziało mi milczenie.
W samochodzie eM powiedział:
– Zostawiłem mamie swój ręcznik. Wiesz, ten czerwony. Tak się jej podobał. I mówiła, że taki miękki.
– Miękki bo sprany – powiedziałam nieuważnie, bo wpatrywałam się w wiszące na balkonie u teściowej pranie, a właściwie w intensywnie niebieską, pasiastą koszulkę, którą mój mąż w zeszłe lato nosił z upodobaniem, a która potem jakoś mi znikła z oczu. Właśnie się znalazła.
Pewnie też była miękka. Albo wygodna. Albo konieczna i niezbędna do życia. Choć eM pewnie wtedy też zabrał matkę na zakupy do centrum handlowego. Tak jak w tym roku i w każdym innym.
Przyjeżdża na urlop, na 10 do 14 dni. Wypożycza wózek, wozi ją do strusiolandii i innych takich durnych miejsc, gdzie są „zwierzątka”. Do centrum handlowego, na dializy i czort wie, gdzie jeszcze czyli wszędzie gdzie ona sobie zażyczy. Przez te dni gotuje jej obiady, utrzymuje ją kupując nawet papierosy. Przed wyjazdem zbiera dla niej różne różne rzeczy. Np. puder pomocny przy odklejaniu różnej maści plastrów. Bo on ma „za darmo” w ramach materiałów stomijnych.
A ona mu choćby ostatnią tabletkę zabierze, bo jej się przyda, koszulkę ulubioną z grzbietu prawie ściągnie, ręcznik zabierze – nie myśląc nawet o tym, że w dwudziestogodzinnej podróży ten ręcznik i ta ostatnia tabletka mogą mu być zwyczajnie potrzebne.
Nie. Tylko ona jest chora. Ona jedyna na świecie ma dializy, nie może chodzić i ma tysiące chorób.
Było nie pić całe życie, nie jarać, nie obżerać się cukierkami.
eM miał 14 lat jak poszedł do pracy, bo chciał sobie coś kupić. Coś kupił, ale wiele z tego ona mu prostu zabrała. Miał 17 lat gdy posyłała go na melinę po wódkę a potem tę wódkę piła razem z nim.
Nie pracowała, nie interesowała się ani nim ani jego siostrą. eM podstawówkę skończył jako osoba pełnoletnia. Piła. Bo było jej smutno po śmierci męża. eM miał 12 lat jak ojciec się zabił na komarku.
Moją ulubioną anegdotą z dzieciństwa eM jest jak miał może z 5-7 lat. Ojciec mu obiecał wspólny wyjazd na ryby. I mały eM na to czekał. Tak bardzo czekał. To były inne czasy, ojcowie nie spędzali czasu z dziećmi.
Potem ojciec z matką o coś się pokłócili. I matka przyszła do swojego ukochanego synka i powiedziała coś w stylu:
– Powiedz tacie, że nie pojedziesz z nim na ryby, póki mamusi nie przeprosi.
Rozumiecie to? Nie ważne jak to się skończyło, pewnie bez ingerencji eMa ale…
Uch…Nie cierpię tej baby. Bardziej niż jej, nie znoszę tylko jej córki. „Polepszonej” kopii mamusi.
– Pewnie teraz płacze – dodał eM wyjeżdżając z parkingu.- I nawet na balkon nie wyjdzie.
No, ja też bym płakała jakby mój niewolnik mnie porzucał. Och biedna taka, przecież ona go tak kocha. Ale nie na tyle by np. iść palić na balkonie w czasie jego pobytu, by powstrzymać się przed włączaniem telewizora o szóstej rano, bo on śpi w tym samym pokoju. Po co? Cały rok tak wcześnie wstaje to pewnie jest przyzwyczajony, cały rok pracuje w oparach spawanego metalu, to co mu tam ten jeden papieros. Czy dwa. Czy pół paczki.
Mamusia…

