78. Ciśnienie rośnie

Miałam pracować do ostatniego dnia przed wyjazdem, ale jestem już tak nakręcona, że nie ma mowy – nie jestem w stanie się skupić, kręcę się w koło tylko i nic z tego nie wynika.
Trudno. Trzeba jakąś cenę płacić za bycie niezwykłą…
Koszmar to jest prawdę mówiąc. Nie wiem jak to nazwać. Niecierpliwość? Nerwowość? Jak np. jadę pociągiem w nieznane to już półgodziny przed moją stacją podrywa mnie i pcha w stronę drzwi wyjściowych. Stoję potem jak durna w korytarzu ze wszystkimi bambetlami, potrącana ze wszystkich stron, z poczuciem, że trasuję drogę, że innym utrudniam życie.
Najgorzej mam w samolocie – bo tam nie dadzą wejść/wyjść wcześniej, ba! stanąć przy drzwiach do WYJŚCIA nie dadzą wcześniej. Boże ile ja się nagimnastykuję w samolocie żeby się zachowywać, a i tak jestem jedną z pierwszych osób, które się podrywają.
Czekanie przy wjeździe/zjeździe na/z promu to też ćwiczenie silnej woli.
Zresztą wycieczki objazdowe to też…Przelecę dookoła, cyknę parę zdjęć, rzucę okiem i już bym gnała dalej. I denerwuje mnie jak eM się zatrzymuje przy jakichś duperelach i kontempluje. Na co się gapisz, jedziemy, jedziemy, jedziemy…
Lata mijają a ja wciąż taka sama. Wciąż poganiam czas a potem płaczę, że tak szybko zleciał.


Wczoraj zabraliśmy Tosię na spacer w kamieniołomie. Wtorek, dzień roboczy, więc tłumów nie było, ale sporo ludzi i tak się kręciło. Na górze wiało chłodkiem, ale w niecce zrobiło się bardzo gorąco.
Leszczyna ma już całkiem spore orzechy, lipy zaczynają kwitnąć i tam, kwiatów i traw różnej maści pełno.

Przynajmniej chociaż tam nie sięgnęły nożycorękie łapy komuny. Nie rozumiem co to za mania żeby strzyc trawę wszędzie gdzie się da. Moce przerobowe mają za duże? Plan do wykonania?
Golą trawniki w całym mieście – no dobra niech im będzie, estetyka itp. Ale na jaki grzyb strzyc strawę na obrzeżu miasta, na nieużytkach po których tylko psy latają za potrzebą? Na łące nad jeziorem, na wale przeciwpowodziowym, w lesie wzdłuż ścieżek dla biegaczy?
Po co? Nie dość, że w całym mieście, to jeszcze i dookoła wygolone wszystko w dywanik. Na przekór temu o czym mówią ekolodzy.
Hipokryzja szwedzka w temacie ochrony środowiska powinna być przysłowiowa.
W ostatni weekend w mojej komunie zorganizowali imprezkę na którą zjechało się kilka tysięcy starych aut. Szwedzi kochają się w samochodach amerykańskich z lat pięćdziesiątych. A te smoki mają paszcze i palą jak na smoki przystało.
Oczywiście na fanpejdżu komuny same superlatywy, brawo, cudownie, wspaniale, doskonały pomysł, och jaka atrakcja a ile pieniędzy komuna zarobi…itd.
Napisałam, że wstyd mi za komunę, która organizuje taką imprezę podczas gdy cały świat krzyczy o ograniczeniu emisji CO2. Oczywiście bonde* nie zrozumieli nic tylko tyle, że jakiejś Polce się nie podoba.
No, Szwedzi są wytresowani, więc nie padł ani jeden tekst odnoszący się do mego pochodzenia, które widoczne jest w imieniu i nazwisku, ale oczywiście leciały teksty o tym, że zawsze się coś komuś nie podoba i w ogóle jak ci kobieto się nie podoba to jedź na urlop. A takie stare samochody nie mają wpływu na środowisko bo jeżdżą tylko kilka mil w roku.
Moja córka błysnęła formą, poparła matkę używając język cyfr wytknęła im ile spalin emituje jedno auto i że komuna, która ma hasło, że wyjątkowo dba o środowisko nie powinna takich imprez organizować…
Tu się wreszcie ktoś z komuny odezwał…że to nie oni to organizują tylko prywatne firmy i organizacje.
I to już była kwintesencja hipokryzji, bo komuna to reklamuje, dostarcza zezwoleń na między innymi cruising ulicami miasta. Crusing polega na tym, że te wszystkie śmierdzące złomy jeżdżą w kółko przez kilka godzin ulicami miasta. KILKA GODZIN! Nie przez godzinę, nie. Oni startowali o 16 i jeździli całą noc. I tak przez piątek i sobotę. Zablokowane całe miasto, bramki na uliczkach wjazdowych, żeby ragare* nie wjeżdżali na osiedla. W efekcie jak to zawsze bywa: mieszkańcy mieli problem by podjechać do własnego garażu czy pod dom z zakupami, ale ragare nie mieli problemu by w środku nocy zatrzymać się w uliczce pod moim domem, stać na chodzącym silniku około pół godziny, tak że całe podwórze wypełniło się spalinami, oraz drzeć ryja. Nie tylko u mnie zresztą.
Jak w sobotę byliśmy nad jeziorem to spaliny było czuć choć od miejsce gdzie te wszystkie złomy stały, w linii prostej, było co najmniej 7km.
Taka to szwedzka dbałość o środowisko naturalne.

ych…jeszcze mnei złość trzęsie..

Napis na szybie „Transport zwierząt”. Naprawdę trudno mi się nie zgodzić.

odnośniki: *bonde – to rolnik, ale też używa się tego w znaczeniu „wieśniak”
* ragare – to ci, co się wożą tymi starymi autami.

5 myśli w temacie “78. Ciśnienie rośnie

  1. Usmielam sie czytajac o twojej niecierpliwosci podrozniczej; cos jakbym widziala tubylcow, ktorzy do bramek, czy do wyjscia z samolotu startuja zanim im na to zerwola (u tubylcow wynika to z pasji by byc pierwszym, ale nie wiem dlaczego takiego pedu do wysiada nie maja w autobusach, gdzie siedza do ostatniej chwili).

    Zaskoczylas mnie bardzo szwedzka hipokryzja, bede miala o czym myslec…..

    Polubienie

  2. och, szwedzka hipokryzja ma wiele twarzy…np. Szwedzi nie są rasistami, oni bardzo sobie cenią swoje muliti-kulti, broń boże nie powiedzą głośno że tych ciapataych oni by… albo te tajki zwożone przez niespełnionych pedofili (jak nazwać faceta który ma 40-50-60 lat i przywozi sobie co rusz NOWĄ partnerkę z Azji, która nawet jak ma 18lat to wygląda na 14. Kochliwy taki?)…Nie Szwed w oczy ci tego nie powie, przed znajomymi nie przyzna. Tylko tak…starannie się wyizoluje z tego multi-kulti.

    Polubienie

Odpowiedz na trollatrolla Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s