71. Meandry umysłu

Naprawdę, mam w umyśle zakamarki, które mnie samą zaskakują. Nie dość, że mam tam pochowane różne dziwne rzeczy, to jeszcze na dodatek te rzeczy czasem same z siebie wyskakują jak diabeł z pudełka.
Wczoraj, gdy dokonywałam wieczornych ablucji, wyskoczył mi pewien poemat. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ileś tam wierszy w swym życiu napisałam, „a każdy gorszy od drugiego”. Kiedyś nawet miałam je spisane, potem je przepisałam do komputera a plik wrzuciłam na któregoś bloga, żeby nie zgubić, a potem zgubiłam.
I w ten sposób nie zostanę współczesną Safoną -wszystkie wiersze pełne były gorących uczuć- i umrę w zapomnieniu.
No chyba, żebym z liryki się przerzuciła na satyrę…
No dobrze, ale do rzeczy.
Poemat poniższy nawiązuje do pewnej wrednej sąsiadki, którą ochrzciłyśmy z Baśką Prukwa. Prukwa mieszkała na parterze i reagowała nerwowo na właściwie wszystkich, którzy na dłużej zatrzymali się pod jej balkonem. Problem w tym, że balkon Prukwy był nad chodnikiem prowadzącym do bloku a krótszym bokiem był od strony zwykłego, osiedlowego traktu.
Jednak największe emocje Prukwy wzbudzała młodzież wszelkiej maści – kiedyś jeden kolega podjechał motorem pod nasz blok i Prukwa rzuciła (!) w niego garnkiem z wodą. Drugą, ale nie mniejszą nienawiścią darzyła Prukwa psy. Kiedy widziała psa na podwórku wychodziła i wrzeszczała, rzucała kartoflami i co tam miała pod ręką. A my z Baśką posiadałyśmy wtedy psa o imieniu Simka. Wprawdzie jeden wujek mówił, że ona żadna Simca tylko Tatra Niskopodwoziówka, ale on się nie znał i nie umiał doceniać oryginalnej urody naszego psa.
Prukwa umilała nam więc każde wyjście z psem. I na tę okoliczność powstał:
POEMAT O STRASZNYM KOŃCU PRUKWY I NIE TYLKO

Siedzi Prukwa na balkonie
ciągle sapie, gniewem płonie
bo te psu tu wciąż pod blokiem
zatruwają życie smrodem.
Patrzy Prukwa: Co się dzieje?!
To ty kundlu znów tu lejesz,
znowu szczekasz, znowu brudzisz?!
Ja nie zniosę tego dłużej!
Pójdę do administracji
i pokażę, że tu taki ten i owy
pod mój balkon lać gotowy!
Jako rzekła-tak zrobiła.
Poszła, wchodzi: Pani Miła!
-woła Prukwa już od progu-
Ja wytrzymać już nie mogę!
Ciągle tylko jakaś świnia
otruć mnie chce! Mnie! Niewinną!
Zrób coś pani bo nie ręczę
na milicję się poświęcę!
-Mam dla pani ja receptę:
niech do domu szybko drepce,
niech nagrzeje kubeł wody
i w tę wodę wsadzi nogi.
A jeżeli  to nie starczy
to niech weźmie wody garczek
niech namoczy siebie całą
 wtedy smrody się oddalą.
Przyszła Prukwa do dom wściekła:
A to małpa mi dopiekła!
Ja się na niej zemścić muszę:
Wszystkie kundle wnet poduszę.
Szybko wzięła się do dzieła,
ale pech i się potknęła,
no i wpadła. Spójrzcie sami:
wprost do wanny z ogórkami
gdzie do dzisiaj sobie siedzi
bo niedobrzy ci sąsiedzi
deską wyjście wnet zabili
i już wyjść nie pozwolili
by nie truła życia jadem.
Oto Prukwa jest przykładem
jakie wyjdą z tego chryje
 gdy się kto za rzadko myje.

No ja wiem, wiem. Długie i w dodatku rymowane.
Kto doczytał aż tutaj – łapka w górę, dostaniecie uścisk dłoni prezesowej.




14 myśli w temacie “71. Meandry umysłu

  1. Pierwsza! 🙂

    Powiem Ci, że masz ty talent!!! Uśmiałam się!

    A prukwa to takie fajne słowo, cieszę się, że mi przypomniałaś, choć nie pamiętam, na kogo my tak mówiliśmy…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s