27 myśli w temacie “88.Mamusia

  1. To boli, ten cykl biedy, niedojrzałości, nałogów, cierpienia. Pewno jakby zajrzeć w biografię tej mamusi, to by jasne było skąd się to wszystko wzięło. Wiesz, pewno nikt jej nie nauczył jak sobie radzić z cierpieniem, emocjami, trudnościami. I nauczyła się robić różne rzeczy, aby nie bolało. A potem już poszło… I pewno nie nauczyła również swoich dzieci – ale jak można nauczyć czegoś, czego się samemu nie umie? Jak można dać coś, czego się samemu nie ma?
    Ostatnio widzę życie jako proces, ciąg, wieczne połączenie – oddajesz to, co dostajesz, tylko jak przerwać reprodukcję bólu? Tylko, jak masz już pewne narzędzia, możesz sobie z tym bólem poradzić, bez nich próbujesz po omacku i najczęściej się nie udaje. Naszych rodziców już nie uzdrowimy, ale może czasem możemy im wybaczyć. I starać się, żeby naszych dzieci nie skrzywdzić, jak przyjdzie nasza kolej. Może nie skrzywdzić tak bardzo – bo wiesz, czym się różni dobra matka od złej? Że ta dobra, wie, że popełnia(ła) błędy;)

    Polubienie

    1. Ona sama dużo i chętnie opowiada o swoim dzieciństwie. Urodziła się w wojnę, jako najmłodsze dziecko. Bieda…pewnie i była, bo wszyscy w tym czasie raczej byli biedni. Mamusia (teściowa tylko tak mówi o swojej matce) ją rozpieszczała do szaleństwa, dwie starsze siostry też.Legendarne są opowieści, że mamusia za nią z jedzeniem latała.
      Wyrastała raczej pod kloszem, ale owszem, to pewnie jej nie uodporniło. Jednak…wiesz. Człowiek tym się różni od innych zwierząt, że teoretycznie potrafi rozumieć związek przyczynowo-skutkowy. I chyba tylko człowiek potrafi robić krzywdę własnym dzieciom. Każdy inny gatunek albo zabija od razu albo dba o rozwój.
      To nie jest przypadek powielania zachowań, wręcz odwrotnie.
      Zresztą…pewnie jakby chodziło o kogokolwiek innego rozumiałabym skąd takie zachowania. W tym przypadku niestety za dużo złych emocji. Nie bezpodstawnych, uwierz mi. Nie umiem i wcale nie chcę jej wybaczyć. Najlepsze, na co umiem się zdobyć w odniesieniu do tej kobiety to obojętność. Już jej nie nienawidzę, tylko czasem mnie złość bierze, ale generalnie wycofałam się z tej relacji i unikam kontaktu.

      Co do ostatniego zdania: wiem. Wiem od wielu lat, dowiedziałam się na terapii. Oraz, że najlepsi rodzice to ci pełni wątpliwości.

      Polubienie

      1. Tylko chciałam dodać, że przepraszam za wymądrzanie się – z dystansu to każdy jest mądry. Szlag by mnie pewnie trafiał na miejscu. Wiem, że wiesz:), dla mnie to było odkrycie!

        Polubienie

  2. Ja przepraszam, ja się szczerze uśmiałam,bo to samo widzę u swojej teściowej :)))))
    Ostatnio walizkę zabrała, bo taka fajna. Szkoda tylko, że teściowa się nigdzie nie wybiera 🙂
    Ups… Za tydzień będzie u mnie….

    Polubienie

    1. no, to zazdroszczę, że potrafisz się z takich zachowań śmiać. Albo jesteś silniejsza niż ci się zdaje, albo miewasz ją sporadycznie.
      PS. Wiesz czym się różnią odwiedziny matki od odwiedzin teściowej?
      Odwiedziny matki to wizyta.
      Odwiedziny teściowej to wizytacja.

      PS2. Wiesz ile jest dowcipów o teściowej? ANI JEDNEGO bo to wszystko prawda.

      Polubienie

    2. – Na długo mamusia przyjechała
      – No, zależy jak długo chcesz mnie synowo gościć
      – Oj, to nawet kawy się mamusia nie napije?

