76. Deszczowa sobota

Z samego rana wczoraj, nawet nie wychodząc wcześniej na spacer, pojechaliśmy do Litwinów. EM i Litwin oraz jeszcze taki jeden kolega robili piwo. A że orzekli, że piwo to męska rzecz więc Litwinka i ja zostałyśmy w domu a „chłopcy” pojechali.
Było pochmurnie, ale bezwietrznie bo dwadzieścia kilometrów od brzegu jeziora Wener klimat jest zupełnie inny czytaj: łagodniejszy.
Pogadałyśmy. Tosia grzecznie buszowała w ogródku. Przypomniało mi się, że nie była na spacerze więc rzekłam do niej:
– Chodź idziemy za stodołę zrobić kupę. (przepraszam)
I poszłam. Pies za mną. Ledwie się znalazłyśmy za ową stodołą – pies zrobił co należy.
Taki to pies!
Potem już bez stresu mogła latać dookoła domu.
Chłodno było a temperatura malała. Z początkowych 17 stopni zrobiło się 15, potem 14…Siedziałyśmy w domu, przy otwartych drzwiach. Tosia latała po ogródku, co chwila tylko wpadając do domu żeby skontrolować czy „mamusia” nigdzie nie poszła.
Zaczęło podać, zawołałyśmy psa i zamknęły drzwi. Ja przestało oberwałyśmy maliny i porzeczki, ja dodatkowo zebrała porzeczkowych liści na herbatę zimową. Nadciągnęła wielka chmura, znowu padało.
Litwinka rozpaliła w kominku …
Tosia rozwaliła się jak długa na podłodze.

Tosia w charakterze skóry przed kominkiem


Nie sądzicie, że w takim spokojnym, choć obfitym deszczu jest coś kojącego? To miarowe stukanie o dach i parapety, cichy szum, szmer spływającego deszczu. Uwielbiam to. Najpiękniejszy dźwięk przyrody. Na samo wspomnienie czuję jak rozluźnia mi się wszystko to pozaciskane i pokurczone. Ale to tylko na wsi, w domu deszcz ma to charakterystyczne brzmienie. W bloku brzmi inaczej, choć też miło dla ucha. Lubię deszcz, zwłaszcza w bezwietrzny i w miarę ciepły dzień.
Jak się deszcz wypadał poszłam na trochę z aparatem i proszę bardzo.

A potem Zoozoo miała przyjęcie urodzinowe – rodzinne to znaczy, że przyszli rodzeni babcia z dziadkiem oraz przyszywani dziadkowie, pradziadkowie, wujek z ciocią i maleńką kuzynką – dwumiesięczną Stellą.
Zoozoo dostała prezenty w tym ten największy od Mamy i Mela – trampolinę! Cóż, kiedy lało i dziecko nie mogło się prezentem nacieszyć.
Po dwóch godzinach nieustającego deszczu dziecko uznało, że idzie poskakać, ale mamy na nią popatrzeć. Łaskawie zezwoliła nam zostać na tarasie.
No i skakała:

A gdy z krzykiem, że zmarzła w stopy przybiegła do domu – Mel już czekał z suchym ręcznikiem.
Mała Stella też wzbudzała ogromne zainteresowanie. Przy okazji zrobiłam cudne zdjęcie…ale kurde trzeba mieć jakieś dwie lewe ręce, żeby najlepsze ujęcia mieć kiepskiej jakości.
Ech. …Ale i tak…Zobaczcie: całe życie na jednym obrazku.

Całe życie

Stella i jej prababcia.

9 myśli w temacie “76. Deszczowa sobota

  1. Takie zdjęcia, jak to, które zatytułowałaś „całe życie”- rozczulają mnie.
    Sama radość w tym poście!
    A jak robisz herbatkę z liści porzeczki? Dodajesz suszone liście do czarnej herbaty?

    Polubienie

  2. Uwielbiałam kiedys takie deszczowe dni, mam bardzo dobre skojarzenia 😉 teraz tez lubie, zwlaszcza kiedy deszcz usprawiedliwia moje samopoczucie, nie trzeba nikomu tlumaczyc (sie), ze siedzisz, nie wychodzisz, mozesz czytac, ogladac, pisac, slowem – robic to, co chcesz;)
    Czemu nie mozna ogladac zdjec w powiekszeniu? te zielonosci zwłaszcza bym chetnie 😊

    Polubienie

    1. trzeba kliknąć w zdjęcie – powinno się otworzyć większe.
      Taaak…deszcz pozwala na zostanie w domu i oddanie temu co się lubi bez czepiania się innych, w tym własnego sumienia 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s