79. Holly Tolly – w podróży

Ten pies jest święty! Tak, świetny też. Ale święty przede wszystkim.
Zdarzyło mi się podróżować już ze zwierzętami na trasie Polska – Szwecja. I naprawdę to w niczym nie przypominało podróży z Tosią.
W samochodzie leżała, siedziała lub stała, nie szczekała, nie piszczała, po przerwie grzecznie wracała na swoje miejsce.
Na promie odmówiła wspinaczki po schodach, ale tylko na chwilę – schody zawsze są wyzwaniem. W kabinie była grzeczna, ale spała ze mną…albo ja z nią jak kto woli. To znaczy ona spała, a drzemałam. Normalnie na promie sypiam źle, ale teraz doszła Tosia i element stresu związanego z miejscem pobytu.
W drodze powrotnej do auta wybraliśmy windę i było to najlepsze rozwiązanie.
Oczywiście, jak wszędzie tak i na promie nasza Piękna wzbudzała zainteresowanie i podziw, choć na promie jak zawsze są i inne pieski.
Tylko tylko, że dwa razy nakłapała paszczą i nawarczała na inne pieski. Mam wrażenie, że ma to związek z nadmierną bliskością obcego i Pańci. Ale temat będę zgłębiać. Na bank jest to kwestia dystansu tylko nie wiem czy nie podoba jej się spoufalanie z nią (czyt. zbyt nachalne wsadzanie jej nosa pod ogon) czy zazdrość/próba obrony mnie. Może być ostatnie, bo w chwili ataku przywiera mocno do mojej nogi.
Jechaliśmy 20 godzin!
Do Pasłęka jechało się cudnie. Piękna droga, aż serce cieszy. Od Pasłęka…im głębiej w „interior” tym bardziej dziury. Ostatni odcinek, od wsi do Kaszarni to już był prawdziwy hardcore. EM psioczył i panikował, że zawiśnie.
Gospodarz Marcin miły, kontaktowy. Wiek nieokreślony, ale na oko po trzydziestce, blisko czterdziestki. Szczupły, ciemnowłosny, niebieskooki. Przystojny skubaniec, choć w taki chłopakowaty sposób. Coś mi nie pozwalało sądzić, że to rolnik, co odziedziczył schedę po rodzicach…I miałam rację. Warszawiak, informatyk czy inny programista. W moim pokoju od razu rzuciła mi się w oczy książka Wajraka…No! Tośmy w domu, co nie , Tosia? Znaczy: sami swoi.
Otoczenie sprawia wrażenie jakby nie było wykończone. Zarośnięte podwórze, poorane kretowiskami. Weranda z ciemnego drewna, która wygląda na niewykończoną…Potem się okazało, że weranda jest ze stuletniego drewna, jak takie coś malować?
Mój pokój ma oddzielny tarasik i wejście oraz własną łazienkę. Komfort kurczę! Jestem u kogoś, ale u siebie. Pod oknem chaszcze, obok tarasu chaszcze. Pełno fruwaczków różnej maści, usiłuję walczyć z fobią, będzie gdzie ćwiczyć charakter.
A zaraz za siedliskiem: WARMIA.
………………………………………………………………………………………. Boże jaka ta kraina jest piękna!!!! …………….Jaka tu przestrzeń! I te pagórki najkochańsze na świecie. Moje! Moje własne. ………………………………………………………………….
Tylko woda w łazience pachnie bagnem i dziwnie się myje zęby. Oraz prysznic ma fochy i uważa, że lepiej wie jakiej ja wody potrzebuję. Ale co tam…nie będę się myć co godzina.
Tylko Tosia nie chce nigdzie iść. Kilka razy próbowałam ją wyciągnąć poza dom i ciągle się zapiera łapami, że ona nie idzie. Nie wiem czy chodzi o Pańcia – tu mnie zostawił, tu będę czekać, zgłupiałaś chyba, że chcesz iść, przecież nas nie znajdzie, o boże kochany, no dobrze, idę, idę, bo ktoś cię musi pilnować, żebyś nie zginęła, bo co ja mu potem powiem – tak do mówi, całym swym zachowaniem.

Tosia mówi: chyba cię pogięło, że sądzisz, że pójdę…



Ale myślę, że to też i ogromne zmęczenie. Ta podróż ją też wykończyła.
Spałyśmy od 21 do 2 bez przerwy. Potem obudził mnie mój przyjaciel- ból głowy. Dwa voltareny + nurofen + 1 godzina później zasnęłam ponownie. Obudziłam się o siódmej. Nadal z bólem głowy. Dodrzemałam do ósmej. Poszłam do kuchni, a tam stała przygotowana kawiarka…
Wcześniej poprosiłam Gospodarza by mi ją zostawił na wierzchu. A on ją przygotował tak, że tylko musiałam postawić na gazie. Uśmiechnęłam się ciepło. Kawa się gotowała, a przez okno zaglądały mi kotki…
No dobra. To zaczynamy urlop.

8 myśli w temacie “79. Holly Tolly – w podróży

  1. Na promie StaneLine z Karlskrony do Gdyni jest ileś tam kabin przeznaczonych dla podróżnych ze zwierzętami. Korytarze tam nie są wyłożone dywanami a zwykłym gumoleum. Na tym samym poziomie lub poniżej (zależy gdzie, na którym poziomie się tę kabinę dostanie) jest wydzielone na zewnątrz miejsce – psi wychodek. Jest zagroda z kamieniami i plastikowa trawa. Ale wiele psów sika po prostu na tym stalowym pokładzie nawet przed wydzielonym terenem. Tosia jednak nie chciała tam sikać – prom ją bardzo stresował. Nie martwiłam się tym jednak bo na promie byliśmy mniej więcej pomiędzy godz 21 a 8:30. A Tosia w domu ma właśnie w takiej porze przerwę nocną. Natomiast zaraz po zjeździe z promu, tuż przy terminalu w Gdyni jest parking a przy nim spory teren zieleni – tam ją zabraliśmy natychmiast.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s