      —-
      Co to znaczy mieszane uczucia?
      Kiedy teściowa wpadnie do studni twoim samochodem

      —-
      – Wody! Wody!
      – Co panu? Słabo?
      – Nie, ręce muszę umyć: teściowa odjeżdżała i głaskałem lokomotywę

      Polubienie

  3. Ja nawet nie wiem co napisac, straszne mial dziecinstwo Twoj eM.
    Ja od mojej tesciowe trzymalam sie na dystans, a i tak mi naerwow naszarpala. Tesc byl alkocholikiem, rozwiodla sie z nim i glosno twierdzila, ze to jego wina byla, bo pil i kasy nie dawal, a dzieci bylo piecioro (w sumie to miala siedmioro, ale najstarszy i najmlodszy mieli innych ojcow, najstarszemu tesc dal swoje nazwisko, jak sie z nia zenil). Wtracala sie do zwiazkow wszystkich swoich dzieci, w jednym przypadku doprowadzila do rozwodu. Mnie probowala wciagnac w swoje chore rozgrywki, mowiac mi rozne rzeczy w „tajemnicy”, ale dla mnie tajemnica jest tajemnica i nie mogla zrozumiec, ze nie powtarzam tego dalej. Starsze wnuki nie wspominaja jej za dobrze. Na cale szczescie nie pila, ale za to byla lekomanka i odpowiednimi dawakami lekow potrafila doprowadzic sie do takiego stanu, ze ladowala w szpitalu i wszystkich starszyla, ze umrze na zawal, ostatecznie to nie serce ja wykonczylo, a rak. Nie wiem nic na temat jej dziecinstwa, ale pamietam, jak najstarszy syn tescia opowiadal, ze ojciec na poczatku nie pil, ze pracowal czesto na dwie zmiany, a jak przychodzil do domu to jeszcze sprzatal, bo matka nie potrafila pozadku utrzymac, a on nie mogl w tym syfie ktory ona robila wokolo siebie …
    Ja sama staralam sie jak moglam, aby nie powielac bledow moich rodzicow i wiem, ze nie do konca mi sie to udalo, niestety.

    Polubienie

  4. Bardzo smutny opis….I synowej żal, syna i matki syna też. Zgadzam sie z Innyglos, ze warto przerwać ten ciąg. Jest jeszcze dużo czasu i okazji pewnie też…

    Polubienie

    1. ja ten ciąg przerywam w inny sposób: skrzętnie dbając o relacje z moimi dziećmi i ich wybrańcami.
      A w stosunku do tamtej kobiety nie mam żadnych, absolutnie żadnych obowiązków, i w nosie mam co mówi obyczaj. Nie zamierzam w jej kierunku robić nic. To i tak dużo. Bo ona przez 20 lat mego małżeństwo podburzała mego męża przeciwko mnie. Wiedząc, że on nadużywa alkoholu o co była większość awantur notorycznie się z nim upijała, napuszczała go nawet na naszego syna! Ilekroć wracał od niej zawsze rzucał się z awanturą do kilkuletniego Yankiego, bo ona opowiadała co mały znowu zmalował. (Wiedziała bo JEJ wnuczki chodziły do tej samej klasy). Mało tego – napuszczała eM na jego siostrę, a ją na niego- duża w tym jej zasługa, że nie mogą dziś na siebie patrzeć brat i siostra.
      Notorycznie przychodząc przynosiła jedną czekoladę i dopiero na miejscu przypominała sobie, że mam dwoje dzieci, a wtedy mówiła do mojej córki „podziel się z bratem”. Ani razu nie była na urodzinach mego syna. Na urodziny mojej córki dotarła kilka razy. Nigdy swych wnuków nie zabrała na spacer. Raz chciała, ale była pijana więc odmówiłam. Nigdy, choć nie pracowała, nie pomogła przy dzieciach, gdy chorowały. A nie raz się zdarzyło. Siedziała wtedy z nimi, gapiła się w telewizor i paliła faję za fają. Córka, wtedy siedmioletnia dzwoniła wtedy do mnie do pracy z pytaniem ile o której ma dać lekarstwa bratu. A babcia się na dzieci OBRAZIŁA bo dzieci (7 i 5 lat) oglądając bajkę zapomniały, że ona chce obejrzeć swój serial.
      Pieniędzy „pożyczonych” i nigdy nie oddanych nie policzę.
      Wymieniać dalej?
      O tym jak np. gdyśmy mieszkali z nią przez 10 miesięcy wszystko, ale absolutnie wszystko zwalała na mnie mówiąc „To ona zrobiła”. Zawsze ONA. Nigdy nie użyła mego imienia. Jak podsłuchiwała pod drzwiami gdy przyszła do mnie koleżanka?
      A może o tym jak kazała uśpić swego ukochanego rzekomo psa bo jej wlepili mandat za to, że pies chodzi samopas? A nie, nie poszła z nim sama do lecznicy, bo jej by serce przecież pękło. Córkę wysłała, bo syn akurat wtedy, wyjątkowo z jakiegoś powodu nie mógł.

