74.

Ależ mnie dziś łupie w głowie!
Tak się wczoraj nakręciłam tą podróżą, ustaleniami wszystkimi, że nie mogłam się skupić na normalnej pracy, więc po dwunastej się poddałam, wyciągnęłam stary materiał w koty i uszyłam powłoczkę na jasiek. Tak mi to szycie poszło z płatka, że uszyłam planowany od dawna plecak-torbę ze starych jeansów i zasłony w paski.
Plecak szył się też jakoś tak sam, choć w pewnej chwili dotarło do mnie, że zaczynam kombinować jakby tu szybciej. Z tego kombinowania wyszło prucia a prucia. Zgromiłam samą siebie, bo co za natura taka, że zawsze kombinuję jakby tu na skróty, co kończy się zawsze tak samo.
Plecakowi muszę doszyć:
– kieszonkę w środku na telefon
– kieszonkę z wierzchy na klucze
– zamek do zapinania
– paski na szelki/uszy
No i na koniec zszyć to wszystko razem.
Będzie pikny…

O 21 mnie zmorzył sen, co nie jest dziwne, skoro wstałam 5 rano. Zaczęłam przysypiać. Zadzwonił telefon. Litwinka, która kilka godzin temu nie odebrała ode mnie telefonu bowiem jak zgadywałam była w ogródku. Teraz oddzwoniła. …Wiedziałam, że tak będzie.
Pogadałam, ustaliłam plany na sobotę. Ułożyłam się spać. Przysypiam. Titut! SMS. Koleżanka pyta czy pogadamy jutro. Pogadamy. A o której. A o tej. Albo tamtej. Ustaliłam. Wyłączyłam dźwięk w telefonie. Ułożyłam się, ale spanie już nie przychodzi.
Brzyt-brzyt. Ki grzyb??? Noż…Tablet zgrzyta, że ktoś do mnie napisał na messengerze. Głupi tablet nie chce przyjąć do wiadomości, że messenger może poczekać, nie muszę być informowana natychmiast. Niezależnie od tego ile razy i na jakie sposoby wyłączam powiadomienia z aplikacji – ten swoje.
Zajrzałam, bo i tak nie śpię. Moja koleżanka Adaś.
Poklepaliśmy trochę.
Ustawiłam 3 pasjanse. Ułożyłam się spać. WSTAŁAM, ŁYKNĘŁAM WALERIANĘ. Ułożyłam się ponownie. Jakiś kretyn przejechał pod oknami z muzą na cały regulator i silnikiem o skali odrzutowca. Było prawie wpół do północy.
Zawraczał pies. Yanki wrócił z pracy.
O 00:10 poddałam się. Usiadłam, wzięłam książkę. Czytałam pewnie z pół godziny. I wreszcie zasnęłam.
O 5 obudził mnie znajomy ból głowy. Łyknęłam procha, ale widać jeden za mało, bo o 7 obudziło mnie jeszcze gorsze łupanie. A mówiłam wziąć od razu dwa. Teraz siedzę nie-do-życia. Po kawie, prochu i płatkach umysł jakby lekko się przejaśnił, ale …Jak ja nie lubię takiego stanu. Będzie mnie mulić cały dzień i ćmić gdzieś w skroni. Na tyle słaby ból, by uniknąć kolejnego procha, na tyle irytujący, że nic, nie można poradzić ani niczym sensownie się zając.
Ych!
Trzeba Tosię wziąć na spacer.

8 myśli w temacie “74.

    1. NIE! skąd taki (o)błędny wniosek?
      O 5…Tośka ani drgnie. Jak była młodsza to eM zabierał ją na siku o 5:30. Teraz na wszelki wypadek piesełek nad ranem chowa się u mnie w pokoju, żeby Pańciowi jakie durne pomysły nie przyszły do głowy.
      Choć teraz, jak jest jasno to czasem sama wstaje i go prosi, żeby z nią poszedł.
      Ale normalnie to ja chodzę z nią między 7 a 8 godziną.
      No chyba, że upały to przed 7.

      Polubienie

    1. Tak właśnie zrobiłam. To znaczy: tak całkiem leżeć i pachnieć to ja nie potrafię. Nie czytałam ani książki ani przepisów. Ani maili. Nie tknęłam papierów. Za to cały dzień szyłam dżinsowy plecak. Jest na ukończeniu i choć ma wiele wad to będzie cudny.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s