80. Dzień drugi

Przy ognisku zebrało się ich czworo.
Dwie Śliczne rozpoczynające życie dwudziestoparolatki, jeden sterany życiem czterdziestolatek (na oko), jedna pięćdziesięciolatka (mówiąc optymistycznie) po przejściach oraz Pies Marki TOSIA -przedziwna mieszanka tchórzostwa i odwagi, szaleństwa i stateczności.
Ognisko płonęło, komary cięły, ziemniaki w ogniu się piekły a Tosia buszowała po chaszczach by wreszcie usiąść z dala od ognia, z nosem skierowanym na wyłaniający się właśnie spoza chmur księżyc prawie w pełni.
W nawiązaniu do rozmowy ze śniadania, a potem kolacji Śliczne drążyły temat dwutlenku węgla i smutkowały, że po co one w ogóle te studia robią jak za 25 lat nasz świat zniknie. Gospodarz, do tego kociołka dorzucał to coraz nowe informacje lejąc wodę na młyn, ale nie wydawał się tym rozbawiony, raczej przyjmował wszystko z pesymistycznym spokojem na zasadzie „zawsze wiedziałem, że to się zawali”. Pięćdziesięciolatka, która swoje w życiu przeszła, choć wojny to może i nie, ale wie, że jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. Szybko uświadomiła Ślicznym, że ich działania dzisiaj mają jak najbardziej sens. Jedna Śliczna już za chwilę będzie architektem, więc będzie projektowała prawdziwe, ekologiczne, samowystarczalne domy. A druga śliczna, która za chwilę będzie prawnikiem będzie ścigała tych, którzy zanieczyszczają nasz świat. Oraz, że świat nie zniknie ot tak, ona nadal będzie tylko może będzie na nim trudniej…
Gospodarz zamilkł. Śliczne poszły po saperkę, żeby zakopać ziemniaki w żarze. Kiedy wracały świecąc sobie latarkami Tosia podkuliła ogon o czmychnęła w krzaki i z oddalenia przyglądała się uważnie nadciągającym Potworom. Potwory się odezwały i Tosia nareszcie je zidentyfikowała jako Śliczne, więc dopadła do nich cała szczęśliwa i chyba nieco zawstydzona, bo nader gorliwie usiłowała dać obu Ślicznym całuska.
Księżyc sobie wyszedł, a wraz z nim nad głowami zapalił się Wielki Wóz.
Gdzieś z oddali niósł się słaby głos szczekającego psa. Tosia znów siadła na łące i zagapiła w księżyc.
Pięćdziesięciolatka zaczęła się zbierać do snu. Zamiast pożegnania zaproponowała bajkę na dobranoc. I powiedziała zgromadzonym Przypowieść o maku Czesława Miłosza

Na ziarnku maku stoi mały dom
pieski szczekają na księżyc makowy
i nigdy jeszcze tym makowym psom,
że świat jest większy – nie przyszło do głowy.
Ziemia to ziarnko – naprawdę nie więcej.
A inne ziarnka -planety i gwiazdy.
A choćby ich było nawet sto tysięcy
domek z ogródkiem może stać na każdym.
Wszystko w makówce. Mak rośnie w ogrodzie,
dzieci biegają i mak się kołysze
A wieczorami, o księżyca wschodzie
pieski szczekają to głośniej, to ciszej…

Śliczne się rozpłynęły w zachwycie. Tosia przytuliła się do nogi. Księżyc świecił. Łąka pachniała. Komary cięły. Ogień grzał.
Wszystko było było jak trzeba.

3 myśli w temacie “80. Dzień drugi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s