      Wiesz Karuzelo, człowiek tym różni się od zwierzęcia, że ma rozum. I powinien go używać. Więc sorry, ale zachowaj dla siebie słowa o przerywaniu złego ciągu, bo brzmią jakby klecha z ambony głosił o nadstawianiu drugiego policzka. Trzeba być kretynem, żeby w relacji z taką osobą próbować jeszcze coś zmieniać i się nadstawiać.

      Polubienie

  5. Przepraszam bardzo, ze wywołalam tyle smutnych wspomnień. naprawdę nie chciałam sprawic Tobie przykrości. Pomyślałam, ze moze eM mimo wszystko kocha swoja matke [ był taki film z Jandą – matka nie – idealną ] i te kilka dni w roku czuje sie jak wspaniałomyślny syn, ktory nie pamieta co złego doświadczył…ma teraz udane życie za granicą, swoja rodzine, pracuje, zarabia i ma frajde gdy zostawi matce koszulke czy lekarstwo bo go na to stac. Znam takich synów, którzy gdy przyjeżdżaja za granicy maja ten swój wspaniały czas, zapominajac o trudach emigracji, rozłące i pracy wsród obcych – „szastają” euro !! Brat męża zza oceanu, wynajmuje dom w Londynie na 2 tygodnie, zaprasza córke z Francji z rodzina, brata z Niemiec i spotykaja sie z córką, która wyszła za mąż za Brytyjczyka. Nie chce liczyc ile to brata męża kosztuje – może odmawia sobie piwka za oceanem, ale cieszymy sie wszyscy [ bo i ja korzystałam z jego gestu nie raz ], że takie z niego panisko !

    Polubienie

  6. Omeprazolu się nie bierze. Chyba, ze masz stwierdzona nadkwasote, bez watpliwosci zadnych. Bo tak normalnie, w 90% przypadków, zgaga i refluks sa wynikiem braku kwasu solnego w zoladku i nalezy zakwasic zoladek, a nie jeszcze zobojetniac ten kwas swinstwami typu opeprazol. Leki IPP to tragedia, a lekarze przypisuja je bardzo szczodrze. IPP niszczac kwasy zoladkowe powoduja mase problemow zdrowotnych, i nie sa tylko tylko zgaga i refluks.

    Polubienie

    1. Oczywiście ty Antoni wiesz lepiej niż wszyscy lekarze. Bo leki to zmowa firm farmaceutycznych. Trzeba się leczyć witaminą jakoś tam odpowiednio skrętną i unikać chemitarilsów oraz lekarzy. A na infekcję to najlepiej do pieca na trzy zdrowaśki. I zawierzyć cierpienie Bogu…

      Polubienie

  7. Tak, wiem lepiej. Sprobuj, a sama sie przekonasz. Slepe zaufanie do lekarzy zle sie konczy.
    Uderzylo mnie, ze pisalas, ze pracujesz nad soba, ze sie starasz, a jednak jestes taka, jak zawsze, zmiany nie widac. Ani milsza, ani madrzejsza, ani lepsza.

    Polubienie

  8. …ja mam ponad półwieku na karku więc drugie zamążpójście raczej mi nie grozi, choćby dlatego, że ani majętna, ani urodna a i charakter mogłabym mieć lepszy ;). Nie mówiąc już o tym, że nadal mam męża 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s